Obserwatorka: Mała Dziewczynka Śledząca Tajemniczą Wizytę Ojca.
Mała Klara, by nie zostać zauważoną, cicho obserwowała, jak ojciec wprowadzał starszą panią do jej maleńkiego pokoju. Kobieta była niska i pomarszczona.
Tak, mamo, tu nie jest tak przestronnie jak w twoim domu, ale warunki są lepsze: centralne ogrzewanie, bieżąca woda, ciepła łazienka. A gdy sprzedamy twój dom i kupimy większe mieszkanie, będziesz miała własny pokój.
Dlaczego to łóżko jest takie małe? głos staruszki był łagodny, ale stanowczy. Nawet ja bym się tu nie zmieściła
Ach! To łóżko Klary, twojej wnuczki. Nie martw się, znajdziemy ci większe.
Ale nie będzie miejsca!
Chcesz tu biegać jak dziecko? ojciec zaśmiał się łagodnie. Wszystko się ułoży, jakoś się pomieścicie!
A Klara?
Tak! głos ojciec nagle zesztywniał. Córka Kasi.
Ale także twoja córka poprawiła spokojnie starsza pani, nie dając się zastraszyć surowemu tonowi syna. Niech Bóg ma ją w opiece, Kasia.
Klara automatycznie przeżegnała się.
Jej matka była piękna i kochająca, uwielbiała swoją córkę, którą nazwała Klarą na cześć bohaterki ukochanej powieści. Klara pamiętała uśmiech matki, gdy wracał do domu jej ojciec, Jan. On też był czuły i wesoły, zawsze przynosząc Klarze zabawki i okazując jej czułość.
Ale pewngo dnia wszystko się rozpadło. Matka nie obudziła się. Klara nie rozumiała, co się dzieje, dlaczego wszyscy płaczą i współczują jej, dlaczego ojciec wydawał się ciągle zły i zdystansowany. Straszne słowo zmarła, powtarzane przez wszystkich wchodzących do domu, prześladowało ją, choć nie wiedziała, co znaczy.
Wkrótce jechali długo samochodem z ojcem. Milczał i nie odpowidał na jej pytania. W końcu zatrzymał auto i ciężkim głosem oznajmił:
Mamusi już z nami nie ma, Klaro. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Masz dwóch braci.
Klara trochę się uspokoiła. Ale gdy dotarli do mieszkania ojca, przywitała ich rozczochrana kobieta, krzycząc:
Po co mi ten ciężar? Sam się nią zajmij! Nie będę wychowywać twojej córki z nieprawego łoża!
Klara przytuliła się do ściany. Dwaj chłopcy, bliźniacy dwunastoletni, pojawili się na odgłos krzyków. Spojrzeli na nią z pogardą.
Kim ty jesteś? spytał jeden. Co to za straszydło?
Drugi po prostu wyrwał Klarze torbę, otworzył ją i wysypał zawartość na podłogę.
Co my tu mamy? Fu! Śmieci! Wygrzebałaś ze śmietnika? zaczął deptać jej rzeczy.
Klara krzyknęła. Przybiegli rodzice i ta kobieta.
Widzisz?! wrzasnęła znowu. Ledwo weszła, a już robi problemy. Czego beczysz, smarkulo?
Klara spojrzała na ojca ze łzami w oczach. On ocenił sytuację i zimno powiedział:
Idź do pokoju! A ty zwrócił się do Klary chodź ze mną!
Dziewczynka posłusznie poszła za ojcem. Słyszała, jak kobieta pomrukuje, gdy odchodzili.
Klaro! weszli do małego pokoju z malutkim oknem, który wyglądał na dawną spiżarnię. Stało się tak, że twoja mama zmarła. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Ta kobieta to moja żona, Hania. A chłopcy to moi synowie, Kuba i Tomek. Postaraj się z nimi dogadać.
Ojciec wyszedł, ale wkrótce wrócił, niosąc stare łóżko i zniszczoną szafkę.
Urządź się!
Życie Klary zmieniło się radykalnie. Choć się starała, rodzina ojca nigdy jej nie zaakceptowała. Ciocia Hania wściekała się, patrząc na nią, mówiąc, że jest przeciążona. Chłopcy celowo szczypali ją lub popychali. Klara szybko zrozumiała, że lepiej nie wychodzić ze swego kąta, gdy ktoś jest w domu. Spędzała dni w swoim pokoiku, bawiąc się starą lalką jedyną rzeczą, jaka pozostała z dawnego życia.
Czasem chłopcy wchodzili i naśmiewali się z niej. Aż ojciec to zauważył i surowo ich ukarał. Potem nie podchodzili już do jej drzwi, ale wykorzystywali każdą okazję, by ją dręczyć, gdy wychodziła do łazienki, myć się lub jeść. Nie zawsze jadła to samo co reszta, często sama. Klara czuła zapach drożdżówek na śniadanie, ale dostawała owsiankę i wodnistą zupę. Ojciec czasem po kryjomu podsuwał jej słodycze.
Klara marzyła, by już iść do szkoły, znaleźć przyjaciół i być wśród innych dzieci. Ale do tego było jeszcze daleko.
Teraz babcia została jej nową sąsiadką. Klara skuliła się w łóżku i obserwowała, jak starsza pani urządza się w pokoju. Widziała, jak ojciec z chłopcami wnosi stary tapczan i małą szafkę. Po ustawieniu mebli ledwo było miejsce, by przejść.
Poznajmy się powiedziała staruszka, siadając na tapczanie. Jestem pani Zofia, matka twojego ojca, więc jestem twoją babcią. Możesz mnie tak nazywać.
Klara. Klara szepnęła dziewczynka.
Nie miała ochoty rozmawiać z babcią, nie wierzyła, że może być dla niej miła.
Mimo to zaprzyjaźniły się. Łączyło je odrzucenie przez rodzinę ojca. Jednak nikt nie śmiał źle mówić przy pani Zofii. Ale Klara słyszała, jak ciocia Hania narzeka, że ojciec przyprowadził jej starą wariatkę. Chłopcy zaś próbowali szkodzić babci raz tłukli jej okulary, raz rozlewali herbatę, raz rozsypali pinezki w kapciach. Ale staruszka jadła z wszystkimi w kuchni, co Klarę dziwiło.
Janku, dlaczego nie posadzisz Klary przy stole? spytała, widząc, że dziewczynka je w pokoju.
Nie ma miejsca! odcięła się Hania.
Jak to nie? Mogę się przesunąć, chłopcy też.
Co za bezczelność! warknął Kuba. Nie będę siedział z intruzem!
Jak możesz tak mówić? westchnęła babcia. Przecież to twoja siostrzyczka!
Janku! wrzasnęła Hania. Proszę, przemów do swojej matki! Nie jej sprawa, jak wychowujemy dziewczynkę!
Mamo



