Dziennik osobisty:
Z podziękowaniem nareszcie się doczekałam! babcia oddychała z trudem, ale jej twarz promieniała szczerą radością. Pogłaskała mnie delikatnie szorstką dłonią po policzku, potem ręce bezwładnie opadły na kołdrę.
Odpocznij, babciu, proszę mówiłem cicho, próbując ją uspokoić. Jutro mamy cały dzień, nagadamy się.
Babcia tylko lekko się uśmiechnęła. Nie, Jurek Jednego prosiłam Pana Boga doczekać się ciebie. Już nic więcej nie chcę. Zobaczyłam cię, przytuliłam Teraz chwilkę się prześpię, potem porozmawiamy. Przymknęła na moment oczy, a potem zwróciła się do sąsiadki: Pani Zosia, nakarm chłopaka, przecież z daleka przyjechał.
Wiedziałam, że babci zostało niewiele czasu. Byliśmy dla siebie najbliżsi na świecie. Rodziców straciłem dawno temu, przegrali z nałogiem, pozbyli się wszystkiego, co mieli, a na końcu sami siebie. Tylko babcia wyciągnęła mnie z tej biedy, dopilnowała, żebym skończył szkołę, namówiła na prawo jazdy i posłała do wojska. Dziś wróciłem, i choć nie tak chciałem ją zastać, nie miałem wyboru.
Kiedy pani Zosia na kuchni podała mi coś ciepłego, babcia leżała spokojnie, z zamkniętymi oczami i głaskała Mruczkę naszą ukochaną, szarą kotkę, która ostatnio nie odstępowała jej na krok, jakby przeczuwała nieszczęście. Nagle babcia zawołała mnie:
Jurek, chodź tutaj. Przysiadłem przy łóżku, a babcia zaczęła szeptać: Marzyłam, żeby pobawić się twoimi dziećmi, ale chyba już nie zdążę. Sam zostaniesz. Ciężko być samemu Jak spotkasz dobrą dziewczynę, to nie puszczaj wybieraj na całe życie, na niełatwe życie. Łatwo nigdy nie było i nie będzie. Unikaj pustki, nie trać czasu na głupoty, a najbardziej wystrzegaj się tego diabelskiego trunku! Jednego człowieka wciągnie, a cierpi potem cała rodzina. Dróg w życiu wiele, Jurek, wybieraj mądrze.
Zawahała się na moment, potem coraz słabiej mówiła dalej: Mieszkanie przepisałam na ciebie będziesz miał gdzie żonę przyprowadzić. Na pogrzeb odłożyłam, pani Zosia wskaże gdzie. Resztę pieniędzy przelałam na twoje konto, na początek wystarczy. Mruczkę szanuj, nie porzucaj. Jest mądra, wierna sam ją przecież kiedyś przyniosłeś To już wszystko. Idź się położyć, ja też odpocznę zmęczona jestem.
Rano babcia się nie obudziła
Pracuję teraz jako monter sieci internetowych polecili mnie koledzy. Jesteśmy w zgranej ekipie, przewlekamy światłowody, podłączamy nowych ludzi. Choć praca ciężka, to pensja porządna, no i mam satysfakcję, że robię coś pożytecznego.
W domu czeka na mnie Mruczka, ta sama, którą osiem lat temu znalazłem jako kociaka na śmietniku. Po śmierci babci bardzo się przygnębiła, prawie nie jadła. Dniami godzinami siedziała w starym, babcinym fotelu patrząc tępo w stronę drzwi, może czekając, że zaraz wróci jej ukochana pani. Ale już nie wróciła.
Próbowałem rozweselić Mruczkę, opowiadałem jej całe historie z pracy, starałem się jakoś urozmaicić jej posiłki. Dopiero po miesiącu stało się coś, co mogło być przełomem.
Tego dnia otrzymałem pierwszą pensję. Chłopaki z pracy nalegali, żebym się postawił w końcu taka była niepisana zasada. Zaprosiłem ich do baru, solidnie ich ugościliśmy i sami dobrze się bawiliśmy. Do domu wróciłem późno, wesolutki. Przy drzwiach powitała mnie Mruczka. Jakoś nie mogłem spojrzeć jej w oczy te wielkie zielone ślepia wszystko rozumiały. Mruczka uparcie patrzyła, aż w końcu żałośnie zamiauczała i schowała się pod tapczan.
Oj Mruczko, tłumaczyłem się nie mogłem odmówić przyjaciołom. To oni pomogli mi dostać pracę, byli ze mną. Ale miałem wrażenie, że przepraszam raczej babcię, niż kotkę
Następnego dnia Mruczka znów powitała mnie w progu i wyczuwszy, że tym razem jestem w porządku, z radością ocierała się o moje nogi, tuliła ogonem i głośno mruczała. Ze smakiem zjadła kolację, cały wieczór pilnowała mnie po wszystkich pokojach, a na noc przyszła przytulić się do ramienia.
Wszystko rozumiesz szeptałem, głaszcząc futerko. Ale nie martw się, ja już dorosły, dam sobie radę. Dorosłych pokonuje tylko jedno jak się zabiorą za alkohol. Nawet się go boję taki już nasz los rodzinny Wygląda na to, że będę musiał poszukać innej pracy tutaj picie to codzienność: na zmęczenie, na ochłodę, na święta, nawet Dzień Kieliszka świętują. A ja wciąż wymiguję się, więc patrzą na mnie krzywo. Czas szukać czegoś innego Od małego marzyłem zostać kierowcą tirem po świecie, ale z moimi uprawnieniami mogę tylko osobówką albo busem. Kto powierzy mi tira?
W jeden piątek siedzieliśmy z chłopakami w barze. Tradycyjna piątkowa posiadówka. Pili ile wlazło, tylko ja ciągle przy mineralnej, trochę z boku, czując się coraz gorzej. A wtedy obsłużyła nas młoda, bardzo ładna kelnerka. Chłopakom się zachciało flirtować, szef ekipy złapał ją za rękę i przytrzymał. Wystraszona próbowała się uwolnić, lecz bez skutku był już ostro podpity i nie panował nad siłą.
Puść ją, powiedziałem zdecydowanie. Zamilkli wszyscy podnieść głos na brygadzistę? To nie do pomyślenia! Z zaskoczenia szef rozluźnił chwyt, dziewczyna wyrwała się i stanęła opodal mnie, wyraźnie zaniepokojona.
Awanturze zapobiegł właściciel baru ogromny mężczyzna w białym, kucharskim kitlu, z podwiniętymi rękawami aż po łokcie. Jak go zobaczyli, ekipa momentalnie zebrała się do wyjścia, rzucając mi wrogie spojrzenia.
Zostań jeszcze, chłopcze, zatrzymał mnie właściciel. Niech się przewietrzą, może pomyślą. Spojrzał na mnie łagodnie: Po co ty z nimi trzymasz? Przecież nie pijesz, widziałem. Po co ci taka kompania?
Brygada Razem pracujemy, razem mamy wolne wzruszyłem ramionami.
Daj spokój. Wzdychnął, podając mi rękę. Jestem Michał. Z takimi kumplami lepiej się nie kolegować. Julka, nalej nam herbatki, jak tylko ty umiesz. Ja też odetchnę, póki zamówień brak.
Córka? zapytałem, patrząc za Julią.
Tak, pomaga mi po szkole. Usiedliśmy przy stoliku, popijając aromatyczną herbatę z porcelanowego czajniczka. Powiem ci szczerze, musisz zmienić pracę, bo cię tam wykończą albo nauczą złych nawyków. Masz jakieś papiery?
Mam prawo jazdy, jeździłem cały rok na służbie. Zawsze marzyłem o trasie, ale kto weźmie żółtodzioba?
Na początku nie, zgodził się Michał. Ale mogę cię polecić mam kolegów, prawdziwych tirówców. Na razie możesz pojeździć u mnie, zaczniemy od dostawczej Żuczka, potem, jeśli ci pójdzie, pójdziesz na kategorię C+E.
Biorę bez wahania! uśmiechnąłem się. Już wtedy Michał zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie wielki, spokojny, dobry człowiek i ojciec Julki. To wystarczyło, żeby go szanować. Michał dostrzegł, jak patrzę na Julkę i rzucił do niej:
Już skończ, Julciu. Dziękuję za pomoc, wracaj do domu Jurek cię odprowadzi. Zauważyłem, jak wesoło oblały policzki młodych rumieńce.
***
Pięć lat później prowadzę wielką ciężarówkę przez śnieżną drogę. Do Krakowa, gdzie czekają na mnie żona Julka, córeczka Marysia i nasza stara Mruczka, zostało jeszcze trzydzieści kilometrów. Na poboczu dostrzegam samotną postać, w cienkiej kurtce marznie jak nic.
Zamarźnie myślę, zatrzymując tira obok niego.
Szef? Poznaję go, gdy tylko siada na siedzeniu pasażera. Patrzy na mnie zamglonym wzrokiem pijaka.
A, to ty zamruczał. Kiedyś byłem szefem, dziś to już nie ważne. Nie ma już tamtej brygady, są inni na naszym miejscu. Nas zostało tylko parę osób. Jeden zmarzł, drugi utopił się obaj po pijaku. Ktos się zatruł. Reszta ledwie się utrzymuje. Wyciągnął piersiówkę z czymś śmierdzącym, pociągnął i zachwiał się. Ale damy radę, nie ma co się przejmować!
Wysadziłem go niedaleko rynku głównego, patrząc za nim ze smutkiem. Parę kroków dalej już nie ten sam człowiek Westchnąłem, wspominając jego pijane przechwałki.
Podchodząc pod własny blok, spojrzałem na okna. Kuchenne oświetlone Julka nie śpi, czeka. Może pani Zosia wpadła do nas na herbatę, może bawi się z Marysią raczej nie, bo Marysia śpi spokojnie w łóżeczku, przy którym wisi zdjęcie babci. Córka uwielbia jej opowiadać o swoich przedszkolnych przygodach i zmartwieniach. No i co z tego, że babcia nie odpowiada liczy się jej uśmiech na zdjęciu i dobre spojrzenie. A Mruczka, siadając na parapecie, wpatruje się w noc. Gdy mnie zauważa, zrywa się i pędzi do drzwi na powitanie.
Nie jestem sam, babciu szepczę do okna, uśmiechając się przez łzy. Jesteśmy razem, wszyscy w domu. I Ty z nami. To właśnie moja droga.


