**Dawaj się pobierzmy**
Krzysiek to chłopak cichy i skromny. Mieszka z rodzicami na wsi może tak go wychowali, a może już taki się urodził. Krystyna i Wojciech nie mieli z synem problemów. Zawsze był posłuszny.
W sąsiednim podwórku ciągle słychać było krzyki i awantury. Barbara sąsiadka Krystyny i Wojtka sama wychowywała dwóch synów, Maćka i Tomka, którzy różnili się tylko rocznikiem. Ale to żywe srebra, zwłaszcza starszy Maciek, że Barbara nie wiedziała już, jak go okiełznać.
Maciek, znowu dokuczasz bratu, zaraz ja ci czekaj tylko! rozlegało się z podwórka.
To on mnie zaczepia, niech się nie czepia, a ty zawsze po jego stronie! odpowiadał Maciek podniesionym głosem.
A ty jak ty do matki mówisz?! niosło się zza płotu.
I tak bez końca. Barbara narzekała przed Krystyną:
Nie mam z tymi urwisami spokoju. U was zawsze cicho i spokojnie. Twój Krzyś to chłopak jak marzenie, zazdroszczę ci, Krysiu. No ale co się dziwić, twój Wojtek też spokojny, widzę, że Krzyś po nim. A mój chłop był wariat, awanturnik, i przez ten charakter głowę przedwcześnie położył. Gdyby nie pił, to by nie utonął Maciek to żywa kopia ojca, Tomek trochę spokojniejszy, ale też bratu nigdy nie ustąpi. O, dolo moja, dolo
Nooo, Basiu, twoi chłopcy to istne wichury. Na ostatnim zebraniu wychowawczyni twojego Maćka opieprzała na czym świat stoi. Ty na zebrania nie chodzisz.
Ich synowie, Krzysiek i Maciek, chodzili do tej samej klasy, razem wracali ze szkoły. Krzysiek uczył się przeciętnie, a Maciek ledwo ciągnął.
Nie chodzę do szkoły. Wstyd słuchać narzekań na moich łobuzów, zwłaszcza na Maćka, a w pracy Nie uwierzysz, Krysiu, jak widzę na ulicy nauczycieli moich synów, to zaraz skręcam w bok. Wiem, że zaczną jęczeć, a mnie wstyd, cała się czerwienię i pocę zwierzała się Barbara. Zazdroszczę ci, Basiu, ale tak z dobrego serca. Twój Krzysiek to chłopak jak trzeba, a moi Machnęła ręką i poszła do domu.
Chłopcy dorastali. Maciek pozostał takim samym wichrem, po dziewiątej klasie rzucił szkołę, Tomek jeszcze się uczył.
Zrobię prawo jazdy, odsłużę wojsko, a potem się ożenię takie miał plany Maciek.
Z Krzysiem rozmawiali już po męsku. Obaj dorośli. Krzysiek wciąż był cichy i skromny, łagodnego charakteru. Latem lubił samotnie włóczyć się po lesie i zbierać grzyby. Wieczorami siadywał na schodkach przed domem i pił herbatę. Lubił czytać książki.
Po szkole skończył kurs elektryka w powiecie, nie zamierzał wyjeżdżać ze wsi. Jedyny syn.
Tu twoje korzenie, synu, tu będziesz żył dawno zdecydował Wojtek, a Krzysiek nie protestował, nie myślał o wyjeździe.
Gdy uczył się w powiecie, codziennie jeździł autobusem tylko pół godziny do miasta. Nie lubił miasta, za dużo ludzi. Z dziewczynami się nie zadawał, choć niektóre na niego zerkały. Te śmielsze same proponowały kino, te, które nie wiedziały, jaki jest nieśmiały. Odmawiał, tłumacząc, że musi wracać autobusem. Autobus nie jeździł często, trzeba było zdążyć.
Krzysiu, uważaj tam na te miejskie dziewuchy surowo upominała go matka. Wszystkie przebiegłe, a ty nawet nie zorientujesz się, kiedy cię omotają, pamiętaj
Daj spokój, mamo, no co ty machał ręką syn.
Bywał w wiejskim klubie, spotykał się z miejscowymi chłopakami, często w towarzystwie Maćka. Ale na dziewczyny specjalnie nie zwracał uwagi, więc i one traktowały go podobnie. Nikt nie wiedział, że w liceum podkochiwał się w młodszej o rok Kasi. Ale nigdy się do tego nie przyznał, bał się jej.
Sam przed sobą się męczył:
Dlaczego nie jestem taki rezolutny jak Maciek? Dziewczyny za nim latają, a ja Ja się ich boję, czerwienię, wstydzę Podoba mi się Kasia, ale nigdy się do tego nie przyznam, a co dopiero jej. A nuż się ze mnie wyśmieje. Gdzie mi tam wyznać Jak Kasia się zbliża, to kolana mi się trzęsą. Chyba zostanę starym kawalerem. A Maciek już się żeni
Krzysiu, zbieraj się na moje wesele. Będzie w klubie. Dziewczyny z Wólki przyjadą. Nie przegap szansy, bo tak zostaniesz sam śmiał się Maciek swoim białym uśmiechem.
Wiola, narzeczona Maćka, była z sąsiedniej wsi, cztery kilometry stąd. Tam właśnie znalazł miłość Krzysztof. Dlaczego nie wybrał którejś z miejscowych dziewczyn, choć wiele za nim wzdychało?
Dobrze, Maćku, na pewno przyjdę obiecał.
Wesele Maćka było huczne, wesołe. Świadkową Wioli była jej przyjaciółka z tej samej wsi. Był ciepły letni wieczór, grała muzyka, gości było wielu. Większość tańczyła, a Krzysiek siedział za stołem lub wychodził na dwór w środku było duszno.
Wtedy właśnie zauważyła go rezolutna świadkowa Asia. Najpierw mu się przyglądała. Krzysiek był przystojny wysoki, ciemnowłosy, o szarych oczach więc dziewczyny, które go nie znały, zwracały na niego uwagę.
Hej, podejdź bliżej usłyszał wesoły głos i zobaczył przed sobą uśmiechniętą Asię.
Cześć odpowiedział i zaczerwienił się.
A ja cię znam. Jesteś synem wuja Wojtka ciągnęła. Twój tata często do nas zagląda, z moim tatą się przyjaźnią, no ale wuj Wojtek bywa u nas we wsi. Ja jestem Asia, a ty to Krzysiek, prawda? mówiła, nie wiadomo, czy pytając, czy stwierdzając.
Krzysiek znów się zaczerwienił, coś bąknął, plecy mu spociły się ze zdenerwowania. A Asia mu się podobała, może dlatego jeszcze bardziej się speszył. Asia stała przy nim i paplała. Opowiadała coś, śmiała się, on słuchał, ale nie wszystko do niego docierało, tak się denerwował. Sam mówił mało, głównie się uśmiechał. Bał się powiedzieć coś głupiego i wydać się dziewczynie idiotą.
Chodź tańczyć, co tu stoimy złapała


