Były teść…

Marysia zamyślona przyglądała się cudnemu bukietowi, który pół godziny wcześniej dostarczył jej kurier. Nie mogło być pomyłki – kwiaty były właśnie dla niej, o czym wyraźnie świadczyła dołączona kartka z tylko dwoma słowami: „Uroczej Marysi”.

Dziewczyna zyskała tajemniczego wielbiciela zaraz po rozwodzie. Rozstanie z Krzysztofem przeżywała ciężko – nie tyle z powodu uczuć, ile z powodu tonów pomyj, które wylała na nią teściowa. A mąż, teraz już były, tylko wspierał matkę w tych atakach.

Jakże dziwnie się potoczyło. Tego wieczoru, gdy Marysia wróciła do domu z dokumentem rozwodowym, w drzwiach pojawił się kurier. Na widok wspaniałych róż dziewczyna pomyślała nawet, że to Krzysztof drwi z niej. Ale kwiaty kosztowały niemało, zwłaszcza tak okazały bukiet. A były mąż okazywał jej hojność tylko raz – i to bardzo dawno temu.

Od tamtej pory kwiaty zaczęły przychodzić dwa, trzy razy w tygodniu. Zawsze z lakoniczną karteczką. Marysia łamała sobie głowę, próbując zgadnąć, kto przysyła te cudowne bukiety.

Wpatrzona w przepiękne róże, przypomniała sobie tamten jeden raz, gdy Krzysztof podarował jej kwiaty. Stało się to po ohydnej kłótni. Jego matka, Halina Stanisławowa, zrobiła wtedy wszystko, by poróżnić syna z synową.

– Rozpłaszczasz pieniądze! – wrzasnął mąż, gdy dowiedział się, że żona zrobiła sobie paznokcie w drogim salonie.

– To nie są aż takie wielkie sumy – odparła Marysia. – W końcu też pracuję i mam prawo wydać coś na siebie.

– Umawialiśmy się, że większe wydatki omawiamy razem – irytował się Krzysztof. – A twoje paznokcie kosztują fortunę! Matka powiedziała mi, ile zapłaciłaś za to szaleństwo!

Marysia tylko się uśmiechnęła. Oczywiście, znowu nie obyło się bez teściowej. Halina Stanisławowa od pierwszego wejrzenia nie znosiła synowej i wciąż jej dokuczała.

Krzysztof nigdy nie stanął w obronie żony. Zawsze przyjmował stronę matki. Ta halinowała mu głowę na różne sposoby. Gdy odwiedzała młodych, załamywała ręce z oburzeniem, wskazując na – jej zdaniem – brudne okna. Syn natychmiast urządzał wtedy awanturę, nazywając żonę nieudaczną gospodynią.

Pewnego razu teściowa zobaczyła, jak Marysia wraca z pracy. Kobieta wpadła w przerażenie na widok stroju synowej. Nie omieszkała powiedzieć synowi, że jego żona, sądząc po fryzurze i sukience, pewnie zajmuje się w pracy czymś podejrzanym.

– Widziałeś, jaki dekolt ma na tej sukience?! – oburzała się Halina. – A przecież jej szef to mężczyzna. Pewnie kręci się przed nim, żeby dostać awans!

Zamiast uciszyć matkę, Krzysztof się z nią zgadzał. Po każdej takiej rozmowie urządzał żonie „słodkie życie”.

Tamta kłótnia o paznokcie skończyła się potworną awanturą. Krzysztof obrażał żonę, nazywał ją marnotrawnicą i utrzymanką.

– Nie wstyd ci tak do mnie mówić? – oburzyła się Marysia. – Nawiasem mówiąc, zarabiam więcej niż ty!

I rzeczywiście – jej pensja była wyższa. Krzysztof od dłuższego czasu miał problemy z pracą. Wciąż zmieniał posady – to warunki były zbyt ostre, to płaca za niska.

Marysia nigdy nie widziała pieniędzy od męża. Nawet zakupów nie robił. Jego jedynym obowiązkiem było opłacenie rachunków, ale i z tym sobie nie radził. Właśnie z powodu zaległej czynszówki wybuchła tamta kłótnia.

– Nie mamy za co zapłacić za mieszkanie, a ty wydajesz majątek na paznokcie! – krzyczał.

– Żeby płacić czynsz, trzeba najpierw zarobić – odparowała zirytowana Marysia. – A ty chyba zapomniałeś, jak to się robi. Ja kupuję jedzenie, leki, paliwo, naprawiam samochód. Nawet twoje ubrania płacę z własnej kieszeni!

– Mieszkasz w moim mieszkaniu i jeszcze śmiesz wypominać mi pieniądze?! – oburzył się mąż. – Słusznie mówi matka – wpuść babę pod swój dach, a zaraz uzna się za panią domu!

Dotknęło go to głęboko. Matka wmówiła mu, że to on utrzymuje rodzinę. Mieszkanie należy do niego, więc żona ma w nim tylko „gołębie prawa”. Powinna więc sprzątać, gotować, słuchać męża i być wdzięczna, że w ogóle ma dach nad głową.

– Trzy dni nie jadłem mięsa – ciągnął obrażony mąż – a ty wydajesz kasę na pazury!

– Wczoraj była kurczak, przedwczoraj ryba – odparła Marysia. – Jeśli chcesz coś lepszego, znajdź w końcu porządną robotę i zacznij zarabiać.

Krzysztof nie mógł znieść takiej bezczelności. Żyje w jego domu, a jeszcze czegoś wymaga?! Nazwał ją więc pasożytem i w przypływie złości rzucił, że jeśli chce wydawać swoje pieniądze na głupoty, to niech wynosi się, gdzie chce.

Matka zapewniała Krzysztofa, że żona nigdzie się nie ruszy. On jest świetną partią, a ona – przeciwną szarą myszką, których pełno. Wspomniawszy te słowa, Krzysztof wygnał żonę z domu. Oczywiście nie na serio, tylko tak, by ją nastraszyć.

Nie spodziewał się jednak, że Marysia spakuje rzeczy i odejdzie. Miała przedmałżeńskie mieszkanie na obrzeżach miasta – maleńkie,

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − dwa =

Były teść…