Brudne Kaczątko

Wychodząc ze szpitalnego korytarza w warszawskim Szpitalu Miejskim, Helena natknęła się przy drzwiach na mężczyznę.
Przepraszam powiedział, zatrzymując się na chwilę, żeby ją obejrzeć.
Zaraz potem spojrzenie zmieniło się w pogardliwie wyrozumiałe; mężczyzna odwrócił się i zdawało się, że w jednej chwili zapomniał o jej istnieniu.

Ile takich spojrzeń Helena już złapała na sobie. Na szczupłych, długonogich dziewczynach patrzono zupełnie inaczej. Kiedy mężczyzna zobaczył smukłą piękność, jego oczy przestawały być puste i obojętne, a stawały się lepkie i łakome. Ta niesprawiedliwość bolała Helenę nie do zniesienia. Czy naprawdę była winna, że tak wyszła na świat?

Gdy była mała, wszyscy zachwycali się jej pulchnymi policzkami, drobnymi nóżkami i okrągłymi pośladkami. Na lekcjach WF-u w podstawówce stała w pierwszej kolejce dziewcząt. Dzieci drwiły z niej, nazywając ją tłustą świnką czy dynią i to dopiero wstępne przydawki, najgorsze nie chciała nawet wymienić. Nauczyciele widzieli, że koledzy szydzili z Heleny, lecz milczeli.

Helena próbowała różnych diet, ale jedzenie ciągle wołało, więc poddawała się. Zgubiłe kilogramy wracały natychmiast. Była przyzwoicie urodziwa, lecz nadwaga psuła cały jej wizerunek. Marzyła o zostaniu nauczycielką, ale zrezygnowała, bo bała się, że dzieci i tak będą ją obrażały. Po ukończeniu szkoły wstąpiła na studia medyczne.

Kiedy ktoś cierpi, nie obchodzi go, jak wygląda lekarz, który ma pomóc. W grupie nie było chłopców, a dziewczyny zajęte były swoimi sprawami zakochiwały się, planowały śluby. Helena zawsze zostawała sama. Na zajęciach dziewczyny prosiły ją, by usiadła w pierwszym rzędzie, chowały się za jej szerokimi ramionami, żeby nie wpaść w złość wykładowcy.

Helena z żalem patrzyła na piękne sukienki w witrynach sklepów odzieżowych. Nigdy nie miała ich nosić. Ubierała się w luźne swetry i szerokie spódnice, by ukryć wzdęcia i mankamenty sylwetki. Uczyła się pilnie, zastrzyki wykonywała sprawnie i bezboleśnie za to latacy pacjenci ją kochali.

Pewnego razu wybrała się na lodowisko z koleżankami. Nastolatki rzucały w jej stronę nieprzyjemne uwagi. Patrzcie, jedzie na rzeźnię szydziły chłopaki. Głośny śmiech przyciągał łzy do oczu Heleny.

Mama próbowała poznać ją z synami przyjaciółek. Helena kilka razy była na randce. Jeden chłopak, widząc ją, udawał, że nikogo nie czeka, i odwrócił się demonstracyjnie. Drugi, zanim zdążył się przedstawić, zaczął ją dotykać. Helenę odepchnęła, a chłopak wpadł plecami w kałużę.
Co się tak szarpiesz? krzyczał, ja cię rozbawiłem. Kogo cię to obchodzi? łkała Helena. Od tego czasu nie szła już na spotkania i odmawiała poznawania kogokolwiek. Lepiej żyć w samotności.

Na swoim profilu w mediach społecznościowych postawiła awatar Fionę z Shreka. Kiedy pewien mężczyzna zapytał, jak wygląda w rzeczywistości, Helena odpowiedziała, że tak właśnie wygląda, tylko nie jest zielona. Mężczyzna potraktował to jako żart.
Pewnie masz dość nachalnych fanów i postanowiłaś ich odstraszyć taką awatarką napisał i zaproponował spotkanie. Helena natychmiast zakończyła korespondencję.

Pewnego dnia w korytarzu oddziału podbiegł do niej sześcioletni chłopiec.
Dokąd biegniesz? Tu pacjenci leżą, nie wolno hałasować zatrzymała go, łapiąc za rękę.
Chciałem poślizgać się po linoleum szczerze przyznał.
Z kim przybyłeś?
Z tatą, po babci. Gdzie jest toaleta? spytał.
Chodźmy, poprowadziła go Helenę w stronę końca korytarza. Sam się zatrzymasz?
Chłopiec rzucił na nią pobłażliwą minę, ale nie obraził się. Po chwili za drzwiami rozległ się szum wody, a chłopiec podszedł do Heleny.
Pokażesz, w której sali leży twoja babcia? spytała.
Chłopiec westchnął i popłynął obok niej, zatrzymał się przy jednej z sal, przybrał poważny wyraz i położył palec przy kąciku ust. Helena patrzyła, powstrzymując uśmiech.
To chyba ta wskazał na drzwi czwartej sali.
Chyba? Nie patrzyłeś na numer? Może nie znasz cyfr? zakwestionowała Helena, bo to była męska sala.
Znam wszystko, nie jestem mały. Znam litery. To drzwi piątej pokazał na numer pięć.
Aha, mały psotniku udawała, że się gniewa.

Chłopiec roześmiał się szczerze.
Jak masz na imię?
Jasio odpowiedział, gdy drzwi piątej sali otworzyły się i pojawił się wysoki, przystojny mężczyzna.

Ten surowo spojrzał na Jasia.
Jasio, co tak długo? zauważył, dostrzegając Helenę. Jednym spojrzeniem ocenił jej wygląd i natychmiast stracił zainteresowanie.
Bawił się? zapytał.

Helena przypomniała sobie niezliczone obojętne, pogardliwe spojrzenia mężczyzn.
Nie bawił się. Nie kłóćcie się, proszę odrzekła z wyrzutem i odeszła.

Następnego dnia Jasio z tatą znów odwiedził babcię. Mężczyzna przeszedł obok Heleny, nie patrząc. Ona pokazała mu język. W tym momencie Jasio odwrócił się, rozbawiony, i podniósł kciuk. Helena uśmiechnęła się i pomachała.

Po ciszy wzięła się za piątą salę.
Dzień dobry, Pani Ganchowa. Czy wnuk przychodził? zapytała.
Widzieliście go? To naprawdę cudowny chłopiec. Chciałoby się go zobaczyć, jak dorośnie.
To jeszcze za wcześnie na taki świat. Będziesz jeszcze musiał przejąć się wnukami odparła życzliwie.
Boże, serce mi za niego krwawi. Bez mamy rośnie westchnęła Ganchowa.
Jego mama
Nie, żyje. Uciekła i zostawiła nas z synem.
Powiedziałaś nas zdziwiła się Helena.
Jasio nie jest moim biologicznym wnukiem, ale kochamy go jak własnego. Mój syn poślubił piękną kobietę, a po ślubie wyznała, że ma już syna. Czy można tak żyć w kłamstwie? Mój mąż miał zawał, więc trafiłam do szpitala.

Dwa lata temu mama Jasia dostała lukratywną ofertę i wyjechała za granicę, pracując modelką. Dziecko jej przeszkadzało. Kobiety, z którymi mój syn się spotyka, są podobne piękne, egoistyczne. Jasio ich nie akceptuje.

Helena cały dzień rozmyślała nad opowieścią Ganchowej. Gdy weszła do sali, by zrobić zastrzyk, zauważyła, że pacjentka ma nos jak u słonia.
Pani Ganchowa, nie powinna się panikować, pamięta pani? rzekła stanowczo.
Nie panikuję. Popatrzcie wyciągnęła kartkę z rysunkiem.

Na rysunku był chłopiec trzymający ręce rodziców jasne było, że to Jasio i jego rodzice.
Jasio szuka mamy. Myślę, że nas narysował, Helena.
Nie, narysował swoją mamę sprzeciwiła się Helena.
Nie pamięta już swojej mamy. Była szczupła, a na rysunku jest wielka matka, wyższa od taty. To wy, Pani Ganchowa zapłakała.

Helena odczuła, że Jasio wyciął ją z rysunku, bo była za duża. Nawet dziecko widzi, że jestem za wielka. Nie będę już rywalem dla pięknego ojca Jasia.

Od tej pory, kiedy Helena podawała zastrzyk Ganchowej, wymieniały kilka zdań. Kiedy Jasio przyszł kolejny raz, podszedł od razu do Heleny.
Dzień dobry. Czy ma pani pewne ręce? zapytał.
Nie wiem odpowiedziała niepewnie.
Babcia mówi, że jest w dobrych rękach. Czy już można wypisać? dodał, patrząc chytrze. A mój urodziny za tydzień.

Myślę, że babcię wypiszą wkrótce. Ile masz lat?
Będzie sześć odparł dumnie. Zapraszam cię na moje urodziny.
Dziękuję, przyjdę, ale muszę zapytać tatę o zgodę odrzekła.
Zaraz go zapytam. Jasio wbiegł do sali.

Helena nie zobaczyła, jak Jasio i jego tata odchodzą. Następnego dnia Jan i syn czekali na nią przy wejściu.
Tato, obiecałeś Jasio pociągnął ojca za rękę, gdy podeszła Helena.
Pamiętam odpowiedział Jan, patrząc na Helenę. Zapraszam was na urodziny mojego syna, będzie sześć. Tu adres i numer telefonu. Spotkamy się w sobotę pierwszej godziny po południu, jeśli nie macie innych planów.

Nasze dane są w rejestrze przyznała zakrwawiona Helena. Nie mam żadnych planów na weekend.

Nie pomyślałem. Jasio będzie czekał. A jeśli nie przyjdziesz, zasmuci się i razem zasmuci się moja mama, a ona nie może się martwić, jak sama mówisz.

Cały tydzień! Muszę jeszcze trochę zgubić kilka kilogramów pomyślała Helena.

W domu opowiedziała mamie o Jasiu.
Zdecydowanie idź. Chłopcy rozumieją więcej niż dorośli mężczyźni. Może coś się z tym twoim ojcem zadziała? I nie patrz na mnie, chłopiec szuka mamy.
Ale jego tata nawet nie zerka w moją stronę westchnęła z rozpaczą.
Nie przesadzaj. Myślę, że liczy się nie tylko jego uczucie, ale i dziecko. Inaczej już dawno by się ożenił z kolejną modelką.

W sobotę Helena rano związała włosy, wybrała sukienkę, podkreśliła rzęsy. Patrzyła w lustro i krzywiła się. Cokolwiek bym nie robiła, nie schudnę. Prezent kupiła tydzień wcześniej, bo już było zaproszenie na urodziny. Jasio czeka, muszę iść westchnęła i podeszła do drzwi.

Naciskając dzwonek, zaraz po chwili usłyszała klik zamka. Serce waliło jak oszalałe.

Helena, już jesteś! rzucił Jasio, przytulając ją tak mocno, jak mógł. Pojmowała krótkie, przystrzyżone włosy i wręczyła mu prezent.

Patrząc na kolorową paczkę, oczy Jasia zabłysły.

W środku stał pięknie nakryty stół. Obok siedział Jan, a przy nim blondynka o modelowej sylwetce. Po drugiej stronie stołu stał starszy mężczyzna dziadek Jasia.

Blondynka uniosła brew, przyglądając się Helenie od góry do dołu.
Poznajcie, to moja ratunkowa bohaterka, Helena. A to mój mąż, Borzysław przedstawił się Jan. Dziecko znacie? To nie patrząc na blondynkę, dodała Ganchowa.

Blondynka znów zmarszczyła brwi. Ganchowa podniosła talerz, przypadkowo potrącając kieliszek wina, który wylądował na kolanach dziewczyny. Ta gwałtownie wstała, a za jej plecami spadł krzesło, wywołując chaos.

Mimo przeprosin gospodarza blondynka zamierzała iść do domu. Nikt jej nie powstrzymał. Helena również chciała wyjść.

Nie obrażajcie się, ale zaczął Jan.
Po co miałabym się obrażać? odparła Helena. Chyba już czas iść.

Mama przygotowała swój słynny placek. Nie obrażajcie jej, a potem odprowadzę was do domu.

W samochodzie jechali w milczeniu.
Nie prosiłam, żeby mnie odwozili. Samodzielnie bym dotarła przerwała Helena ciszę.
Mama nie wybaczyłaby, gdybym cię nie odprowadził. Często spotykam cię na swojej drodze. Nie zdziwię się, jeśli mama postanowi nas poślubić.

Nie kocham cię, tak jak ty mnie. Nie zamierzam z tobą wziąć ślubu odpowiedziała szczerze. Głos jej drżał zdradliwie. Nie bój się, postaram się nie wchodzić ci w oczy.

W tym momencie auto zatrzymało się przed domem. Helena pociągnęła drzwi.
Otwórzcie natychmiast! krzyknęła.

Nagle Jan pochyla się i całuje ją. Helena mocno odrzuca.
Co? Masz dość pięknych blondyHelena odwróciła się i spokojnie odszedła, zostawiając za sobą echo własnego śmiechu, który brzmiał lepiej niż wszystkie obietnice.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × pięć =

Brudne Kaczątko