Chociaż Jagoda była wzorową synową i oddaną żoną, z czasem zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale i siebie samą.
Jagoda była sierotą wychowaną w domu dziecka na obrzeżach Krakowa. Wyszła za mąż, gdy miała ledwie osiemnaście lat. Nie wiedziała zupełnie, jak powinna wyglądać codzienność w rodzinie, bo ani nie miała rodziców, ani zaprzyjaźnionych koleżanek, które opowiadałyby jej o małżeństwie. Trafiając do mieszkania męża w Nowej Hucie, z zaciekawieniem przyswajała każdy szczegół, jak powinna zachowywać się idealna małżonka. Najważniejszym źródłem wiedzy była dla niej teściowa, pani Krystyna.
Jagoda dobrze wiedziała, jak opowiada się o złych teściowych, ale wierzyła, że skoro nie ma swojej mamy, to matka męża stanie się dla niej wsparciem i będzie jej życzyć dobrze. Rzeczywiście, teściowa nie była jej wroga, lecz z czasem nauka przerodziła się w coś obciążającego. Pani Krystyna nauczała z zapałem zasad rodzinnych i między innymi przekonywała: „To żona ponosi winę, gdy mąż zdradza”.
Dlaczego? Jagoda sądziła, że to zdradzający jest winny. Jednak w rzeczywistości miało być inaczej według teściowej żona powinna zawsze dbać o siebie, nie przestawać być atrakcyjną dla męża. Namawiała synową, by nawet będąc starsza, miała talię osy. Jagoda skrupulatnie zapisała w notesie: „nie przytyć”, po czym zapisała się do fitness klubu, choć już była szczupła i zgrabna.
Po tej lekcji teściowa miała kolejną radę: „W normalnej rodzinie obie strony pracują”. Jagoda nie dyskutowała, bo sama chciała poczuć niezależność. Była gotowa łapać każdą pracę, jaka się nadarzy. Zapytała nawet teściową o funkcjonowanie podczas urlopu macierzyńskiego, ale pani Krystyna powiedziała sucho: „To twoja sprawa, jak sobie poradzisz!”.
Ten cytat pominęła w swoim notesie, ale gdy kilka lat później przeszła na urlop wychowawczy, chwyciła też pracę jako opiekunka na pół etatu, za najniższą krajową. Była zadowolona, ale mąż i teściowa zaczęli narzekać, że daje do domu tylko marne grosze.
Jagoda uznała, że skoro to jej pieniądze, może je wydać u znajomej fryzjerki na osiedlu. Wtedy znów usłyszała „życiową prawdę”: „Jak siedzisz na wychowawczym, to nie ma po co się stroić! Jak wrócisz do prawdziwej pracy, pomyślisz o fryzjerze i szmince, teraz trzeba oszczędzać!”.
Wszystko, co zarobiła, oddawała zawsze do wspólnej kasy. Całe jej życie małżeńskie przeplatała jedna myśl powtarzana przez teściową: „Porządna żona sama radzi sobie z domem!”. Jagoda nie miała zatem pomocy wszystko robiła sama, do upadłego. Sprzątała, gotowała, układała dzieci do snu, a potem jeszcze dokańczała pranie i rozciągała budżet domowy, podczas gdy mąż Krzysiek spał na kanapie po kolejnej zmianie, bo jak sam mawiał on zarabia na dom.
Nie dziwi więc, że Jagoda trafiła do szpitala. Zlekceważyła bóle brzucha, nie zauważyła, jak zaczyna się choroba. Spędziła w szpitalu ponad dwa tygodnie, a mąż i teściowa nie odwiedzili jej ani razu. Miała jednak szczęście przy sobie znalazła telefon i zadzwoniła po przyjaciółkę, Zosię. To ona zaniosła potrzebne rzeczy i okazała troskę.
Po powrocie do domu, nie mając złudzeń, Jagoda podjęła ostateczną decyzję i złożyła pozew o rozwód.
Życie nauczyło ją, że rezygnując z własnych potrzeb i nie walcząc o siebie, można zatracić poczucie własnej wartości i że do szczęścia potrzebna jest nie tylko miłość dla innych, ale przede wszystkim szacunek do siebie.



