Boję się Ciebie stracić

14 marca, wtorek
Naprawdę boję się ją stracić.
Takie myśli zaprzątają mi głowę już od kilku dni.
Tu właśnie mieszkam powiedziałem z uśmiechem, wpuszczając ją do mieszkania.
Wchodź śmiało, zaraz wrócę.
Justyna, bo tak ma na imię ta dziewczyna, weszła niepewnie na przedpokój, rozglądając się niespokojnie na wszystkie strony.
Nie ściągnęła butów, jakby zaraz miała wybiec.
Coś ją widocznie gryzło.
Zanim zdążyłem wrócić ze schowaną smyczą, w jej oczach zląkł się nieudawany strach, ręce się trzęsły, a ona nic nie tłumacząc po prostu wybiegła z mieszkania.
Juuustyna!
krzyknąłem, ale odpowiedzią było już tylko uderzenie drzwiami.
Podszedłem zdziwiony do wejścia, potem spojrzałem na Lolę, moją owczarkę niemiecką, która cała w emocjach merdała ogonem.
Wieczór zapowiadał się zupełnie inaczej…
W barze przy Żurawiej spotkałem się z Michałem i opowiedziałem mu całą sytuację.
Coś ty jej zrobił?
zdziwił się, unosząc kufel piwa.
Przysięgam na wszystko, nic.
Po prostu uciekła, jakby ducha zobaczyła…
Może ją czymś przestraszyłeś?
dopytywał.
Ale czym psem?
Przecież nawet go nie dotknęła.
W ogóle nie rozmawiała już ze mną, nie odbiera telefonu.
Od wczoraj nie mam z nią żadnego kontaktu.
Byłeś u niej w domu?
Nie wiem nawet, w którym dokładnie mieszka mieszkaniu.
Po prostu ją odprowadziłem do klatki.
Dziwne…
Na pewno jeszcze to sobie wyjaśnicie.
podtrzymywał mnie Michał.
W pracy pewnie się zobaczycie, pogadasz.
Chyba tylko dlatego spałem w ogóle tamtej nocy pełen nadziei na wyjaśnienie.
Nasze pierwsze spotkanie pamiętam dobrze.
Było tak polskie jak tylko może być w zatłoczonym tramwaju na Nowym Świecie.
Siedziała, z nosem w książce, nikt nie chciał jej ustąpić miejsca.
Ustąpiłem ja.
Stałem potem obok niej, i przez całą drogę nie mogłem przestać się uśmiechać.
Kusiło mnie, by się przedstawić.
Jednak jak tu w Warszawie podejść w tłumie do nieznajomej?
Wydałoby się, że tylko błaznuję.
Szybko więc wysiadłem na Wilczej, żeby nie robić z siebie głupka.
A jednak przez resztę dnia nie mogłem wyrzucić jej z głowy widziałem jej oczy za każdym razem, gdy czytałem służbowe maile, jej uśmiech odbijał mi się w ekranie monitora.
Kiedy więc zobaczyłem Justynę, jak wchodzi do naszego biura z dyrektorem, pomyślałem, że śnię.
Ale nie Dyrektor przedstawił ją jako nową koleżankę.
Justyna, poznaj Tomka, naszego specjalistę od Excela.
Nic nie potrafiłem jej powiedzieć poza zwykłym: Miło Cię poznać.
Przez całą pracę obserwowałem ją z daleka, a kiedy miałem chwilę, myślałem tylko o tym, by kiedyś, być może, zaprosić ją na kawę.
Wieczorem w Parku Łazienkowskim, gdzie zwykle wyprowadzam Lolę, spotkałem Michała i wszystko mu wylewnie opowiedziałem.
Stary, ty się zakochałeś stwierdził z uśmiechem.
Jak z moją Kingą, od razu wiedziałem, że to ta.
Namówił mnie, bym ją zaprosił do kina.
Zaryzykowałem.
Po pracy na przystanku zdobyłem się na odwagę:
Może wybralibyśmy się gdzieś razem?
Na Starówkę, może na kawę?
Uśmiechnęła się i zgodziła.
Było cudnie.
Kawa na Foksal, spacer po pustych uliczkach Warszawy i rozmowy do nocy.
Odprowadziłem ją, wróciłem, wyprowadziłem Lolę na krótki spacer, a potem do rana marzyłem leżąc na plecach i patrząc w sufit.
Wyobrażałem sobie, że już wkrótce jej się oświadczę.
Że zamieszkamy razem, że będą dzieci, że razem z Lolą wszyscy będziemy jeździć do lasu pod Warszawę…
Trzy miesiące to były chyba najszczęśliwsze w moim życiu.
Kino, włoskie kolacje w restauracji przy Kruczej, całusy pod majowym deszczem
Justyna Jestem za nią wdzięczny losowi.
Kochana, zabawna, trochę nieśmiała, porządna dziewczyna.
Tylko
Jedyny zgrzyt: zawsze po naszych spotkaniach musiałem wyprowadzać Lolę.
Ponieważ mieszkam sam, nie mam na kogo tego zrzucić.
Zaproponowałem czasem spacer we troje.
Jednak Justyna albo milczała, albo wymawiała się, by zostać tylko we dwoje.
Co jeśli najdzie nas w kinie lub kawiarni ochota?
Z psem przecież nie wejdziemy mówiła.
W końcu zebrałem się na odwagę i poprosiłem ją o rękę.
Zgodziła się, pocałowała, wydawało się, że się cieszy, ale na propozycję wspólnego zamieszkania reagowała nieustannym odwlekaniem tego momentu.
Obiecałam właścicielce, że zostanę do końca roku usprawiedliwiała się.
Nie chcę jej stawiać w niezręcznej sytuacji.
Wiesz, mogę zapłacić za te dwa miesiące, jeśli to kwestia czynszu.
Jedźmy teraz do mnie, pokażę ci mieszkanie.
Poznasz Lolę, zakochasz się w niej, zobaczysz!
Przygasła, ale pojechała.
Czułem, że ją kocham.
Miała spróbować przełamać swój lęk.
Właśnie to się zdarzyło: kiedy tylko weszła do mojego mieszkania, jeszcze zanim zdążyłem przywitać się z Lolą, Justyna wybiegła jak opętana.
Dzwoniłem, ale nie odbierała.
Wieczorem znów spotkałem się z Michałem.
Kiedy wszystko mu opowiedziałem, tylko pokiwał głową Czekaj do poniedziałku.
Praca ją zmusi, żeby się z tobą zobaczyć.
Monday.
Cały dzień patrzyłem na zegarek i na każdą dziewczynę wsiadającą do tramwaju na Śródmieściu.
Justyny nie było.
W końcu zobaczyłem ją.
Szła pieszo.
Rozpuszczone włosy, łzy na policzkach, oczy smutne jak nigdy.
Justyna, proszę, poczekaj!
Odwróciła się, zobaczyła mnie i jakby jeszcze bardziej przygasła.
Co się stało?
Dlaczego uciekłaś?
Dlaczego nie odbierałaś?
Totalnie nie wiem, co mam o tym myśleć!
Tomek, przepraszam cię była całkiem rozbita.
O co chodzi?
Zaraz początek pracy, pogadamy wieczorem?
Ale powiedz mi od razu, nie zniosę już czekania!
Nie chcesz już za mnie wyjść?
Nie chcesz ze mną żyć?
Nie możemy razem mieszkać szepnęła, łzy napływały jej do oczu.
Justyna, dlaczego?
Przecież to nie ma sensu.
Nie zrobiłem ci nic złego, prawda?
Nic z twojej winy Po prostu się boję.
Czego?
Psa.
No i wyszło szydło z worka.
Mojej Loli?
Przecież ona taka łagodna, cała rodzina ją uwielbia!
Nie chodzi tylko o nią.
Jestem przerażona psami.
Kiedy miałam sześć lat, w parku w Płocku pogryzł mnie pijany facet z bulterierem.
Od tamtej pory panicznie się boję Często śnią mi się koszmary.
A na ulicy się nie boisz?
Boję, ale mogę wtedy obejść, schować się, podejść do ludzi.
A w jednym domu pod jednym dachem nie dam rady…
Justyna, powiedz mi, co dalej?
Walczysz z tym jakoś?
Byłam u psychologa.
Staram się, ale na razie nie wychodzi.
Próbowałam, bo cię kocham.
Ale nie wiem, czy potrafię…
Zobaczymy, kochana.
Nie poddaję się.
Jeszcze cię przekonam, że Lola jest twoim sprzymierzeńcem, nie wrogiem.
Znowu wieczorem rozmawiałem o tym z Michałem.
Z psem cię nie rozstanę.
Nigdy zapewniałem go.
Ale i Justyny nie chcę stracić.
On mówi, że trzeba spróbować oswoić lęk.
Zacznijcie od spacerów poza domem, na neutralnym gruncie.
Może w lesie pod Warszawą.
Udało się.
Przy kolejnym weekendzie zorganizowałem samochód (pożyczyłem od Michała) wyposażony w specjalną osłonę w bagażniku dla psa.
O, skąd ten SUV?
spytała Justyna, wychodząc z bloku.
Michał pożyczył, zabieram was do lasu pod Kampinos.
Ale wszyscy troje w jednym aucie?
pobladła.
Spokojnie, Lola będzie z tyłu, ty ze mną z przodu.
Jeśli coś będzie nie tak wracamy!
Ruszyliśmy.
Po godzinie byliśmy już na skraju lasu.
Było chłodno, więc przebraliśmy się w kalosze i ruszyliśmy na spacer.
Po drodze grałem z Lolą w piłkę tenisową.
Justyna trzymała się na dystans, ale dawała radę.
Jak się czujesz?
pytałem troskliwie.
Dalej się boję, ale staram się.
Spójrz zwierzęta są różne.
Moja Lola nie jest jak tamten bulterier, jest kochana i łagodna.
Może po kilku takich spacerach sama się przekonasz…
Kiedy kolejny raz rzuciłem piłkę, Lola pognała w krzaki, zaszczekała radośnie, a Justyna zesztywniała.
Ona się tak cieszy, serio uśmiechnąłem się.
To jej ulubiona zabawa.
Podszedłem bliżej i zachęciłem ją, by choć raz piłkę rzuciła.
Spróbuj, zamknij oczy.
Raz, dla mnie
Drżącą ręką rzuciła piłkę jak najdalej.
Lola pobiegła jak strzała.
Wtedy usłyszeliśmy szczekanie innego rodzaju głośniejsze, niespokojne.
Popatrzyłem, patrzę Lola uparcie szczeka na piłkę leżącą na rozlewisku.
Chciałem ją sam wyciągnąć i ugrzązłem po kolana.
Justyna, podaj mi gałąź!
krzyknąłem, walcząc by nie pogrążyć się głębiej.
Spojrzała na Lolę, stała nieruchomo jak przykuta.
Pies był tuż obok.
Ale wiedziała, że za chwilę mogę zniknąć pod wodą.
Zebrała się na odwagę, podniosła wielką gałąź i podbiegła Lola tym razem nawet nie chciała jej przestraszyć.
Razem, ja na jednym końcu, ona na drugim i Lola w szarpaniu, wyciągnęły mnie z bagna.
Padłem na trawę, cały mokry, ona też ledwo zipała.
Co ja bym bez was zrobił sapałem, przytulając je obie.
Tomek spojrzała wtedy na mnie, a w oczach miała i łzy, i śmiech.
Tak bardzo się teraz boję ale tylko tego, żeby cię nie stracić.
Jeszcze długo odpoczywaliśmy, zanim wróciliśmy do miasta.
Wieczorem we trójkę leżeliśmy na kanapie, oglądając filmy o psach.
Niczego innego tego dnia nie chciało nam się nawet włączyć.
Każde z nas zrozumiało wtedy, że prawdziwy strach, to strach przed stratą ukochanych osób.
A z tym już nigdy nie chciałbym walczyć sam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + 2 =

Boję się Ciebie stracić