Nośnik.
– Znowu Grzesiek chrapie! – pomyślała z irytacją Kinga. Odsunęła rękę męża, na której leżała, i przewróciła się na drugi bok. Spojrzała na telefon – była druga w nocy.
– Koniec, już nie zasnę, a jutro do pracy – złościła się w duchu. – Będę znowu kiwać nosem. Co prawda nie muszę wstawać wcześnie, bo mam popołudniową zmianę, ale jednak. To nie te czasy, gdy miałam dwadzieścia lat i mogłam tańczyć całą noc, a rano być jak nowo narodzona. To nie były te romantyczne randki pod księżycem, po których nie można było zasnąć, bo w myślach przewijało się każde słowo, każdy uśmiech. A teraz? Pamięta się tylko kilka zdań i głupio się uśmiecha. A jego twarz – taka bliska, taka znajoma. Te szare, dobre oczy, w których nie było fałszu…
A Grzesiek, jakby nigdy nic, wydał głośny pomruk, nawet się nie budząc, i spokojnie dalej chrapał.
– Co ja mam zrobić? Może umówić się z mężem i od teraz spać w osobnych łóżkach? – zastanawiała się Kinga.
Z nudów zaczęła przypominać sobie stare i wymyślać nowe pretensje do męża. Czuła, że tych żalów jest już tyle, że zmieściłyby się w wagonie towarowym i jeszcze jednym wielkim wózku z Biedronki.
Co nią kA Grzesiek nagle przytulił ją mocniej przez sen, szepcząc „Kocham cię, moja mała”, i Kinga zrozumiała, że wszystkie te drobne niedoskonałości nie mają znaczenia, gdy wciąż są razem.



