Chociaż Lucyna była wzorową synową i żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale także siebie –…

Chociaż Weronika była w oczach wszystkich znakomitą synową i żoną, zrujnowała nie tylko swoje małżeństwo, ale również samą siebie.

Weronika była sierotą wychowaną w domu dziecka pod Krakowem. Wyszła za mąż mając ledwo osiemnaście lat, nie mając żadnego pojęcia o tym, co znaczy być żoną ani jak funkcjonować w rodzinie zwłaszcza że wokół niej nie było nawet koleżanek, które byłyby już mężatkami. Gdy tylko zamieszkała z mężem w ich mieszkaniu w Krakowie, natychmiast zaczęła podpatrywać i notować, jaką powinna być żoną. Najważniejsze wskazówki czerpała od mamy swojego męża.

Oczywiście słyszałem niejedną anegdotkę o okrutnych teściowych. Weronika jednak zawsze wierzyła, że skoro nie ma własnej mamy, teściowa będzie jej jak rodzona matka i będzie życzyła jej dobrze. W gruncie rzeczy, coś w tym było teściowa faktycznie nie chciała dla niej źle, ale wyszło jak zwykle Z zapałem przekazywała jej swoje mądrości w kwestii rodzinnego życia i rzuciła kiedyś: To żona odpowiada za zdradę męża.

Dlaczego? Weronika zawsze była przekonana, że winę ponosi osoba, która zdecydowała się zdradzić. Tymczasem świat teściowej był inny: to żona odpowiada za niewierność męża, bo pewnie przestała się starać i przestała go pociągać jak kobieta. Usłyszawszy, że nawet mając pięćdziesiątkę należy zachować talię osy, Weronika wpisała do notesu: nie przytyć i zapisała się do fitness klubu na Krowodrzy.

Mimo że Weronika zawsze była szczupła, z lęku przed przytyciem zaczęła się restrykcyjnie odchudzać. Ledwo zdążyła wdrożyć tę lekcję, a teściowa miała już kolejną: W porządnej rodzinie obiema rękami się pracuje.

Weronika nie oponowała, bo i sama zawsze marzyła o pracy. Chciała być potrzebna, więc łapała każdą fuchę. Kiedy zapytała o to, jak sobie radzić podczas urlopu macierzyńskiego, usłyszała: Urlop wychowawczy to twój problem sama wymyśl, jak to rozwiązać!.

Tego już nie zanotowała, ale po kilku latach i tak podjęła na macierzyńskim dorywczo pracę jako opiekunka do dzieci sąsiadów. Ją to cieszyło, lecz jej teściowa i mąż kręcili nosem, że zarabia marne grosze.

Weronika pomyślała, że przynajmniej przeznaczy na siebie coś z tych pieniędzy chociażby pójdzie do fryzjera na Nowym Kleparzu. Ale i tu padło: Podczas wychowawczego nie ma się po co stroić! Prawdziwa kobieta robi fryzurę i makijaż, jak wróci do pracy. Teraz masz oszczędzać!

Sama oddawała wszystkie zarobione złotówki mężowi. Prosto więc powiedzieć, że przez całe życie małżeńskie Weronika słyszała nieustającą mantrę: Porządna żona sama dba o cały dom!

I tak się działo. Weronika wszystko robiła sama. Padała ze zmęczenia, ale nie prosiła o pomoc. Z czasem omdlenia stały się codziennością. Nieraz po uśpieniu dzieci około dwudziestej pierwszej jeszcze szorowała podłogi i gotowała na następny dzień. Jej mąż w tym czasie pochrapywał bo przecież on przynosił pieniądze do domu i był bardzo zmęczony.

W końcu to, że Weronika trafiła do szpitala, było, niestety, do przewidzenia. Nie zwracała uwagi na narastające bóle, nie zauważyła rozwijającej się poważnej choroby. Została w szpitalu prawie trzy tygodnie. Ani mąż, ani teściowa ani razu jej nie odwiedzili. Miała jednak szczęście gdy trafiła na oddział, miała w kieszeni telefon. Zadzwoniła do koleżanki, która przywiozła jej ubrania, jedzenie i słodycze.

Kiedy tylko wyszła ze szpitala, pierwsze co zrobiła, to złożyła papiery o rozwód w sądzie przy ul. Przy Rondzie.

Dziś wiem jedno: można poświęcić dla rodziny wszystko, lecz jeśli nie szanujesz siebie, nikt nie będzie cię szanował. Dla mnie to lekcja, którą zapamiętam na całe życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + siedem =

Chociaż Lucyna była wzorową synową i żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale także siebie –…