Chodźmy do ołtarza!

Dawaj się pobierzmy

Marek był cichym, skromnym chłopakiem. Mieszkał z rodzicami we wsi, bo tak go wychowali albo może po prostu taki się urodził. Katarzyna i Jan nigdy nie mieli z nim problemów. Zawsze posłuszny.

W sąsiednim podwórku ciągle słychać było krzyki i kłótnie. Weronika sąsiadka Katarzyny i Jana samotnie wychowywała dwóch synów, Tomka i Adama, niemal w tym samym wieku. Ale to prawdziwe urwisy, zwłaszcza starszy, Tomek. Weronika już nie wiedziała, jak go okiełznać.

Tomek, znow raz dręczysz brata, zaraz ja ci poczekaj tylko! tylko to słychać było z podwórza.

To on pierwszy się czepia, niech się nie wygłupia, a ty zawsze po jego stronie! odpowiadał Tomek podniesionym głosem.

Ach ty jak ty się odzywasz do matki?! niosło się z sąsiedztwa.

I tak w kółko. Weronika często narzekała Katarzynie:

Zupełnie nie mogę sobie poradzić z tymi łobuzami. U was zawsze cicho i spokojnie. Twój Marek to taki stateczny chłopak, zazdroszczę ci, Kasia. No ale co tu mówić twój Jan też spokojny, widocznie Marek po nim. A mój chłop był żywiołowy, awanturnik, i przez to głowę przedwcześnie złożył. Gdyby nie pił, to by nie utonął Tomek to żywy obraz ojca, a Adam trochę spokojniejszy, ale też bratu nigdy nie ustąpi. O, moja dola, moja niedola

Nooo, Weronka, twoi chłopcy to rzeczywiście żywe srebra. Na ostatnim zebraniu wychowawczyni twojego Tomka opędzlowała od góry do dołu. Ty przecież na zebrania nie chodzisz.

Ich synowie Marek i Tomek chodzili do tej samej klasy, przyjaźnili się, razem wracali ze szkoły. Marek uczył się przyzwoicie, ale Tomek ledwo ciągnął.

Nie chodzę do szkoły. Wstyd słuchać narzekań na moich urwisów, zwłaszcza na Tomka, a i w pracy Nie uwierzysz, Kasia, kiedy idę ulicą i widzę nauczycieli moich chłopaków, to staram się zejść im z oczu. Wiem, że zaczną się skarżyć, a ja się czerwienię i pocę ze wstydu zwierzała się Weronika. Zazdroszczę ci, Weronka, zazdroszczę ci w dobrym tego słowa znaczeniu. Twój Marek to chłopak jak chłopak, a moje Machnęła ręką i poszła do domu.

Chłopcy dorastali. Tomek pozostał takim samym rozrabiaką, po dziewiątej klasie rzucił szkołę, a Adam jeszcze się uczył.

Zrobię prawo jazdy, odsłużę wojsko, a potem się ożenię takie miał plany Tomek.

Z Markiem rozmawiali już jak dorośli. Obaj dojrzeli. Marek nadal był cichy, skromny, łagodny. Lubił samotnie wędrować latem po lesie i zbierać grzyby. Wieczorami siadywał na schodach przed domem i pił herbatę. Kochał czytać książki.

Po szkole skończył kurs elektryka w powiecie. Nie zamierzał wyjeżdżać ze wsi. I rodzice by go nie wypuścili. Jedyny syn.

Tu są twoje korzenie, synu, tu będziesz żył dawno zadecydował Jan, a Marek nie protestował, nie chciał nigdzie wyjeżdżać.

Gdy uczył się w mieście, codziennie jeździł na zajęcia autobusem tylko pół godziny drogi. Nie lubił miasta, za dużo ludzi. Z dziewczynami się nie zadawał, choć niektóre na niego zerkały. Te bardziej śmiałe same proponowały wyjście do kina te, które nie wiedziały, jaki jest nieśmiały. Odmawiał, tłumacząc, że musi wracać autobusem. Autobus nie jeździł często, trzeba było zdążyć.

Marek, uważaj tylko, żebyś się nie wplątał z tymi miejskimi dziewuchami surowo upominała go matka. One wszystkie przebiegłe, nie zauważysz, jak cię omotają, pamiętaj

Daj spokój, mamo, no co ty znowu odganiał się syn.

Chodził wprawdzie do wiejskiego klubu, spotykał się z miejscowymi chłopakami, często przebywał w towarzystwie Tomka. Ale na dziewczęta specjalnie nie zwracał uwagi, więc one też traktowały go obojętnie. Nikt nie wiedział, ale w liceum Marek podkochiwał się w Kasi, która była rok młodsza. Nigdy się jednak do tego nie przyznał, bał się jej.

Sam przed sobą się męczył:

Dlaczego nie jestem taki przebojowy jak Tomek? Przy nim dziewczyny się ustawiają, a ja Ja się ich boję, czerwienię, wstydzę Podoba mi się Kasia, ale nigdy się do tego nie przyznam, a już na pewno nie jej. A nuż się ze mnie wyśmieje. Gdzie mi tam do wyznań Kiedy Kasia się zbliża, kolana mi się trzęsą. Chyba zostanę starym kawalerem. A Tomek już się żeni

Marek, szykuj się na moje wesele. Będzie w klubie. Dziewczyny z sąsiedniej wsi przyjadą. Nie przegap okazji, bo zostaniesz sam jak palec zaśmiał się Tomek, błyskając białymi zębami.

Ewa, narzeczona Tomka, była z sąsiedniej wsi, oddalonej o cztery kilometry. Tam właśnie znalazł miłość sąsiad Marka. Dlaczego nie wybrał którejś z miejscowych dziewczyn, choć wiele za nim wzdychało?

Dobrze, Tomku, na pewno przyjdę obiecał.

Wesele Tomka było huczne, pełne śmiechu. Świadkową Ewy była jej przyjaciółka z tej samej wsi. Był ciepły letni wieczór, grała muzyka, gości było mnóstwo. Większość tańczyła, a Marek siedział przy stole lub wychodził na zewnątrz w środku było duszno.

Wtedy właśnie zauważyła go żywiołowa świadkowa Ola. Najpierw go obserwowała. Marek był przystojny wysoki, ciemnowłosy, o szarych oczach więc dziewczyny, które go nie znały, zwracały na niego uwagę.

Hej, podejdź bliżej usłyszał Marek wesoły głos i zobaczył przed sobą urodziwą Olę, świadkową panny młodej.

Cześć odpowiedział i zaczerwienił się.

A ja cię znam. Jesteś synem wuja Jana ciągnęła. Twój ojciec często do nas wpada, z moim tatą się przyjaźnią, no bo jak wuj Jan bywa w naszej wsi. Ja jestem Ola, a ty to Marek, prawda? powiedziała, bardziej stwierdzając niż pytając.

Marek znów się zaczerwienił, coś bąknął w odpowiedzi, plecy mu spłynęły potem ze zdenerwowania. A Ola mu się podobała, może dlatego jeszcze bardziej się speszył

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + trzynaście =

Chodźmy do ołtarza!