Dzisiaj postanowiłam zapisać swoje myśli – może wreszcie odetchnę trochę lżej.
Nazywam się Alicja, a moja rodzina nigdy nie przypominała tej z cukierkowych reklam. Wychowałam się w Lublinie, od dzieciństwa widziałam tylko pretensje, plotki, alkohol i upokorzenia. Mama ma siostrę – Ewę. Jej syn, mój kuzyn Krzysiek, ożenił się z kobietą, która nie stroniła od zdrad. Kiedyś rozwód, jutro powrót – niby koło się zamyka, a dzieci dwoje, choć miłości jak na lekarstwo. Ciotka Ewa? Alkoholizm od lat, praca żadna, ciągłe zaleganie w długach. Reszta rodziny dawno się odwróciła.
Pewnego dnia żona Krzysia zachorowała na nerki. Gdy z mamą odwiedziłyśmy babcię – Stanisławę Bronisławową – usłyszałyśmy o chorobie. Mama bąknęła: „Trzeba było głową myśleć, nie innym organem”. Machnęłyśmy na to ręką, ale babcia, jak to babcia – doniosła słowo w słowo. I zaczęło się.
Awantura na całą kamienicę. Ciotka, pijana w sztok, rzucała się na mamę, broniąc synowej jak własnej córki. Nie tłumaczyłyśmy się, wyszłyśmy. Ale najgłebiej ukłuło mnie to, że babcia stanęła po ich stronie. Przestała dzwonić, przestała zapraszać. Dla niej przestałyśmy istnieć. Mama jeszcze próbowała, ja – nie. Wtedy zdecydowałam: koniec z tym cyrkiem.
Minęło osiem lat. Babcia ma już prawie osiemdziesiątkę. Niedawno łkając zadzwoniła do mamy – błagała o wybaczenie. Mama, jak to mama – wybaczyła. Zawsze była zbyt dobra. Ja nie potrafię.
Mam teraz córeczkę. Moje szczęście, moje promyczki. Babcia, gdy się dowiedziała, prosiła tylko o zdjęcie. Mówiła, że modli się co noc, by choć raz zobaczyć prawnuczkę. Nie pozwoliłam.
Nie z zemsty. Tylko dlatego, że ból wciąż tam jest. Że pamiętam, jak nas odtrąciła, jak mama płakała, nie rozumiejąc, co zrobiła źle. Babcia nauczyła mnie jednego: rodzina to wybór. A ona wybrała nie nas.
Mama mówi: „Odpuść, Ala, stara kobieta, chce odejść w spokoju”. Ale coś we mnie krzyczy. Może jutro będzie za późno. Ale ja… jeszcze nie umiem.
A ty byś potrafiła?



