Chciał ukarać żonę, ale sam został zapomniany.

Po awansie Liliany w nowej pracy w banku jej charakter diametralnie się zmienił. Z cichej i spokojnej kobiety stała się nagle rozdrażniona, złośliwa i wymagająca. Bartosz, jej mąż, nie rozumiał tej przemiany: „Skąd nagle tyle pretensji? Wcześniej wszystko było w porządku.” Liliana oskarżała go o brak zaangażowania w domu – dlaczego wszystko spoczywa na niej: gotowanie, dziecko, sprzątanie. A Bartosz nie widział problemu. Uważał: „W trzypokojowym bloku w Łodzi nie ma pracy dla mężczyzny. Półki wiszą, krany nie ciekną. A gotowanie – to nie męskie zajęcie.” Raz poprosił o barszcz, delikatnie zasugerował – w odpowiedzi usłyszał: „Odkrój warzywa – wtedy ugotuję.” Wybuchnął: „Samej obierz! Jesteś kobietą!” Liliana coraz częściej zostawała w pracy, a syna z przedszkola odbierali jako ostatni. Bartoszowi żal było chłopca, ale sam miał iść? A nagle poproszą, żeby szafę przesunąć albo rurę naprawić?

Wydawało mu się, że żona przestała go doceniać. Częściej mruczał pod nosem: „Po co ci był ten awans? Siedziałabyś cicho – i byłoby jak dawniej.” Liliana spokojnie odpowiadała: „To wróć do działu rozwoju, postaraj się o awans, zarabiaj więcej – wtedy ja odejdę, będę gotować barszcze i zajmować się synem. Ale na nasze dwie pensje nie da się żyć. Moja mama wcześniej pomagała, teraz – ma swoje potrzeby.” Bartosz tylko się wściekał: „Remont jej się zachciało!”

Sam jednak nie miał ochoty piąć się po drabinie kariery. Widział, jak szef haruje bez weekendów, i mówił: „Nie, dziękuję. Ja odrobię swoje – i do domu.” Ale im więcej słyszał wyrzutów od Liliany, tym większa rosła w nim uraza. Postanowił: „Skoro chce być szefową, niech poczuje, czym jest samotność.” Zaczął częściej zostawać w pracy. A potem zaczął romansować z koleżanką z księgowości – z Kasią. Była zwyczajna, nie piękność, ale miała apetyczne kształty, czuły głos i niekończące się zapasy ciast.

Kasia miała małego synka, ale Bartosza to nie przeszkadzało. U niej czuł się potrzebny: ciepły koc, gorąca kolacja, pełne podziwu spojrzenia. Spotykali się coraz częściej. Tymczasem mama Liliany zaczęła odbierać wnuka z przedszkola – Liliana była pochłonięta ważnym projektem. Bartosz się cieszył: „No i dobrze. Ona nie gotuje, a ja nie głoduję. Kasia i nakarmi, i pochwali. Wszystko fair.” Tyle że Kasia miała swoje zasady. Gdy Bartosz przychodził bez słodyczy, perfum albo gotówki na „coś miłego” – marszczyła czoło. Kolacja stawała się skromniejsza, a czułość – chłodniejsza.

Bartosza to niepokoiło, ale pocieszał się: „No i co. Ona nie żąda miłości – tylko uwagi i trochę pieniędzy. A jak Liliana się dowie, że odchodzę – wtedy się zacznie prosić.” Gdy Kasia, bez mrugnięcia okiem, zażądała pieniędzy na futro, Bartosz zrozumiał: czas skończyć tę komedię.

Wpadł do domu, doczekał się żony z pracy i, marszcząc brwi, oświadczył:

– Liliana, koniec. Jestem mężczyzną! Chcę kolację, porządek w domu, świeże skarpety! Wracasz wcześniej niż ja – dlaczego nie ugotujesz zupy? Albo trudno uprać?

Liliana w milczeniu się rozebrała, postawiła torbę na podłodze i zmęczonym głosem zapytała:

– To wszystko?

– Nie! – powiedział z patosem. – Odchodzę! Do innej! Do kobiety, która mnie docenia! Spakowałem rzeczy – i koniec! Żyj sama!

– Słusznie – skinęła Liliana. – Wypad. Mam dość życia z leniwym marudą. A mieszkanie zostaw. Kredyt spłacałam sama. Adwokat potwierdzi: nie dołożyłeś do niego ani złotówki.

Bartosza oblało wrzątkiem. Jak to? Gdzie błagania? Gdzie łzy? Spodziewał się, że Liliana rzuci mu się na szyję, będzie go przekonywać, żeby został. A tu – chłodna kalkulacja.

Z bijącym ze złości sercem spakował torbę i pojechał do Kasi. Pewnie zapukał: „Kochanie, jestem teraz z tobą. Na zawsze!” Otworzyła, obrzuciła go wzrokiem od stóp do głów i skrzyżowała ręce:

– A skąd wziąłeś, że cię zapraszałam? Mam dziecko, wynajmowane mieszkanie, małą pensję. Ty nie jesteś rozwiązaniem, ty jesteś kosztem. Nie chcesz płacić – spadaj.

Drzwi zamknęły mu się przed nosem. A on został na klatce schodowej – z torbą, rozbitym ego i pustymi rękami. Nikomu niepotrzebny. Ani żonie, ani kochance. I po raz pierwszy od wielu lat – naprawdę sam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + trzy =

Chciał ukarać żonę, ale sam został zapomniany.