„Siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz” po tych słowach postanowiłam, że czas na drobną karę!
Jeszcze zanim zostałam żoną, przyjaciółki ostrzegały mnie, że jak Polak się ożeni, to natychmiast uważa żonę za swoją własność i zaczyna pokazywać swoje prawdziwe, niekoniecznie złote, oblicze.
Ale jak to młoda i naiwna dziewczyna myślałam, że mój Mateusz taki nie jest. Nawet przed ślubem bardzo się starał, słowa złego nie powiedział, bał się, żebym się nie obraziła, chciał mnie mieć zawsze przy sobie. No ale, jak to w życiu bywa, wyobrażenia swoje rzeczywistość swoje. Chyba każda Polka przekonuje się o tym na własnej skórze, że facet, jak już zdobędzie twoje serce, to mu odpala tryb „książę-domator”.
Początki były jeszcze względne, ale kilka miesięcy po naszym weselu Mateusz zaczął narzekać na moją mamę! Że co tydzień przyjeżdża, że dzwoni za często a przecież typowa polska mama ani wnuczki, ani córki nie zostawi w spokoju. No więc, żeby nie drażnić „pana domu”, poprosiłam mamę, żeby dzwoniła, gdy Mateusz wychodzi. Słodko, prawda? Ale to nie koniec orkiestry.
Gdy zaszłam w ciążę, straciłam pracę. Musiałam dużo leżeć, bo lekarz ostrzegł, że jest ryzyko. Umowa o pracę się skończyła, nowej nie dali. I wtedy mój mąż zaczął festiwal tekstów:
Siedzisz cały dzień w domu, nic nie robisz, tylko kawę pijesz i gazety czytasz.
Przemilczałam bo co, jak mi się obrazi i sobie pójdzie? A przecież jestem w ciąży, jednym słowem: sytuacja patowa.
Po półtora roku od narodzin naszej córeczki, przyszły czasy, gdy on żądał, abym traktowała go jak jakiegoś szlachetnie urodzonego. Jak tylko wracał z roboty, musiałam stać w progu z kapciami, na stole wszystko parujące i dom pachnący schabowym. O dziecko nie musiał się martwić, bo przecież w Polsce to baba od dzieci jest. No to wiadomo padłam na nos.
Spakowałam manatki, zgarnęłam naszą dziewczynkę Zosię i pojechałam do mamy. Dwa miesiące nie rozmawiałam z „hrabią”. Wróciłam do pracy, zaczęłam wyglądać jak człowiek, a nie cień człowieka. I nagle cud! Przychodzi Mateusz, wymizerniały, w jakichś sfatygowanych spodniach (chyba zapomniał, jak się prasuje) i na kolanach prosił o wybaczenie.
A ja mu na to: Kochany, najpierw kurs gotowania i sprzątania. Jak zamierzasz ze mną mieszkać, to musisz coś sobą reprezentować przyzwoity bigos zrobić i gary umyć!
Mateusz przystał zobaczymy, kto teraz będzie królem kuchni i mistrzem miotły. Może w końcu stanie się z niego nie tylko mąż, ale i porządny, polski chłop!



