Chcesz mojego męża? Jest twój! powiedziała żona z szerokim uśmiechem do nieznajomej, która nagle pojawiła się w jej drzwiach.
Poczekaj chwilkę, Dorotka! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, jak dowiem się, kto to taki i czego chce powiedziała Ania z ociąganiem, kończąc rozmowę telefoniczną ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa. Dorota z rozbrajającą dokładnością opowiadała o urodzinowej imprezie teściowej, a Ania śmiała się, jakby oglądała kabaret w Opolu.
Ania podeszła do drzwi, zerknęła przez judasza i sama nie wiedziała, czemu była zaskoczona. Spodziewała się sąsiadki, bo do ich bloku przez domofon raczej nie trafiali obcy, chyba że pomylili piętro. Przed drzwiami stała jednak młoda kobieta, o dość dziwnym wyglądzie, zupełnie jej nieznana.
Postanowiła nie otwierać wiadomo, lepiej unikać nieznajomych, zwłaszcza w tych czasach, kiedy pełno jest naciągaczy. Ania miała jasną zasadę: żadnych rozmów z obcymi. Tacy zaradni potrafili wykorzystać naiwność, ale Ania nigdy na liście frajerów nie widniała.
Wyciągnęła już telefon, żeby wrócić do rozmowy z Dorotą, ale domofon zabrzęczał ponownie. Tamta z korytarza ewidentnie uważała, że ktoś jest w domu, i nie zamierzała odpuszczać.
Ania była zupełnie sama mąż, Piotrek, wybrał się do kolegi pomóc mu w ogrodzie. Jeszcze raz spojrzała przez wizjer, przyglądając się kobiecie dokładniej.
Z jednej strony wyglądała dziwacznie, z drugiej żałośnie, ale Ania nie czuła zagrożenia.
Co najgorszego może się stać, jeśli otworzę i poproszę, żeby już sobie poszła? Potem będę miała święty spokój na weekend, pomyślała. Pewnie się zgubiła albo chce mi sprzedać jakąś magiczną wyciskarkę do marchwi.
Zdecydowała się, otworzyła drzwi. Kobieta na korytarzu natychmiast się ożywiła, poprawiając włosy z nerwów, zanim się odezwała.
Dzień dobry! Czy pani to Ania? zapytała, bawiąc się szalikiem. No oczywiście, że pani Ania, po co w ogóle pytam?
No proszę, pomyślała Ania. Oszustki coraz lepiej przygotowane. Nawet już wiedzą, jak się nazywam.
Kim pani jest i czego pani chce? Stoi tu pani od pięciu minut, nie zapraszałam pani, więc proszę konkretnie i krótko powiedziała Ania stanowczo.
Piotrek jest w domu? spytała nieznajoma, wytrącając Anię z równowagi.
No to ci niespodzianka! przeszło Ani przez głowę. Wie również, jak ma na imię mój mąż. Przyszła przygotowana.
To do Piotra pani przyszła? zapytała Ania, choć chciała powiedzieć coś zupełnie innego.
Nie, przyszłam do pani. Ale jeśli Piotr jest w domu, to mi będzie trudniej odpowiedziała ta druga, z rozbrajającą szczerością.
Trudniej? Czego pani ode mnie chce?
Nie ma go. O co chodzi?
Może powinniśmy wejść do środka, bo głupio tak rozmawiać na korytarzu przy sąsiadach zaproponowała młoda, wyraźnie zdeterminowana.
Na pewno nie. Nie wpuszczam obcych do domu. Proszę się streszczać ucięła Ania, blokując drzwi nogą.
No dobrze, to może tu, chociaż nieswojo mówi się o szczegółach mojej relacji z Piotrem na oczach sąsiadów powiedziała tamta, z ironicznym uśmieszkiem.
Co takiego? Jakiej relacji? wymsknęło się Ani głośniej niż chciała.
Aniu, wszystko w porządku? Dlaczego krzyczysz? zapytała Pani Wiśniewska z naprzeciwka, która właśnie wysiadła z windy.
Dzień dobry, pani Wiśniewska! Wszystko świetnie. Jak tam pogoda? próbowała Ania ukryć lekki stres.
Chyba zacznie padać odparła sąsiadka, patrząc jednak z wyraźnym zainteresowaniem na sytuację pod drzwiami.
No to proszę bardzo, wchodzi pani wycedziła Ania, przepuszczając kobietę przez próg, bo widziała, że i tak nie odpuści.
W środku nieznajoma szybko rzuciła okiem po wszystkich półkach, ewidentnie sprawdzając, czy na parapecie nie leży czasem złota sztaba.
Ma pani pięć minut. Proszę mówić. To nie muzeum zastrzegła Ania, blokując przejście z przedpokoju do salonu.
Nazywam się Malwina zaczęła tamta, zdejmując szalik i płaszcz. Ja i Piotrek… jesteśmy zakochani.
O rany, chyba spodziewałam się więcej kreatywności przerwała jej Ania, z sarkastycznym uśmiechem, jakby oglądała niskobudżetowy serial.
A co tu niby jest nieszczerego? Ludzie się zakochują, życie. Nie jest pani pierwszą żoną, którą mąż zostawił Malwina stanęła pewnie, jakby zaraz miała wygłosić wykład.
Jest pani pewna, że to on panią kocha, a nie mnie? zapytała Ania z rozbawieniem.
Mam absolutną pewność! Inaczej bym tu nie przyszła stwierdziła Malwina z przekonaniem.
Widzicie pani, problem polega na tym, że mój mąż nie kocha nikogo. On po prostu nie potrafi. Więc jednak się pani myli odparła Ania ze słodkim spokojem.
Malwina już chciała ruszyć z argumentacją, kiedy nagle drzwi się otworzyły i do przedpokoju wszedł Piotrek…
…z miną zaskoczoną, jakby zobaczył inspekcję z urzędu skarbowego.
Malwina? Co ty tu robisz w sobotę? To coś służbowego? zapytał, całkiem zbity z tropu.
Nie, przyszła tu po ciebie odpowiedziała Ania, nie kryjąc rozbawienia.
Po mnie? O czym wy w ogóle mówicie? Piotrek wyglądał na coraz bardziej zakłopotanego.
No skarbie, Malwina przyszła cię ode mnie zabrać. Całego. odparła Ania z szerokim, ironicznym uśmiechem.
Malwina, zaczerwieniona, narzuciła w pośpiechu na siebie płaszcz i niemal wybiegła, nie oglądając się za siebie.
Tak szybko ucieka? To co z Piotrkiem? Przecież po to przyszła. Mówię serio mogę go oddać z czystym sumieniem rzuciła za nią Ania, rozbawiona własnym dowcipem.
Ale Malwina już zatrzasnęła za sobą drzwi.
O co tu w ogóle chodziło? zapytał Piotrek totalnie zdezorientowany.
Powiedz mi lepiej ty! Dlaczego jakaś wojowniczka wkracza tu z tekstem o rozwodzie, twierdząc, że od jutra będziesz z nią mieszkał? Ania skrzyżowała ręce.
Serio? Naprawdę nie mam pojęcia, co się dzieje. Ostatnio dziwnie się zachowywała w pracy, ale naprawdę nie dawałem jej powodów. Mam już dość tych bzdur. Obiecałem ci przecież, pamiętasz?
I dobrze. Bo mnie znasz, Piotrek, takich rzeczy nie znoszę. Ale serio kobiety w tych czasach zrobią wszystko, żeby się wyplątać ze swoich własnych dramatów mruknęła Ania, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Piotrek ściągnął buty i poszedł do kuchni zrobić sobie herbatę, a Ania została na chwilę w przedpokoju, rozbawiona całą sytuacją. Przysięgła sobie, że już żaden taki incydent nie zakłóci jej domowego spokoju. I nie mogła się powstrzymać od uśmiechu na myśl, jaki plan Malwina miała fatalnie przemyślany.
No cóż, wbrew próbom niektórych, ich związek był jednak mocniejszy, niż ktokolwiek by przypuszczał.



