„Kochanie, mógłbyś mnie odebrać z pracy?” Po ciężkiego dnia Ewa marzyła, by uniknąć czterdziestominutowej podróży autobusem.
„Mój drogi, zabierzesz mnie dziś?” Zadzwoniła do męża, mając nadzieję, że po wyczerpującej zmianie w restauracji nie będzie musiała tłuc się komunikacją.
„Jestem zajęty” odparł sucho Marek. W tle wyraźnie słychać było telewizor oznaczało to, że siedział w domu.
Dziewczynie ścisnęło się serce do łez. Ich małżeństwo wisiało na włosku, a przecież pół roku temu Marek nosiłby ją na rękach. Co się zmieniło w tak krótkim czasie? Ewa nie rozumiała.
Dbała o siebie, spędzając godziny na siłowni. Gotowała wyśmienicie nie bez powodu pracowała w renomowanej karczmie. Nigdy nie prosiła o pieniądze, nie urządzała scen. Była gotowa spełnić każde życzenie męża
„Znudzisz mu się szybko” kręciła głową matka, słuchając skarg córki. „Nie można mężowi we wszystkim ulegać”.
„Po prostu go kocham” odparła bezradnie Ewa, wymuszając uśmiech. „On też mnie kocha”
„A jednak mu się znudziłam” gryzła wargi, przeglądając historię przeglądarki. Okazało się, że Marek cały wolny czas spędzał na portalach randkowych, rozmawiając z kilkoma kobietami naraz. „Czemu nie mógł po prostu ze mną porozmawiać? Zrozumiałabym i puściłabym go wolno. Po co żyć z kobietą, której się nie kocha, i dręczyć ją swoim zachowaniem?”
Rozwód? Cóż, była silna, poradzi sobie. Ale nie odejdzie tak po prostu. Niewielką zemstę sobie należał
Tego samego wieczora zarejestrowała się na tej samej stronie co mąż, odnalazła go i napisała. Zdjęcie wzięła z internetu, lekko je poprawiła i była pewna, że Marek da się złapać. I dał.
Rozpoczęła się burzliwa wymiana wiadomości. Mąż zapewniał, że nie jest żonaty, gotowy na poważny związek i dzieci. Wychwalał swój charakter pod niebiosa, co rozbawiało Ewę do łez. Wiedziała przecież, jak trudno z nim wytrzymać.
„Spotkajmy się” napisała, wstrzymując oddech w oczekiwaniu na odpowiedź.
„Chętnie” odparł po chwili. „Ale u mnie mieszka teraz siostra, przygotowuje się do egzaminów. Może neutralne miejsce, a wieczór przedłużymy w hotelu?”
„Serio?” Ewa ledwo powstrzymała śmiech. „Myślisz, że każda kobieta od razu skoczy z tobą do łóżka? Normalnego człowieka by to obraziło! Chociaż mnie to na rękę.”
„To może u mnie? Mieszkam za miastem, sama. Nikt nie będzie przeszkadzał” Zastanawiała się, czy się zgodzi.
„Świetny pomysł!” Marek wyraźnie się ucieszył. Pewnie dlatego, że nie wyda grosza. „Podaj adres i godzinę. Przylecę na skrzydłach miłości.”
„Ulica *** 25, dziesiąta wieczorem. Pasuje?”
„Jak najbardziej! Czekaj na mnie.”
O dziewiątej Marek udawał, że wezwano go do pracy. Nie mogąc znaleźć kluczyków, niechętnie zapytał żonę, czy ich nie widziała.
„Leżały na komodzie” Ewa patrzyła mu prosto w oczy, jednocześnie ściskając klucze w kieszeni. „Może kot je porwał?”
A on nawet nie pomyślał, by na nią czekać. Po co? Spędziła ten czas pożytecznie pakując swoje rzeczy. Na szczęście miała własne mieszkanie po babci. Jedyną rzeczą, którą zostawiła, był wniosek o rozwód położony na najbardziej widocznym miejscu.
Marek wrócił dopiero nad ranem, wściekły jak osa. Nie dość, że podróż w jedną stronę zajęła ponad godzinę, to jeszcze Anieli ze strony tam nie było.
Adres był prawdziwy, dom też. Ale nie mieszkała tam dziewczyna o urodzie modelki ze zdjęć. Drzwi otworzyła kobieta trzy razy od niego większa, w półprzezroczystej koszuli nocnej. Oddałby wszystkie oszczędności, by wymazać ten widok z pamięci.
Ledwo uciekł przed tą wariatką! Znów musiał wzywać taksówkę, a kierowca okazał się dziwakiem najpierw zawiózł go Bóg wie gdzie. W dodatku zdążył zmarznąć w swojej cienkiej marynarce.
Dopiero gdy wszedł do mieszkania i zobaczył na stole podanie, zrozumiał, kto stał za tą „zabawą”. Obok leżała szminka z napisem: „Ten słodki odwet”



