Ciasto i inne rozczarowania

Tort i inne rozczarowania

Elżbieta ubijała krem na biszkopt, jej ruchy były precyzyjne jak u zegarmistrza. Tort dla Oli, jej córki, miał być arcydziełem: trzy piętra, waniliowy mus, świeże maliny, cienkie zawijasy czekolady. Żona właśnie obchodziła osiemnastkę, a Elżbieta miała nadzieję, że ten wypiek jej najlepszy w dwudziestoletniej karierze cukiernika zmiękczy mur, który wyrósł między nimi w ciągu ostatniego roku.

„Mamo, jeszcze nie skończyłaś?” Ola wpadła do kuchni, jej adidasy skrzypiały na linoleum. „Kinga już jedzie, a tu syf!”

„Już prawie gotowe” Elżbieta uśmiechnęła się, wycierając ręce w fartuch. „Podoba ci się?”

Ola rzuciła okiem na tort, jej twarz pozostała obojętna.

„No spoko. Tylko wiesz, Kinga mówi, że takie torty są już passé. Teraz wszyscy robią minimalistyczne, bez tych zawijasów.”

Elżbieta poczuła, jak łyżka w jej dłoni stała się cięższa.

„To nie zawijasy, Olu. To twoje ulubione wzory, jak na torcie na twoje dziesiąte urodziny. Pamiętasz?”

„Mamo, miałam dziesięć lat” Ola przewróciła oczami. „Dobra, ja posprzątam w salonie. Tato znowu zawalał wszystko swoimi papierami.”

Wyszła, pozostawiając za sobą delikatny zapach perfum i wrażenie, że Elżbieta mówi do ściany.

O szóstej salon przeobraził się: balony, girlandy, stół z przekąskami. Elżbieta postawiła tort na honorowym miejscu, jego owoce lśniły w świetle żyrandola jak małe rubiny. Przypomniała sobie, jak rok temu Ola zrezygnowała z rodzinnego świętowania, uciekając z przyjaciółmi do kawiarni. „Jestem dorosła, mamo” rzuciła wtedy. Elżbieta przez pół roku oszczędzała na ten tort, rezygnując z nowych butów i kursów cukierniczych, by dziś wszystko było idealne.

Dzwonek do drzwi przerwał jej myśli. Ola ruszyła otworzyć, a do mieszkania wpłynęła Kinga wysoka, z jaskraworóżowymi paznokciami i wzrokiem, który oceniał wszystko jak skaner.

„O, czyli to ten tort?” Kinga zatrzymała się przed dziełem Elżbiety, przechylając głowę. „Olka, ty na poważnie? To jest dla dzieci!”

„No, to taka maminy ficzer” Ola zachichotała, ale jej policzki zaróżowiły się. „Ona lubi takie retro klimaty.”

„Retro?” Kinga parsknęła śmiechem, jej głos brzmiał jak tłuczone szkło. „To wygląda jak z lat dziewięćdziesiątych! Teraz modne są gołe torty, z owocami i bez tego kremu. No nie, Olka?”

Elżbieta ścisnęła brzeg fartucha, czując, jak kuchnia staje się ciasna.

„Dzień dobry, Kinga” spróbowała się uśmiechnąć. „To tort w stylu Oli. Zawsze lubiła wanilię i maliny.”

„Lubiła” Kinga zaakcentowała ostatnie słowo, patrząc na Olę. „Ale gusta się zmieniają, prawda? Olka teraz jest w wegańskim vibeie, co nie?”

Ola zawahała się, bawiąc się bransoletką.

„No, nie do końca Ale Kinga ma rację, mamo. Może w przyszłym roku zrobisz coś bardziej nowoczesnego?”

Elżbieta poczuła, jak serce się ściska, ale skinęła głową.

„Dobrze, Olu. A teraz przyjmujmy gości.”

Goście przyjaciele Oli ze szkoły i.colGoście rozeszli się w ciszy, a Elżbieta stała w kuchni, patrząc na nietknięty tort, który teraz wydawał się symbolem wszystkich niespełnionych nadziei.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − pięć =

Ciasto i inne rozczarowania