Byłam drugim wyborem

Dziś znów czułam się jak plan B.

„Kasia! Co ty wyprawiasz?!” – krzyczała w słuchawkę kobieta, a głos jej drżał z oburzenia. „Przecież to mój ślub! Mój! Czekam na ten dzień od półtora roku!”

„Świetliku, kochanie, no zrozum!” – odpowiadał spokojny głos przyjaciółki. „Darek sam do mnie zadzwonił wczoraj wieczorem. Sam! Co miałam zrobić, odmówić? Spotykaliśmy się jeszcze na studiach, wiesz o tym!”

Świeta osunęła się na kanapę, telefon trząsł się w jej dłoni.

„Ale ślub jest w sobotę! Suknia kupiona, goście zaproszeni, restauracja wynajęta! Kasia, jak można tak postąpić?”

„A co ja mogłam zrobić? Powiedział, że zrozumiał swój błąd. Że kocha mnie, a nie ciebie. Świeta, wybacz, ale serce nie sługa…”

Świeta cisnęła słuchawkę na kanapę i wybuchnęła płaczem. Za oknem mżył październikowy deszcz, na stole leżała teczka z dokumentami do urzędu stanu cywilnego, a w szafie wisiała biała suknia, którą kupiła ze łzami radości w oczach.

Mama weszła do pokoju, usłyszawszy płacz, usiadła obok i objęła córkę za ramiona.

„Co się stało, córeczko?”

„Darek… Darek żeni się z Kasią” – wykrztusiła Świeta przez łzy. „Jutro idą do USC składać papiery. A nasz ślub miał być za tydzień!”

Wanda Piotrowska pokręciła głową i mocniej przytuliła córkę.

„Widocznie nie było wam pisane, Świetliku. To nie twój człowiek. Lepiej teraz, niż całe życie cierpieć.”

„Ale dlaczego, mamo? Dlaczego zawsze jestem tym gorszym wyborem?” – szlochała Świeta. „W liceole Wojtek był ze mną, aż nie pojawiła się nowa uczennica. W szkole pielęgniarskiej Marek trzy miesiące się umizgiwał, a potem uciekł do koleżanki z roku. A teraz Darek…”

Mama w milczeniu głaskała córkę po włosach. Pamiętała, jak Świeta przygotowywała się do ślubu, jak promieniała, przymierzając suknię. Darka nigdy specjalnie nie lubiła – coś w tym chłopaku ją niepokoiło. Zbyt gładki, przystojny, umiał mówić poprawne słowa. Ale oczy… oczy miał puste.

„Mamo, co teraz mam robić? Jak ludziom w oczy spojrzeć? Wszyscy wiedzą o ślubie! Ciocia Bogusia już kupiła bilety z Poznania, wujek Zbyszek wziął urlop…”

„A co robić? Żyć dalej. Jesteś młoda, ładna, mądra. Znajdzie się ktoś prawdziwy.”

Świeta podniosła załzawione oczy na matkę.

„A jeśli nie? Mam już dwadzieścia siedem lat, mamo. Wszystkie koleżanki zamężne, mają dzieci. A ja jak głupia chodzę na randki i za każdym razem wierzę…”

„Znajdzie się” – stanowczo powiedziała mama. „Na pewno się znajdzie.”

Tylko nie powiedziała córce najważniejszego – że sama przeżyła podobną historię. Że też była czyimś zapasowym wyborem, aż nie poznała ojca Świety. A on był zwykłym robotnikiem, nie przystojniakiem, nie bogaczem, ale kochał ją prawdziwie, do ostatniego dnia życia.

Dzwonek do drzwi przerwał rozmyślania. Świeta drgnęła – może to Darek? Może się rozmyślił?

W progu stała sąsiadka ciocia Hela z słoikiem konfitur w rękach.

„Świetliku, złotko! Słyszałam, co się stało… Nie martw się tak! Facet do niczego, ten twój Darek. Od razu wiedziałam, gdy go pierwszy raz zobaczyłam. Oczy biegaŚwieta uśmiechnęła się przez łzy i nagle zrozumiała, że prawdziwe szczęście nigdy nie przychodzi tam, gdzie się go na siłę szuka, ale tam, gdzie po prostu jest się sobą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + dwa =

Byłam drugim wyborem