Cień podejrzeń na horyzoncie działki
Anna, siedząc w swoim przytulnym domu na obrzeżach Łodzi, przeglądała stary notes w poszukiwaniu numeru sąsiadki z działki, Ewy. W końcu znalazła upragnione cyfry i wybrała numer. *„Ewa, cześć, kochanie!* – zaczęła ciepło Anna. *„To Ania, twoja sąsiadka z osiedla. Chciałam spytać, jak uprawiasz rzodkiewkę? Twoja zawsze taka soczysta, a u mnie jakoś nie wychodzi”.* *„Nic skomplikowanego”* – odpowiedziała Ewa z lekkim zmęczeniem w głosie. *„Moczę nasiona na dzień czy dwa, potem sieję. Przyjadę niedługo – zasadzę. Na razie jestem w mieście”.* *„W mieście?!”* – Anna aż podskoczyła, a jej głos zadrżał ze zdumienia. *„To z kim twój Krzysztof przyjechał na działkę?”* Ewa zastygła, oddech stał się ciężki. Nie mówiąc słowa, rozłączyła się, zamówiła taksówkę i pognała na działkę. Wchodząc do domu, oniemiała na widok tego, co zobaczyła.
Ewa Kowalska była wściekła. Twarz płonęła, oczy ciskały błyskawice. Gdyby jej mąż Krzysztof, którego w tej chwili uważała za pracującego, zobaczył ją teraz, nie poznałby swojej czułej Ewuni, która jeszcze rano, żegnając go, delikatnie poprawiła mu kołnierzyk i pocałowała w policzek. Ale Krzysztof tego nie widział. Był w wyśmienitym nastroju, wyczekując piątkowego wieczoru: pachnące kotlety schabowe z purée ziemniaczanym, które Ewa przyrządzała tak wybornie, domowe kiszone ogórki i pomidory prosto z grządki, a z lodówki – zimne piwo, bo przecież jutro sobota i nie trzeba iść do pracy. Krzysztof nie przypuszczał nawet, jaka burza nad nim się zbiera.
A wszystko zaczęło się od tego telefonu Anny, sąsiadki z działki. Anna, emerytka, mieszkała w przestronnym mieszkaniu z córką, zięciem i wnukami. Ale gdy tylko przychodziła wiosna, przewożono ją na działkę, gdzie zostawała do późnej jesieni. Rodzina zaglądała tylko w weekendy, by upiec kiełbaskę, a w tygodniu Anna nudziła się sama, skracając czas przed telewizorem. Dlatego każda wzmianka o wydarzeniu na osiedlu budziła w niej gorące zainteresowanie.
Tego ranka, około dziesiątej, Anna wyszła na ganek, rozejrzała się po okolicy i nagle zauważyła, jak brama sąsiedniej działki się otworzyła, a na podwórko wjechał samochód. Anna nie znała się na markach aut, ale była pewna: to auto Krzysztofa, męża Ewy. Jednak zamiast zaparkować przed domem, pojazd przejechał dalej i zniknął za gęstymi krzakami malin. *„No tak”* – pomyślała Anna, mrużąc oczy. *„Nie chce, żeby go widzieli. Co za spryciarz, ten Krzysztof!”*
Została wyrwana z myśli przez telefon od przyjaciółki i nie zauważyła, jak z auta wysiedli dwoje – mężczyzna i kobieta, których Anna natychmiast w myślach ochrzciła mianem *„kochanki”*. Wróciwszy na ganek, kontynuowała obserwację. Po pół godzinie jej cierpliwość została nagrodzona: z domu wyszła młoda kobieta w jaskrawych różowych dresach. Rozłożywszy szeroko ręce, zawołała: *„Miałeś rację, tu jest cudownie! Powietrze takie świeże i tak przyjemnie!”* To na pewno nie była Ewa – nieznajoma, około dwudziestu kilku lat, szczupła brunetka z długimi włosami. *„No proszę, Krzysztof!”* – Anna aż zakrztusiła się ze zdumienia. *„Ma pod pięćdziesiątkę, a taką laskę sobie znalazł!”* Kobietę zawołał męski głos i zniknęła w domu.
Anna, nie tracąc czasu, złapała notes i wybrała numer Ewy. *„Ewo Kowalska, cześć, kochanie!”* – zaczęła z udawaną beztroską. *„To Ania, z działki. Chciałam spytać o rzodkiewkę – jak ją sadzisz? Twoja zawsze pierwsza klasa”.* *„Nic specjalnego”* – odparła Ewa. *„Moczę nasiona, potem sieję. W maju przyjadę – zacznę. Na razie jestem w mieście”.* *„W mieście?”* – Anna zrobiła dramatyczną pauzę. *„To z kim Krzysztof przyjechał na działkę?”* *„Kiedy przyjechał?”* – głos Ewy zadrżał. *„Jakieś półtorej godziny temu. I schował auto za malinami – z ganku widzę tylko dach”.* *„Dobrze, Aniu, do usłyszenia”* – rzuciła Ewa i rozłączyła się.
Zamarła, czując, jak krew tętni w skroniach. Wybierając numer męża, spytała: *„Krzyś, gdzie jesteś?”* *„W pracy, a co?”* – odparł beztrosko. *„Tak tylko, żeby wiedzieć, o której wrócisz. Nie spóźnisz się?”* *„Jak zwykle, nawet szybciej – piątek przecież”* – odpowiedział wesoło Krzysztof. Ewa ścisnęła telefon tak mocno, że zrobiły się białe kostki na palcach. *„No to zobaczymy, jaka to twoja piątka”* – pomyślała i zamówiła taksówkę.
Droga do osiedla zajęła niecałą godzinę – sezon jeszcze się nie zaczął, więc korków nie było. Zapłaciwszy kierowcy, Ewa zdecydowanie podeszła do domu. Auto Krzysztofa faktycznie stało za krzakami malin, błyskając białą karoserią. Serce Ewy waliło jak młot. Cicho weszła na ganek, ostrożnie otworzyła drzwi i weszła do środka. Na kuchennym stole stały talerze z wędliną i serem, kiszone ogórki, pomidory i otwarte pudełko czekoladek. Obok – niedopita butelka wina i dwa kieliszki. *„No tak, Krzysztof postanowił sobie przed kolacją podnieść apetyt”* – pomyślała z goryczą. *„No to ja mu teraz urządzę schabowe!”*
Wpadła do sypialni i zastygła. Pod kołdrą majaczyły zarysy dwóch osób. Rozległo się stłumione „Ojej!”, a Ewa szarpnęła za kołdrę, ale ktoś ją mocno trzymał. *„Ewa, co ty robisz?!”* – rozległ się znajomy głos. Przed nią, zmieszany, siedział… bratanek Krzysztofa, Tomek, obok młodej dziewczyny, której Ewa nigdy wcześniej nie widziała. *„Ciociu Ewo, skąd ty się tu wzięłaś?!”* – wybełkotał Tomek, czerwieniąc się. **„Taksówką przyjechałam”* – odpowiedziała krótko Ewa, starając się ukryć wstyd przed własnym pochopnym osądem.



