**Cień Niespełnionych Nadziei**
Alicja siedziała w przytulnej kawiarni na Starówce w Poznaniu, naprzeciw swojej przyjaciółki Kingi. Ta, mieszając łyżeczką w filiżance kawy, wpatrywała się w nią uważnie, jakby próbowała rozwikłać zagadkę.
— Dziś jesteś jakaś inna — zmrużyła oczy Kinga. — No, mów wreszcie, co się stało?
— Piotr oświadczył mi się — cicho wyrzuciła z siebie Alicja, lecz w jej uśmiechu była gorycz.
— Naprawdę? W końcu! — Kinga ożywiła się, lecz nagle spochmurniała. — Ale gdzie twój entuzjazm? Przecież tyle lat na to czekałaś!
— Odmówiłam mu — głos Alicji zadrżał, a ona odwróciła wzrok.
— Co?! — Kinga omal nie wylała kawy. — Przecież marzyłaś o tym! Piotr był przy tobie tyle lat, a ty… Po co?!
— Po tym, co zrobił, nie mogłam inaczej — tajemniczo odparła Alicja, jej oczy pociemniały od wspomnień.
— Co on zrobił? — Kinga pochyliła się do przodu, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
Alicja wzięła głęboki oddech, zebrała myśli i zaczęła opowiadać. Kinga słuchała, wstrzymując oddech, nie wierząc własnym uszom.
Alicja zawsze wyobrażała sobie miłość jak kadry z romantycznego filmu: bukiety róż, namiętne wyznania, gotowość do poświęceń. Widziała siebie jako bohaterkę, której życie to wieczna uczuciowa feta. Te obrazy, podsycane filmami i powieściami, stały się dla niej jedynym scenariuszem miłości.
Lecz życie okazało się znacznie trudniejsze. Młoda Alicja, pełna złudzeń, uczyła się miłości na błędach – zakochując się i rozstając. Jej teatralna dusza nadawała każdemu związkowi dramatyczny wydźwięk.
Pierwszemu mężczyźnie poświęciła cztery lata. Miała zaledwie osiemnaście wiosen, gdy się poznali. Naiwna, zakochana, po raz pierwszy znalazła się u boku mężczyzny i uczyła się, czym jest związek. Ale jej płomienne uczucia rozbiły się o jego chłód. Mieli różne wyobrażenia o miłości, i tej bliskości, której tak pragnęła Alicja, nigdy nie było.
Postanowiła odejść, ale nie byle jak – potrzebowała pięknego finału, jak w kinie. Oświadczyła, że musi natychmiast wyjechać nad morze, sama, „aby się poukładać”. Nie protestował – nie mieszkali razem, tylko się spotykali.
Na dworcu żegnał ją, nieświadomy jej planu. W ostatniej chwili przed odjazdem pociągu Alicja, stojąc w przedziale, wypaliła:
— Kończę z tobą.
— Jak? Dlaczego? — oniemiał.
— Tak będzie lepiej — rzuciła i zniknęła w wagonie.
Pociąg ruszył. Pobiegł za nim, krzycząc:
— Alicja! Kocham cię! Wyjdź za mnie!
Wyjrzała i zimno odpowiedziała:
— Nigdy!
Tak, z kinowym patosem, skończyła się jej pierwsza miłość.
Rok później poznała programistę Krzysztofa. Był galant jak bohater romansów: kwiaty, podarunki, wyjazdy. Przy nim czuła się bezpieczna, a spojrzenia przechodniów zdawały się pełne zazdrości. Krzysztof przedstawił ją rodzicom, zabierał na wakacje, obsypywał prezentami. Dwa lata zmierzały ku ślubowi, a Alicja już widziała się jako jego żona.
Aż pewnego dnia Krzysztof oznajmił, że dostaje przeniesienie do innego miasta. I dodał z marzycielskim uśmiechem:
— Wyobraź sobie, pobierzemy się, będziesz czekała na mnie w domu z dziećmi, gotowała mój ulubiony żurek…
Alicji krew ścięła się w żyłach. Wizja rodzinnej rutyny, którą malował, była daleka od jej marzeń o wiecznej romantyce.
— Raczej nie — odcięła się ostro. — Nienawidzę żurku.
Odwróciła się i niemal pobiegła, wyobrażając sobie, jak jej szal powiewa na wietrze, a Krzysztof patrzy za nią ze złamanym sercem.
Później miała kilka przelotnych związków, aż poznała Piotra. Ich romans szybko przerodził się w wspólne życie. Urodził się im syn, a Alicja była pewna, że chce zostać jego żoną. Piotr był opiekuńczy, troszczył się o nich oboje, ale romantyzmu w nim brakowało.
Czekała na oświadczyny, lecz lata mijały, a Piotr się nie spieszył. Pięć lat razem, syn rósł, a pierścionka wciąż nie było. Wewnątrz Alicji narastała irytacja. Zmieniła się – z romantycznej dziewczyny stała się kobietą gotową walczyć o swoje pragnienia.
Próbowała wszystkiego: czułości, manipulacji, prowokacji – byle tylko Piotr zrozumiał, jak ważny jest dla niej ślub. Lecz on zdawał się nie dostrzegać jej sygnałów. W końcu spojrzała na swoje życie inaczej: Piotr jej nie docenia, nie szanuje, tylko udaje, że kocha. Prawdziwa miłość powinna być gorąca, namiętna, a on nawet nie chce się ożenić!
Uraza przerodziła się w chęć zemsty. Nie zwykłe odejście, ale takie, by poczuł jej ból. Postanowiła, że będzie to zimna, przemyślana odpłata.
Okazja nadarzyła się po pięciu latach. Piotr niespodziewanie zaprosił ją do restauracji.
— Po co? — spytała Alicja, choć serce podskoczyło jej w piersi.
— Chcę porozmawiać — wymijająco odparł.
— Dobrze — zgodziła się, wewnętrznie triumfując.
W restauracji było tak, jak marzyła: kwiaty, intymny stolik, przyćmione światło. Po pierwszym kieliszku wina Piotr zaczął:
— Alicja, jesteśmy razem tyle lat. Mamy syna, ma już pięć lat. Czas sformalizować nasz związek.
Milczała, patrząc mu w oczy. Kontynuował:
— No i… dostałem propozycję pracy za granicą. Ale biorą tylko żonatych. Z rodziną.
— Żonatych? — Alicja zaśmiała się szyderczo. — To tobie wygodne? A dla mnie?
— Co? — Piotr był zdezorientowany. Spodziewał się, że będzie promieniała.
— Co ja z tego będę miała? — jej głos stał się lodowaty. — W ogóle mnie to nie obchodzi. Nie wyjdę za ciebie.
Zapadła ciężka cisza.
— Wytłumacz — wykrztusił Piotr.
— Przez dziesięć lat nie zrozumiałeś, to teraz też nie pojmiesz — odrzekła, wstając. — Kończę z tobą.
Alicja wyszła z restauracji, czując się jak bohaterka dramatu. „Jak w filmie” — pomyślała, idąc przez wieczorne ulice.
Alicja wróciła do pustego mieszkania, w którym echo jej własnych kroków brzmiało jak uderzenia młotka w trumnę nadziei.



