Cała prawda: kocham swoją synową bardziej niż swojego syna!

Cała prawda kocham swoją synową bardziej niż swojego syna!

Chcę się podzielić czymś, czego nie mogę wyznać nikomu. Mam nadzieję, że ulży mi na duszy choć trochę.

Może wyda się wam to nienormalne, ale coraz bardziej kocham swoją synową i nienawidzę swojego syna. Nie mam powodu być niezadowolona z jego stosunku do Hani, ale nie mogę znieść, gdy Konrad jest w jej pobliżu.

Wszystko zaczęło się od narodzin mojego wnuka Piotrusia. Mój syn był w delegacji za granicą, i to na mnie spadł ten zaszczyt, by pierwsza zająć się ich dzieckiem i opiekować się Hanią oraz Piotrusiem. To było w pierwszym tygodniu po ich wypisaniu ze szpitala.

Moja synowa była trochę zamroczona i zagubiona, a ja nagle przypomniałam sobie wszystkie nawyki sprzed ćwierć wieku i pewnie podjęłam się cięższych obowiązków. Kiedy Konrad wrócił, zamiast radości poczułam niezadowolenie, że to koniec idylli. Patrzyłam, jak przytula i całuje swoją żonę oraz małego synka, i chciałam go wręcz popchnąć!

Aby był z nami jak najrzadziej, wymyślałam mu różne zadania na zewnątrz – żeby poszedł na zakupy, naprawił starą pralkę na wypadek, gdyby ta nowa się zepsuła, albo obszedł sklepy dziecięce w poszukiwaniu określonego rodzaju pieluszek. I do dziś wzdycham z ulgą, gdy tylko wsiada do samochodu i jedzie do biura. Wtedy ja przygotowuję ulubione śniadanie Hani i czekam, aż wstanie. Wpadam w zachwyt, gdy widzę, jak wchodzi do kuchni z naszym Piotrusiem na rękach – wyglądają jak wyciągnięci z obrazu włoskiego malarza, jak madonna z dzieciątkiem!

To było jak przeznaczenienie – moją życiową miłość zyskałam dopiero po tragicznym wypadku

Ponieważ pięć lat temu owdowiałam, a od dwóch lat jestem na emeryturze, cały mój czas i uwagę poświęcam im – moim ukochanym istotom. Przestałam spotykać się z przyjaciółkami i sąsiadkami na kawie, bo wolę towarzyszyć Hani w drodze do parku, rozmawiać z nią, gdy mały śpi, cieszyć się jej bliskością.

W domu z przyjemnością wyręczam ją we wszystkim, co ją obciąża, a ona roztapia mnie swoim pełnym wdzięczności uśmiechem. Wieczorem jednak podnosi mi się ciśnienie, gdy tylko zobaczę Konrada w drzwiach – przypomina mi wtedy swojego ojca, którego nie kochałam. Aż robi mi się niedobrze!

Zazwyczaj synowie są podobni do swoich matek – nie, mój syn jest jego wierną kopią, a jego głos, chód i śmiech są identyczne. Kiedy przytula Hanię i szepcze jej coś do ucha, odwracam się, bo mam ochotę go zabić. Cóż, może wyraziłam się zbyt mocno, ale zdecydowanie irytuje mnie jego obecność.

Kiedy życzę im „dobrej nocy” i kładę się w swoim pokoju, który sąsiaduje z ich sypialnią, trudno mi zasnąć – nasłuchuję, co robią. Tylko myśl, że rano znów zobaczę synową, uspokaja mnie.

Nigdy wcześniej nie czułam czegoś podobnego… Teraz nie wiem, co się ze mną dzieje!

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + dwa =

Cała prawda: kocham swoją synową bardziej niż swojego syna!