Chcesz mojego męża? Proszę bardzo! powiedziała żona z uśmiechem, zwracając się do nieznajomej kobiety stojącej w progu.
Zaczekaj chwilę, Kasia! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, gdy sprawdzę, kto to, oznajmiła Zosia z rezerwą, przerywając rozmowę telefoniczną z przyjaciółką z dzieciństwa. Kasia opowiadała właśnie z humorem o urodzinach swojej teściowej, a Zosia śmiała się, jakby oglądała najlepszy kabaret.
Podeszła do drzwi, spojrzała przez wizjer i zmarszczyła brwi. Spodziewała się sąsiada, bo w ich zabezpieczonym bloku obcy nie mieli łatwego wstępu. Tymczasem na korytarzu stała młoda kobieta o dziwnym wyglądzie, której nigdy wcześniej nie widziała.
Postanowiła nie otwierać lepiej unikać kontaktów z nieznajomymi, zwłaszcza w tych czasach, gdy oszustów nie brakuje. Zosia miała zasadę: zero rozmów z obcymi. Naiwni dają się złapać, ale ona do nich nie należała.
Sięgnęła po telefon, by wrócić do rozmowy z Kasią, ale dzwonek rozległ się ponownie. Kobieta na zewnątrz była uparta, pewna, że ktoś jest w domu, i zdeterminowana, by uzyskać odpowiedź.
Zosia była sama w mieszkaniu; jej mąż, Marek, poszedł do kolegi pomóc mu w pracach w ogrodzie. Wróciła do drzwi i znów spojrzała przez wizjer, przyglądając się nieznajomej uważniej.
Coś w niej wydawało się dziwne i jednocześnie żałosne, ale Zosia nie czuła zagrożenia.
Co najgorszego może się stać, jeśli otworzę i każę jej iść? Potem wrócę do spokojnego weekendu, pomyślała. Pewno się zgubiła albo próbuje wcisnąć jakiś badziew.
Zdecydowana, otworzyła drzwi. Kobieta w przedpokoju natychmiast się wyprostowała, nerwowo poprawiając włosy przed mówieniem.
Dzień dobry! To pani Zosia? zapytała, bawiąc się szalikiem na szyi. No tak, oczywiście, że pani po co w ogóle pytam?
Ciekawe, pomyślała Zosia. Oszuści są coraz bardziej pomysłowi. Nawet wie, jak mam na imię.
Kim pani jest i czego chce? Stoi pani tu od pięciu minut. Nie zapraszałam pani, więc niech pani powie, o co chodzi, albo sobie pójdzie! odezwała się stanowczo.
Marek jest w domu? zapytała nieznajoma, zaskakując Zosię.
No proszę! pomyślała Zosia, podejrzliwie. Zna nawet imię mojego męża. Jest przygotowana.
Przyszła pani do Marka? spytała, choć zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego.
Nie, przyszłam porozmawiać z panią. Ale jeśli Marek jest w domu, będzie mi trudniej, odparła kobieta z dziwną swobodą.
Trudniej? O co chodzi? zastanawiała się Zosia, coraz bardziej ciekawa.
Nie ma go. Czego pani chce?
Może lepiej porozmawiamy w środku. Dziwnie tak na korytarzu, zasugerowała nieznajoma, nabierając pewności siebie.
Skądże! Nie znam pani i nie wpuszczam obcych. Niech pani mówi szybko, odparła Zosia.
Naprawdę chce pani rozmawiać o intymnych szczegółach mojego związku z Markiem tu, przed sąsiadami? uśmiechnęła się ironicznie kobieta.
Co? Jaki związek? wykrzyknęła Zosia głośniej, niż zamierzała.
Zosia, wszystko w porządku? Dlaczego krzyczysz? zapytała pani Nowak, sąsiadka z piętra, która właśnie wyszła z windy.
A, dzień dobry, pani Nowak! Wszystko gra. Jak tam na dworze? próbowała odwrócić uwagę Zosia.
Chyba będzie padać, odparła sąsiadka, choć wyraźnie nie spieszyła się do siebie, zaciekawiona sytuacją.
Proszę wejść, mruknęła Zosia niechętnie, wpuszczając kobietę do środka.
Gdy znalazła się w środku, nieznajoma rozglądała się po mieszkaniu z zainteresowaniem, zatrzymując wzrok na różnych przedmiotach.
Ma pani pięć minut. Proszę mówić, powiedziała Zosia, blokując jej drogę do salonu. To nie muzeum.
Nazywam się Kinga, zaczęła kobieta, zdejmując szalik i płaszcz. Marek i ja jesteśmy w sobie zakochani.
Och, jaki banał! Nie mogła pani wymyślić czegoś oryginalniejszego? przerwała jej Zosia z sarkastycznym uśmiechem.
Co jest banalnego? Ludzie się zakochują to się zdarza. Nie jest pani pierwszą żoną, której mąż odchodzi, odparła Kinga z pewnością siebie, próbując minąć Zosię.
I jest pani pewna, że on już mnie nie kocha, a kocha panią? spytała Zosia, wciąż się uśmiechając.
Absolutnie! Inaczej nie byłabym tu, odrzekła śmiało Kinga.
Problem w tym, że mój mąż nie kocha nikogo. Nie potrafi. Więc się pani myli, droga pani, powiedziała Zosia spokojnie.
Kinga próbowała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili drzwi się otworzyły i wszedł Marek
wszedł Marek, wyraźnie zaskoczony obecnością obcej kobiety w przedpokoju.
Kinga? Co ty tu robisz w sobotę? Coś się stało w pracy? zapytał zdezorientowany.
Nie, ona tu jest dla ciebie, oznajmiła Zosia, rozkoszując się sytuacją.
Dla mnie? O co chodzi? Coś w biurze? dopytywał się Marek, coraz bardziej zmieszany.
Nie, kochanie. Przyszła, żeby cię ode mnie zabrać. Całkowicie, odparła Zosia z ironicznym uśmiechem.
Kinga, widocznie spes



