Boli pamiętać, nie da się zapomnieć
Kwiecień cieszył ciepłą pogodą, ale na początku maja nagle zrobiło się zimno, a przez dwa dni nawet padał śnieg. Zbliżały się długie weekendy świąteczne.
– Postanowiłam pojechać na grób mamy. Dawno tam nie byłam – powiedziała Barbara córce przed świętami.
– Na długo? Zatrzymasz się u rodziny? – zapytała Kinga.
– Rodzina… – Barbara zamyśliła się. – Mama wcześnie umarła. Ojca nie pamiętam. Nie miałam rodzeństwa. Zatrzymam się u kuzynki. Mieszka w naszym mieszkaniu. Chciałam zadzwonić, uprzedzić, ale nie zachowałam numeru. A może go nawet nie miała. Nie sądzę, żeby gdzieś wyjechała. Ogólnie chciałam tam i z powrotem w jeden dzień – odparła Barbara.
– Mogę z tobą pojechać? Nigdy nie byłam w twoim rodzinnym mieście.
– Myślałam, że masz na święta jakieś plany, więc nie proponowałam. Pojedziemy. We dwójkę raźniej – ucieszyła się Barbara. – Mieszkałaś tam do trzeciego roku życia. Pamiętasz?
– Nie pamiętam – Kinga zamyśliła się na chwilę i pokręciła głową.
– Krysia przyjeżdżała kiedyś do nas. Byłaś już duża. Jak się dowiedziała, że nie wracam do miasta, poprosiła, żeby zamieszkać w naszym mieszkaniu. Zawsze marzyła, żeby uciec ze wsi. Wtedy jeździłam z nią, pomagałam się zameldować. U niej się zatrzymamy, jeśli nie zdążymy wrócić tego samego dnia.
Wczesnym rankiem pojechały na dworzec. Czekając na autobus, Barbara rozglądała się. Widziała kilka znajomych twarzy, ale nikt się nie przywitał, nie podszedł. Sama zresztą nie byłaby pewna, kto to był i jak się nazywał. W autobusie zebrało się sporo ludzi, prawie wszystkie miejsca były zajęte.
– Denerwujesz się? W końcu spotkanie z przeszłością, wspomnieniami – zapytała Kinga, pochylając głowę i spoglądając w twarz matki, gdy już usiadły w autobusie.
– Przeszłość nie zawsze jest jasna i radosna. Było w niej też coś, o czym nie chce się pamiętać – westchnęła Barbara.
– Masz na myśli ojca?
– Jego też. Nie mówmy teraz o tym – przerwała córce ostrzej, niż to było potrzebne.
– Dobra – Kinga odchyliła się na oparcie i wpatrzyła się przed siebie.
Wkrótce autobus wyjechał z dworca i ruszył przez miasto, które Barbara uważała za swoje. Monotonny warkot silnika kołysał. Kinga pochyliła głowę na ramię – spała.
Barbara pozazdrościła jej. Patrzyła na migające za oknem lasy wzdłuż drogi. Nie udało się jej zasnąć, choć bardzo się starała. Była zbyt zdenerwowana. Przez tyle lat chowała głęboko w pamięci wspomnienia z przeszłości, a teraz wypływały na wierzch, burząc jej spokój i sprawiając, że wątpiła, czy decyzja o powrocie do miasta swojej młodości była słuszna…
***
Zachodzące słońce muskało ciepłymi promieniami twarze dwóch przyjaciółek siedzących na balkonie.
– Jutro ostatni egzamin i koniec, wolność! Złożymy papiery na studia i czekamy. Aktywnie – dodała Ewa. – Wyśpimy się, będziemy się kąpać, spacerować, robić, co chcemy.
Basia kołysała się na taborecie, opierając dłonie na siedzeniu.
– O co ci chodzi? Basia, nie jesteś chora? Jakaś blada – zaniepokoiła się Ewa i przyjrzała się przyjaciółce. – Czy ty…
– Co ja? – ostro spytała Basia, nie patrząc na Ewę.
– Wiesz sama. – Ewa nie spuszczała z niej wzroku. – Dziewczyny plotkowały, że masz coś z Tomkiem… – nie dokończyła.
Basia przestała się kołysać i zastygła. Teraz Ewa patrzyła na nią z niezachwianą ciekawością.
– Nie mów głupBarbara spojrzała na córkę, widząc w jej oczach spokój, którego sama nigdy nie zaznała, i uświadomiła sobie, że jedyną drogą do uleczenia ran przeszłości jest właśnie teraźniejszość.



