Drogi Dzienniku,
Jestem Jagoda i dziś mam wrażenie, że znów stałam się najcichszą z gości na przyjęciu urodzinowym Marzeny. Znałyśmy się od pierwszego roku studiów na Uniwersytecie Warszawskim, a nasz wydział ciągle tętnił życiem. Marzena szerokim gestem zaprosiła wszystkich, którzy mogliby przyjść, ale wiele dziewczyn wyjechało na weekend do rodzinnych wsi. Ja, skromna i zamknięta w sobie, postanowiła skorzystać z tej okazji.
Nie mam w zwyczaju chodzić w tłumy, a niedawno obieśmy osiemnaście lat tak jak Marzena. Jednak nie chciałam świętować swojego dnia wśród znajomych
Nie miałam przyjaciółek, a rodzice namawiali mnie, żebym została w domu, przy babci i dziadku. Tak się układa, że urodziny mają dwa smaki pięć lat i osiemnaście pomyślałam smutno. Kocham swoją rodzinę, ale wciąż nie rozumiem, kiedy wreszcie stanę się dorosła i samodzielna. Kiedy wreszcie ktoś z chłopców zauważy moją niepozorną urodę i delikatność?
Marzyłam o miłości, lecz wstydziłam się siebie. Nie byłam tak wyrazista jak Kasia czy jej przyjaciółka Grażyna. One odważnie farbowały włosy, ubierały się modnie, czasem nawet odważnie co nie umknęło uwadze wykładowców. Ja natomiast szafa była wybrana przez mamę, a swetry wijała babcia. Czułam się zawstydzona, bo nie nosiłam ich nigdzie poza domem, a zimą w starych, krępujących swetrach.
Dzisiaj w mieszkaniu Marzeny zebrały się dziewczyny i chłopaki ze studiów dwunastu mężczyzn. Gdy przyjęcie dobiegło końca i zaczęły się tańce, wyszłam z pokoju i usiadłam na ławce przy klatce schodowej. Nikt tego nie zauważył. Wstydziło mnie nieznajomych chłopaków, a przecież nikt i tak nie zwracał na mnie uwagi. Czy to właśnie najgorsze mnie zabijało?
Spojrzałam na zegarek. Mogłabym już iść, mama pewnie się martwi. Obiecałam, że nie zostanę długo pomyślałam. Nagle podszedł chłopak, nie jeden z gości Marzeny. Usiadł przy końcu ławki i smutno popatrzył w okna mieszkania Marzeny na drugim piętrze, skąd dochodziła wesoła muzyka i śmiech.
Jesteś stąd? zapytał, patrząc na mnie. skinęłam w stronę okna.
A jak ona? Tańczy? Bawi się? dopytał, a w oczach miał nieco zadumany blask.
Poczułam nagły impuls i zapytałam:
Co? Nie słyszysz? Oczywiście, że się bawi
No właśnie. To właśnie urodziny, odparł chłopak, nieśmiało się uśmiechając. Ja natomiast siedziałem w domu, nie świętowałem. Tylko herbata z ciastkiem w kręgu rodzinnym, jak w przedszkolu
Zaskoczyły mnie jego słowa.
Ja też tak. A ty jesteś jego przyjaciółką? skinęłam w stronę okna.
Tak i nie. Chciałbym z nią być znajomym, ale ona nie zwraca na mnie uwagi. Nawet nie zaprosiła mnie na urodziny. Jesteśmy sąsiadami od lat, a ona widzi, jak ją traktuję
Zamilkł. Westchnąłem ze zrozumieniem. Potem, nieoczekiwanie, powiedziałam:
Nie martw się. Ja też wszystko przeżywam. Po co? Nikt i tak tego nie zauważy. Właśnie tak wyszłam, a nikt nie zauważył. Jestem więc niewidzialną osobą istnieję, a nie istnieję, i to wszystkim jest obojętne
Daj spokój odparł, próbując mnie uspokoić. Masz rację, są tacy ludzie. Nieszczęśliwi…
Nie, nie nieszczęśliwi. Niepozorni, nie natarczywi. Może to wręcz zaleta w pewnym sensie mamy własną niezależność i nawet wolność.
Myślisz? zdziwił się. Nazywam się Paweł. A Ty?
Jagoda.
Posiedliśmy jeszcze chwilę, wsłuchując się w muzykę, od czasu do czasu zerkając w okna. Każdy z nas miał nadzieję, że Marzena wyjdzie i zaprosi nas na parkiet, lecz nic się nie stało.
Miło było cię poznać powiedziałam grzecznie. Muszę już iść do domu. Obiecałam, że nie zostanę długo
Chodźmy razem do przystanku zaproponował Paweł. Tylko do przystanku.
Szliśmy przez park, rozmawiając i uśmiechając się nieśmiało. Paweł zauważył, że moja uwaga go cieszy, że jestem mu przyjemna i potrzebna. Dostrzegł rumieniec na moich policzkach, małe dołeczki, które pojawiały się przy spojrzeniu w moje długie rzęsy.
Opowiadał zabawne historie ze swojego młodego życia, chciał usłyszeć mój dzwoniący śmiech i spędzić ze mną więcej czasu. Dotarliśmy do przystanku. Podziękowałam, a on nie chciał odjeżdżać, dopóki nie wsiądę do autobusu. Złapałam pierwszy autobus, ale chyba przegapiłam go i wsiadłam dopiero do drugiego westchnęłam.
Wsiadając, machnęłam mu ręką jak dawno nieznanej przyjaciółce. On stał jeszcze chwilę na przystanku, nie mogąc odejść. Jego serce chyba zamarło na widok moich wyrazistych oczu i małych dołeczków.
Paweł odwrócił się i ruszył w stronę domu. Nagle uświadomił sobie, że chce spotkać mnie jeszcze raz. Nie miał mojego numeru ani adresu to niezdarne, ale prawda.
Rano Paweł wstał, pobiegł do mieszkania Marzeny, zapukał do drzwi. Marzena otworzyła, nieco zmrużona:
Co znowu? Nie pójdę z tobą na spacer, Paśku. Mówiłam ci to
Ale zawstydził się Paweł. Chciałem cię zaprosić, ale potrzebuję numeru twojej koleżanki z grupy. Wczoraj była u ciebie. Muszę jej coś przekazać. Zostawiła coś na ławce Daj proszę numer.
Kogo? zdziwiła się Marzena.
Jagody.
Jagoda? Która to? pomyślała chwilę. A, Irka Dobrze, poczekaj.
Po kilku minutach wyciągnęła mały kawałek papieru.
Na Romeo. Irka, cicha Co ona właśnie zdążyła? uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.
Zafascynowany Paweł pobiegł do domu, trzymając notatkę niczym talizman. Cały dzień szukał słów, by ją zagadać, i denerwował się. Wieczorem zadzwonił do Jagody, zapraszając ją na spacer i obiecując lody. Na moje zdziwienie zgodziła się z radością.
Jej głos w słuchawce był jeszcze cieplejszy, jakby czekała na ten telefon. Przeszliśmy się po parku, jedliśmy lody i dowiedzieliśmy się o sobie wiele. Nasze charaktery i zainteresowania okazały się bardzo podobne.
Teraz ja zapraszam powiedziała Jagoda przy pożegnaniu, uśmiechając się. Następnym razem nie pójdziemy do parku, a do kina. Co powiesz?
Od tego momentu Paweł i ja nie rozstajemy się. Często chodzimy do kina, muzeów, a po roku wspólnego podróżowania już mówimy o małżeństwie. Dwa lata po naszym spotkaniu wzięliśmy ślub.
Mama Jagody krzyczała, że to za wcześnie, żeby wyjść za mąż, a babcia radziła:
Brawo, Jago. Znalazłaś swój los i mąż to poważna sprawa. Nie zmieniaj chłopaka, bo Paweł będzie dobrą żoną, dba o ciebie jak o dziecko. Czego chcieć więcej?
Koleżanki z grupy szeptały:
Nasza cicha już zamężna! A Paweł tak szczęśliwy, że aż świeci.
Oboje promienieli. Jagoda i Paweł odnaleźli w sobie zrozumienie, troskę i miłość, o której tak długo marzyły.
Dziś, kiedy wspominam ławeczkę przy klatce schodowej, uśmiecham się. To ona połączyła nas na całe życie
* * *
Za kilka lat będę pisać o tym w kolejnych wpisach, ale na razie zostawiam tę myśl w sercu.



