No cóż, gratuluję, Bogno Wiktorio! Teraz jesteś regionalnym dyrektorem. Krzesło jeszcze nie wystygło po poprzednim szefie, a Ty już w nim wyglądasz jak w domu. Szczerze mówiąc, cieszę się, że to właśnie Ty dostała awans, a nie jakiś warszawski urzędnik.
Agnieszka, szefowa działu kadr i jednocześnie stara przyjaciółka, głośno położyła na biurku grubą teczkę i usiadła w fotelu dla gości. Promieniała, jakby sama właśnie dostała awans.
Bogna uśmiechnęła się, przesuwając dłoń po gładkiej powierzchni dębowego stołu. To było dziwne uczucie. Piętnaście lat harowała w tej firmie, zaczynając od prostego administratora, znosząc kaprysy klientów, pracując do późna przy raportach i poprawiając cudze pomyłki. Teraz własny gabinet z panoramicznym widokiem na miasto, służbowy samochód i pensja, o której kiedyś nie śmiała nawet pomyśleć.
Dziękuję, Agnieszko. Gdyby nie twoje wsparcie, kiedy chciałam rzucić pracę trzy lata temu, nie byłoby tego wszystkiego powiedziała.
Och, nie ma sprawy! odrzekła Agnieszka, machając ręką. Nie odpuściłabyś. Masz stalowy charakter. Pamiętasz, w jakim byłaś stanie? Rozwód, depresja, Michał, którego ciągle drażniłaś, nerwy na maksa. A jednak wcisnęłaś zęby i wróciłaś do roboty. To nagroda za wytrwałość. A przy okazji, wiesz, kogo wczoraj widziałam w supermarkecie?
Bogna napięła się. Imię byłego męża wciąż budziło w niej lodowate dreszcze, choć minęły już trzy lata ciszy i odbudowy własnej wartości, którą on systematycznie niszczył przez dekadę małżeństwa.
Kogo? Naprawdę?
Samego Michała. I wygląd ma, powiedzmy, nieco podupadły. Pamiętasz, jak zawsze się chwalił, że jest artystą w poszukiwaniu? Teraz chyba trafił do działu przecenionych towarów, w podniszczonej kurtce, którą kiedyś kupowaliście razem. Kupuje najtańsze pierogi i piwo w promocji.
Może po prostu ma gorszy okres wzruszyła ramionami Bogna, choć wewnątrz poczuła małą satysfakcję.
Ok, trudny okres zaczął się, gdy postanowił, że jego młoda kochanka ma go utrzymywać tak, jak ciebie wymamrotała Agnieszka. Dobra, nie rozmawiajmy o smutkach. Wieczorem coś zorganizujemy?
Oczywiście, ale jutro. Dziś chcę po prostu wrócić do domu, wziąć kąpiel i poczuć, że wreszcie jestem wielką szefową.
Wieczorem zaparkowała swój nowy crossover przy wejściu do budynku, który od kilku lat uznawano za luksusowy. Mieszkanie wzięła pod kredyt rok temu, kiedy dochody pozwoliły, i prawie spłaciła. Konsjerż przywitał ją uprzejmym skinieniem, otwierając drzwi.
Weszła na piętro, myśląc o spokojnym wieczorze z książką, lecz gdy wyszła z windy, zatrzymała się. Przed jej drzwiami stał mężczyzna, trzymając w rękach jakiś komiczny wiązankę z trzech lekko zwiędłych róż.
Serce zamarło. To był Michał.
Wyglądał starszy worki pod oczami, przerzedzone włosy, dawny blask dawno zgasł. Gdy zobaczył Bognę, uśmiech rozciągnął się na twarz, lecz zabrzmiał już nie hipnotyzująco, a żałośnie.
Kochanie! rzucił. Przyszedłem z niespodzianką. Dzwoniłem pod domofon, nikt nie otworzył, więc podeszłam do sąsiadki, wślizgnąłem się. Myślałem, że poczekam.
Bogna podeszła powoli do drzwi, nie wyciągając kluczy. Chciała się odwrócić i odejść, ale ciekawość i nowo odkryta pewność siebie trzymały ją w miejscu.
Cześć, Michale. Co cię tu sprowadza? Nie widzieliśmy się trzy lata. A przy rozstaniu kazałeś mi zniknąć z twojego życia, żeby nie psuć ci karmy swoim płaczem i przyziemnością.
Michał nerwowo się śmiał, drapiąc folię na kwiatach.
No, kto się wspomni Byłem wtedy na emocjach, nie rozumiałem, co robię. Kryzys średniego wieku, co nie? Bogno, wyglądasz cudownie! Ten garnitur drogi chyba? Pasuje ci ten kolor.
Michał, przejdźmy do rzeczy. Po co przyszedłeś?
Może wpuścisz mnie? Nie rozmawiajmy na klatce. Nie jesteśmy przecież obcy. Dziesięć lat razem to nie jakaś przelotna chwila.
Bogna zastanowiła się chwilę. Wpuścić go do swojego dopieszczonego świata, gdzie nie było miejsca na jego skarpety i pretensje, nie chciała. Ale zostawienie go na korytarzu, żeby czekał na nią jutro, byłoby głupie.
Wchodź, ale nie na długo. Mam plany.
Michał wszedł, rozejrzał się żarłocznie. Mieszkanie Bogny lśniło jasnymi barwami, designerskimi meblami i drogimi obrazami. Brak szumu, tylko przestrzeń i styl. Zdejmując buty, zalał podłogę brudem, a Bogna zmarszczyła brwi.
Co to za pałac zauważył. Mieszkasz tu sama?
Tak.
Słyszałem, że pojechałaś w góry. Mówią, że zostałaś dyrektorem? To już poważna pozycja. Pensja pewnie kosmiczna?
Bogna przeszła do kuchni, nie zapraszając go dalej, ale on i tak podążył. Usiadł przy stole, dłonie spoczywając na kamiennej blacie.
Skąd te wszystkie informacje? Śledzisz mnie?
Nie muszę. Miasto małe, plotki szybko się rozchodzą. Spotkałem wspólnych znajomych, oni opowiadali. Twoja Bogna teraz ptak wysokiego lotu. Cieszę się za ciebie! Pamiętasz, jak mówiłem, że masz potencjał?
Bogna prawie się zadławiła wodą w szklance.
Mówiłeś, że jestem szarą myszą, że moja kariera to tylko przewracanie papierów, i że mam być wdzięczna, że taki talent jak ja żyje przy tobie. Nazywałeś to biurowym niewolnictwem.
Motywowałem cię! wpadł Michał. Odwrotnie, żebyś się rozzłościła i udowodniła, że mogłaś. Widzisz, działało! Trochę mnie też to kusi.
Spojrzał na nią czekając, jakby miał usłyszeć podziękowania. Bogna patrzyła na niego i nie rozpoznawała już tego człowieka, którego kiedyś kochała. Zamiast dumnego przystojniaka przed nią stał zwykły nieudacznik, który próbuje przyczepić się do jej sukcesu.
Herbata? zapytała sucho.
Tak, i coś do jedzenia, jeśli masz. Pracuję, głodny jak wilk.
Gdzie pracujesz?
Tymczasowo w taksówce. Mój projekt z kryptowalutą się opóźnił, partnerzy mnie zawiedli. Szukam nowej drogi. A Kasia ta, z którą byłem, nie rozumiała mnie. Była materialistką, chciała tylko pieniędzy. Gdzie wziąć, gdy startup nie startuje?
Bogna postawiła przed nim filiżankę i małe ciastko.
Czyli Kasia cię wyrzuciła?
Rozstaliśmy się za obopólną zgodą! wybuchnął, po czym przycisnął się. Ona uważała mnie za nieudacznika. Ja mam dwa wyższe wykształcenia! Ja mam furorę, Malediwy a gdzie dusza? Widzisz, Bogno, ty byłaś inna. Rozumiałaś i potrafiłaś czekać.
Wyciągnął rękę, próbując objąć jej dłoń. Bogna odciągnęła ją z obrzydzeniem.
Nie czekałam, pracowałam. Gdy ty leżałeś na kanapie i szukałeś siebie, ja brałam dodatkowe roboty, uczyłam się angielskiego nocą i znosiłam twoje kpiny. Kiedy dostałam pierwsze awanse, wywołałeś scenę, że nie poświęcam ci wystarczająco czasu, a potem spakowałeś się i poszedłeś do Kasi, bo była lżejsza i inspirująca.
Myliłem się, Bogno! uderzył pięścią w stół, przerażony, że nie porysował go. Przyznaję, głupiłem. Młodość i namiętność to tylko łuska. Zdałem sobie sprawę, że prawdziwa miłość była naszą więzią dusz. Myślałem o tobie przez te trzy lata.
Naprawdę? uśmiechnęła się. Zwłaszcza, kiedy wyciągnąłeś nasz samochód i zabrałeś z mieszkania całą elektronikę, łącznie z moim laptopem?
Po co przywołujesz? Nie mam złych zamiarów. Potrzebowałem wtedy pieniędzy na start Bogno, zaczynamy od nowa? Jesteśmy idealną parą. Ty już odnosi sukces, a ja będę cię nosił na rękach, prowadził dom, wspierał, gdy będziesz w biurze. Zmieniam się!
Bogna patrzyła na niego jak na rekina wyczuwającego krew krew w postaci pieniędzy. Obejrzał mieszkanie, ocenił wyremontowane wnętrza, dostrzegł nowy samochód i usłyszał o stanowisku dyrektora. To była cicha przystań, w której można po prostu żyć i nie pracować.
Chcesz wrócić do mnie? Do nas? zapytała.
Do nas! poprawił z entuzjazmem. Zostawiłem w samochodzie kilka rzeczy, najpotrzebniejszych. Myślę, że jeśli mi wybaczysz, od razu zostanę. Nie zwlekajmy, jesteśmy dorośli. Samotność to kiepska sprawa, a kobieta nie powinna być sama. Potrzebny jest mężczyzna w domu, żeby przykręcić półkę, naprawić kran.
Bogna zachichotała się głośno.
Półka? Mam w telefonie aplikację Mężczyzna na godzinkę. Jeśli potrzebuję przykręcić półkę, przyjeżdża wykwalifikowany fachowiec, zrobi to w dwadzieścia minut, posprząta i wyjedzie. To koszt tysiąc złotych. Nie muszę go karmić latami, prać skarpetki i słuchać wykładów o swojej nieuznanej genialności.
Michał zmarszczył brwi.
Stałeś się cyniczna, pieniądze cię wypaczyły. Ja proponuję rodzinę, ciepło, a ty mówisz mężczyzna na godzinkę.
Stałam się realistką. Nie dajesz mi rodziny, szukasz sponsora. Kasia cię wyrzuciła, nie masz gdzie mieszkać, nie masz kasy. A teraz dowiadujesz się, że twoja szara myszka stała się dyrektorem. Bingo! Wracasz, robisz kilka komplementów, dajesz bukiet i znów siedzisz na jej karku.
Nieprawda! wykrzyknął, oczy błądziły. Kocham cię!
Wtedy w kieszeni zadzwonił telefon. Dzwonek był głośny i ostry. Spojrzał na ekran, zmarszczył brwi, ale odebrał.
Kto? zapytała Bogna.
Praca.
Telefon zadzwonił ponownie.
Weź, pozwoliła. Może to pilne.
Michał niechętnie włączył głośnik.
Halo!
Ojej, synku! rozległ się głos byłej teściowej, Ziny Petro, w kuchni. Co? Jesteś u niej? Rozmawialiście? Czy ona się zgodziła?
Michał zaczerwienił się jak pomidor, próbował ściszyć dźwięk, ale ręce nie słuchały.
Mamo, jestem zajęty, oddzwonię
Nie będziesz oddzwaniał! nie ustawała Zina. Powiedz jej o kredycie! Powiedz, że windykatorzy dzwonią, nie dają żyć. Niech pomoże byłemu mężowi! Ma ci oddać najlepsze lata! I powiedz, że muszę iść do sanatorium, zrób na nią wrażenie, wzbudź litość. Powiedz, że ją kochasz, kobiety na to łakną
Michał w końcu wyciszył połączenie. Cisza wypełniła kuchnię. Spojrzał na Bognę, a w jego oczach było jak u ucznia przyłapany na papierosie w toalecie.
Bogna wstała powoli.
Więc mam ją wzruszyć, tak? podniosła brew.
To moja matka wyszeptał. Jest stara, nie rozumie Po prostu martwi się o mnie. Mam naprawdę długi dług. Kasia braliśmy kredyty na wyjazdy, na samochód, który rozbiliśmy. Jestem w tarapatach, Bogno. Pomóż, proszę. Masz pieniądze, nie? Nic ci nie szkodzi, oddam kiedyś.
Maska rycerza opadła. Przed nią stał żałosny żebrak.
Wiesz co, Michale? rzekła spokojnie. Trzy lata temu, kiedy odchodziłeś, prosiłam, żebyś zostawił mi chociaż prWtedy wzięłam głęboki oddech, zamknęłam drzwi na klucz i pewna, że już nigdy nie pozwolę, by przeszłość zakłóciła mój spokój.



