W czasach szkolnych, miałem kolegę z klasy, który zawsze szukał uwagi. Nauczyciele nie doceniali jego dziecinności, nie lubili jego scenek i występów, ale za to jaką frajdę nam sprawiał!
Pamiętam, że kiedy oddawaliśmy nasze wiersze na literaturze, on robił z tego przedstawienie. Ileż to razy rozbawiał nas na lekcjach matematyki, kiedy wywoływany do tablicy, nie miał pojęcia, jak rozwiązać to czy inne równanie i zaczynał gadać przy tablicy, powtarzając różne tematy, byle tylko dotrwać do końca lekcji.
Nauczyciele udawali, że go nie lubią, ale widać było, że swoim zachowaniem, ich też rozbawiał i bawił. Brał też czynny udział we wszystkich szkolnych koncertach i choć śpiewał trochę fałszując, lubił występować na scenie.
Szczerze wierzyłem, że po szkole pójdzie do szkoły teatralnej, że wkrótce będzie go można zobaczyć w telewizji, a ja będę mówił: „Tutaj, uczyłem się z tym gościem, Tomkiem Czernieckiem!”.
Szkoda, że moje przewidywania się nie potwierdziły. Na spotkaniu z kolegami z klasy, dowiedziałem się, że jest pracownikiem banku, śpiewa tylko dla swoich dzieci i zabawia tylko swoją rodzinę. Taki talent się marnuje, prawda?



