Brangusis, może zawieziesz mnie do domu?” – Po ciężkim dniu w pracy Ewa marzyła, by uniknąć czterdziestominutowej podróży autobusem.

„Kochanie, mógłbyś mnie odebrać z pracy?” po ciężkim dniu Lusia marzyła, by uniknąć czterdziestominutowej podróży autobusem.

„Mój drogi, może zawieziesz mnie do domu?” zadzwoniła do męża, mając nadzieję, że po morderczej zmianie w restauracji oszczędzi sobie kołysania zatłoczonym MPK.

„Jestem zajęty” krótko odparł mężczyzna. W tle wyraźnie słychać było telewizor, więc Wojtek najwyraźniej wcale nie był zajęty.

Dziewczynie zrobiło się smutno do łez. Ich małżeństwo wisiało na włosku, a jeszcze pół roku temu Wojtek nosiłby ją na rękach. Co się zmieniło w tak krótkim czasie? Lusia nie rozumiała.

Dbała o figurę, spędzając godziny na siłowni. Gotowała jak zawodowiec w końcu pracowała w modnej krakowskiej knajpie. Nigdy nie prosiła o pieniądze, nie urządzała scen, była gotowa spełnić każde życzenie męża

„W końcu mu się znudzisz” kręciła głową mama, słuchając skarg córki. „Nie można wiecznie mężowi schodzić z drogi.”

„Po prostu go kocham” odparła bezradnie Lusia, wymuszając uśmiech. „A on kocha mnie”

*****

„A jednak mu się znudziłam” gryzła wargę, przeglądając historię przeglądarki. Okazało się, że Wojtek w każdą wolną chwilę przesiadywał na portalach randkowych, pisząc równocześnie z kilkoma dziewczynami. „Dlaczego nie mógł po prostu ze mną porozmawiać? Dałabym mu wolność bez problemu. Po co męczyć się z kobietą, której się nie kocha?”

Rozwód? Cóż, była silna, da sobie radę. Ale nie puści go tak po prostu. Niewielka zemsta była jak najbardziej na miejscu

Tego samego wieczoru zarejestrowała się na tej samej stronie co mąż, znalazła jego profil i napisała. Zdjęcie ściągnęła z internetu, ale po kilku poprawkach w Photoshopie była pewna, że Wojtek się połapie. I połapał się.

Rozpoczęła się burzliwa wymiana wiadomości. Mąż zapewniał, że nie jest żonaty, gotowy na poważny związek i dzieci. Wychwalał swój wspaniały charakter, co rozśmieszało Lusię do łez. W końcu znała go najlepiej i wiedziała, jak trudno z nim wytrzymać.

„Spotkajmy się” napisała, wstrzymując oddech w oczekiwaniu na odpowiedź.

„Chętnie!” odparł po kilku sekundach. „Tylko u mnie akurat mieszka siostra, przygotowuje się do egzaminów. Może gdzieś na mieście, a wieczorem przedłużymy w hotelu?”

„Serio?” Lusia aż podskoczyła. „W jakim świecie facet myśli, że dziewczyna od razu skoczy z nim do łóżka? Normalny człowiek nie dałby takiej propozycji! Chociaż mi to na rękę.”

„To może u mnie? Mieszkam za miastem, samotnie. Nikt nam nie przeszkodzi” zastanawiała się, czy się nabierze.

„Świetny pomysł!” Wojtek z miejsca się rozochocił. Pewnie dlatego, że nie będzie musiał płacić za hotel. „Podaj adres i godzinę. Przylecę na skrzydłach miłości.”

„Ul. *** 25, dziesiąta wieczorem. Pasuje?”

„Jak najbardziej! Czekaj na mnie.”

O dziewiątej Wojtek nagle „otrzymał pilne wezwanie do pracy”. Nie mogąc znaleźć kluczyków, niechętnie zapytał żonę, czy ich nie widziała.

„Leżały na komodzie” Lusia patrzyła mu w oczy z niewinną miną, jednocześnie ściskając klucze w kieszeni. „Może kot je porwał?”

A dziewczyna nawet nie myślała na niego czekać. Po co? Spędziła czas pożytecznie pakując swoje rzeczy. Na szczęście miała własne mieszkanie po babci. Jedyną rzeczą, jaką zostawiła, był podpisany wniosek rozwodowy leżący na samym środku stołu.

Wojtek wrócił dopiero nad ranem, wściekły jak osa. Nie dość, że podróż w jedną stronę zajęła ponad godzinę, to jeszcze owej Angeliki z portalu nigdzie nie było.

Adres był prawdziwy, dom też. Tylko zamiast modelki z profilowego zdjęcia, drzwi otworzyła kobieta trzy razy od niego większa. Miała na sobie coś w rodzaju prześwitującej koszuli nocnej, i Wojtek oddałby wszystkie swoje oszczędności, żeby tylko wymazać ten widok z pamięci.

Ledwo uciekł przed tą wariatką! Znowu musiał wzywać taksówkę, a kierowca okazał się dziwakiem i zamiast do centrum zawiózł go Bóg wie gdzie. W skrócie niezła nocna przygoda.

Dopiero gdy wszedł do mieszkania i zobaczył na stole wniosek rozwodowy, zrozumiał, kto stał za tym całym przedstawieniem. Obok leżał szminką napisany dopisek: „Ten słodki odwet”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + 10 =

Brangusis, może zawieziesz mnie do domu?” – Po ciężkim dniu w pracy Ewa marzyła, by uniknąć czterdziestominutowej podróży autobusem.