Mój związek z byłą zakończył się nie gdzie indziej, tylko przed Sądem Rejonowym w Warszawie. Kto jest winny, a kto niewinny nie warto rozstrzygać, przecież w relacjach zawsze wszyscy są winni po równo, prawda?
Ale prawda jest taka, że moja druga żona, Grażyna, znalazła sobie kochanka. Pan Janusz lokalny król kawiarni, biznesmen, który kiedyś przyjechał do Warszawy z Poznania i otworzył tu przytulną kawiarenkę, gdzie serwuje pączki i kawę latte za pięćdziesiąt złotych! Na początku Grażyna próbowała się ze swoim romansem chować, udawała cichaczem, ale potem już nawet latte pili ostentacyjne na oczach wszystkich, tak żeby nie było niedomówień.
I potem pewnego dnia Grażyna przyszła do mnie, wyprostowała się, jakby właśnie wygrała Eurowizję, i poinformowała: Słuchaj, składam pozew o rozwód i będę żądać połowy naszego mieszkania!. Liczyła, że się zagotuję z nerwów, zacznę snuć dramaty, ale mieszkanie kupiłem sam, za ciężko zarobione polskie złote, a Grażyna jedyne, co miała z tym lokum wspólnego, to że mieszkała tam przez dwa lata i wykończyła jeden dywan. Teraz śmie domagać się połowy?!
Podszedłem do sprawy z typową polską flegmą. Nawet nie próbowałem jej zatrzymać ani odwodzić od sądu czekałem spokojnie, aż przegra sprawę i zapłaci koszty sądowe. Miałem już odpowiednią praktykę po pierwszej żonie, Bożenie. Tamta sprawa ciągnęła się przez trzy lata, a każde nasze spotkanie przed sądem zamieniało się w mini serial sensacyjny. Nikt nie wiedział, czy wyjdzie z sali cały.
Bożenie wygrało się, niestety, dużo miała świetnego adwokata i wyorała ze mnie połowę majątku. Została mi tylko sentyment do mieszkania po ojcu, który Bożena wzięła sobie na własność.
Ale z Grażyną byłem już chytry jak wilk z Bieszczad. Zanim się z nią ożeniłem, mieszkanie, które sam remontowałem, zapisałem na brata Zbigniewa. Jedyny człowiek w świecie godny zaufania pomógł mi skręcić meble, a przy okazji pilnował, by żona nie dobrała się do akt notarialnych. Gdy nadszedł rozwód, okazało się, że nie mam nic. Po pierwszym małżeństwie żadna kobieta nie wyprowadzi mnie w pole mam teraz doświadczenie większe niż pan mecenas, a przy tym dywan bez plam!


