Boję się Cię stracić

Tutaj mieszkam uśmiechnął się Leon, zapraszając dziewczynę do swojego mieszkania.
Wejdź śmiało, zaraz wracam.
Zofia przekroczyła próg bardzo ostrożnie.
Rozglądała się nerwowo po przedpokoju i nie przestąpiła nawet do zdejmowania butów.
Coś ją wyraźnie niepokoiło
Gdy chłopak ponownie pojawił się w holu, w oczach Zofii zamarło przerażenie, ręce zaczęły jej drżeć, a zamiast czegokolwiek tłumaczyć wybiegła z mieszkania w jednej chwili.
Zosiu, gdzie ty?!
Leon patrzył zdziwiony na uchylone drzwi wejściowe, potem na Bellę, owczarka niemieckiego, która właśnie skakała po korytarzu Nie spodziewał się, że świetny wieczór skończy się tak nagle i nieprzewidywalnie.
Tak po prostu uciekła?
Nawet nic nie powiedziała?
nie dowierzał Paweł, gdy Leon zwierzył się przyjacielowi w ich ulubionym pubie na Nowym Świecie.
Nic.
Wyszła jakby ducha zobaczyła.
Bez słowa odpowiedział Leon, mieszając piwo i wpatrując się w blat.
Kompletnie tego nie rozumiem Dlaczego tak się zachowała?
Co ją tak przestraszyło?
A ty próbowałeś ją zapytać, co się stało?
Jasne, tylko od wczoraj nie odbiera telefonu.
Dzwoniłem dziesięć razy.
Żadnej odpowiedzi.
Do domu też nie poszedłeś?
Zosię tylko pod samą klatkę odprowadziłem, do mieszkania nie wiem, gdzie wchodzi.
Dziwna sprawa mruknął Paweł.
No właśnie Wszystko szło tak dobrze, a nagle, głupio się skończyło.
Może jeszcze nie wszystko stracone?
Nie poddawaj się od razu, stary.
Mam wrażenie, że ona zmieniła zdanie.
Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Poczekaj do poniedziałku.
Spotkacie się w pracy dowiesz się wszystkiego.
Potem zdecydujesz.
Leona i Zofię po raz pierwszy połączyła przypadkowa podróż autobusem po Warszawie.
Miejsce zaoferował jej on, choć nikt inny nie chciał ustąpić młodej dziewczynie.
Potem stał obok i przez całą drogę nie mógł przestać się uśmiechać.
Dziewczyna zrobiła na nim ogromne wrażenie.
Leon bardzo chciał się z nią wtedy zapoznać, ale najpierw spieszył się do pracy, a poza tym nie wypadało zaczepiać wszystkich w autobusie.
No i co miałby powiedzieć?
Cześć, jestem Leon.
Oto mój numer, zadzwoń do mnie po pracy?” to brzmiało zbyt banalnie.
Wysiadł więc bez słowa, nie czekając, aż ona również wyjdzie.
Już w drodze do biura miał wrażenie, jakby dziewczyna szła za nim choć wiedział, że to niemożliwe.
Po prostu bardzo byś chciał, żeby marzenia stały się rzeczywistością pomyślał z rozbawieniem.
Przez godzinę przy komputerze nie mógł przestać o niej myśleć.
Przeglądał foldery Excela, a jego wyobraźnia podsuwała mu tylko obraz jej oczu; otwierał służbowego maila, a tam wyraźnie widział jej uśmiech.
To było jak obsesja.
Aż nagle do biura wpadł dyrektor, Pan Janusz Borkowski, a za nim stała ona.
Proszę przywitać Zofię, naszą nową koleżankę!
Leon był pewien, że zwariował.
Jednak dziewczyna, która stała obok szefa, była jak najbardziej prawdziwa.
Miała na imię Zofia.
Uśmiechnęła się, wyciągnęła do niego dłoń:
Zofia.
Leon.
Bardzo mi miło.
Nie był w stanie powiedzieć nic więcej psychoemocje go przygniotły.
Jednak w środku buzowało w nim wszystko, a serce łomotało.
Czuł, że pojawiło się coś, co będzie tylko rosło w jego duszy.
Im częściej widywał Zofię w ciągu dnia, tym silniejsze było uczucie Chciał dla niej gwiazdkę z nieba, perełkę z Bałtyku, a może nawet i przenieść z miejsca Tatry.
Był gotów na wszystko, byle tylko zdobyć jej sympatię.
Tego wieczoru spotkał się jeszcze z Pawłem w parku Pole Mokotowskie, gdzie od lat wyprowadzali swoje psy.
Leon pieczołowicie relacjonował mu spotkanie z Zofią.
Zakochałeś się!
wypalił Paweł bez wahania.
Znam to z własnego życia.
Ujrzałem Kasię raz i wiedziałem, że chcę z nią być zawsze.
Też mam takie wrażenie Leon nie mógł przestać się uśmiechać.
To działaj, człowieku.
Zaproś ją na kawę.
Albo do kina.
Leon zebrał się na odwagę i po pracy podszedł do Zofii na przystanku, speszony, uśmiechnął się niepewnie i zapytał:
Nie odegraj sobie nic złego Ale może poszlibyśmy gdzieś dziś razem?
Kawa albo kino, jak wolisz
Zosia również się uśmiechnęła i przyjęła propozycję.
Wypili kawę w kawiarni koło Placu Zbawiciela, potem długo spacerowali pustymi ulicami Warszawy, a na koniec Leon zaprowadził ją do domu.
Było jeszcze piękniej niż wtedy, gdy to sobie wyobrażał.
Tej nocy długo nie spał spacerował z Bellą na wieczornym spacerze, potem leżał na łóżku i marzył Oświadczyny, wspólne życie, dzieci, rodzinne wypady za miasto na Mazury miał poczucie, że to wszystko jest na wyciągnięcie dłoni.
Minęły trzy miesiące.
Najpiękniejsze w jego życiu.
Kolacje przy Krakowskim Przedmieściu, wspólne filmy w kinie Luna, pocałunki pod ciepłym, letnim deszczem życie jak z filmu.
Zosia była cudowna.
Miła, radosna, uczciwa i pełna uroku Leon dziękował losowi za nią.
Jedyny problem?
Po spacerach z Zosią zawsze musiał jeszcze wyprowadzić Bellę.
Mieszkał sam, więc tylko on to robił.
Kilka razy sugerował, by wychodzili razem całą trójką, ale reakcja Zofii była za każdym razem dziwna: zamykała się nagle, odwracała wzrok, w końcu odmawiała.
Może pójdziemy tylko we dwoje, Leonie?
Bo jak zechcemy potem wpaść do kawiarni czy kina, z psem się nie uda
Masz rację przyznawał Leon.
Aż przyszła chwila, kiedy padła propozycja wspólnego zamieszkania.
Na oświadczyny Zosia się zgodziła, lecz z przeprowadzką zwlekała.
Zawsze znalazł się powód.
Wiem, nasz ślub dopiero za rok, ale możemy mieszkać razem już teraz Będę spokojniejszy, kiedy będziesz obok.
Tylko ja obiecałam właścicielce mieszkania, że zostanę do końca roku.
Nie chcę jej zostawiać na lodzie.
Może opłacę te dwa ostatnie miesiące?
A teraz chodź do mnie, pokażę ci mieszkanie, poznasz Bellę.
Spodoba ci się, na pewno.
Zosia posmutniała, ale zgodziła się, postanowiła, że spróbuje Powalczy ze swoim lękiem.
Tu mieszkam powtórzył Leon, ciepło się uśmiechając.
Wejdź, zaraz przyjdę.
Zofia stąpała po korytarzu mieszkania spięta, rozglądając się nerwowo po kątach.
Coś gryzło ją od środka
Gdy Leon wrócił do przedpokoju, zobaczył w jej oczach autentyczny strach, trzęsące się dłonie Bez słowa wybiegła, zostawiając drzwi szeroko otwarte.
Zosiu!
Dokąd biegniesz?!
Leon wybiegł za nią, Bella przy nim Zupełnie nie rozumiał, jak to wszystko tak strasznie się popsuło.
Dzwonił, pisał żadnego znaku.
Spotkał się nawet z Pawłem, by pozbyć się natłoku myśli.
Czekaj do poniedziałku.
Porozmawiasz z nią.
W pracy się nie ukryje.
Tym razem Leon od rana czekał przy oknie na autobus.
Gapił się na parujące szyby pojazdów, lecz Zofia nie pojawiała się, choć zawsze była przed czasem.
Już miał dzwonić do szefa, by wziąć wolne i jechać jej szukać, gdy nagle zobaczył ją idącą chodnikiem.
Włosy rozpuszczone, na policzkach łzy, w oczach smutek.
Zosiu, zaczekaj!
Dziewczyna stanęła w miejscu, widząc Leona poczuła się jeszcze bardziej przybita.
Co się stało, Zosiu?
Dlaczego uciekłaś?
Nie odbierasz telefonu Martwię się.
Leonie, przepraszam jej głos ledwo słyszalny.
Co jest nie tak?
Powiedz mi, proszę nalegał, łapiąc ją za rękę.
Już nie wytrzymam do wieczora.
Wybacz ale nie dam rady z tobą zamieszkać
Dlaczego?
Zraniłem cię?
Nie
Zofia ociera łzy i patrzy mu prosto w oczy.
Boję się
Czego, kochanie?
Czego się boisz?
Psów
Co?
Twojej Belli.
Każdego psa, Leonie.
Gdy miałam sześć lat, zaatakował mnie bullterier dusi się od wspomnień.
Czemu nigdy nie mówiłaś?
Nie mogłam, do tej pory nie umiem o tym opowiadać.
Byłam na placu zabaw, mama weszła do sklepu, a właściciel psa pijany nasłał go na mnie, żeby przegonił mnie z ławki.
Przeżyłam cudem.
Od tamtej pory mam lęk przed psami.
Ale przecież na ulicy jest pełno psów, radzisz sobie.
Na ulicy mogę obejść, mam ludzi dookoła A zamieszkać pod jednym dachem z takim dużym psem jak twoja Bella nie dam rady, przepraszam.
To nie wina ani twoja, ani psa to we mnie problem.
Możemy to przezwyciężyć
Próbowałam się przełamać.
Dlatego przyszłam do ciebie.
Ale mam ataki paniki Myślałam, że dam radę, ale jednak nie.
No i co ja mam teraz zrobić?
Leon zwierzył się później Pawłowi.
Kocham ją, ona mnie też A razem nie możemy mieszać.
To przecież nielogiczne
Ale Belli przecież się nie pozbędziesz?
Nigdy w życiu!
Nigdy!
Trzeba walczyć o szczęście.
Jej lęk to nie alergia można z tym coś zrobić.
Spróbuj pomóc.
Może z psychologiem.
Już była.
Nic nie dało?
Zofia mówi, że spróbuje dalej, ale nic nie obiecuje.
To już postęp.
Przynajmniej nie stawia ci ultimatum ja albo pies.
Inni by tak zrobili.
Pomóż jej, jeśli jej zależy.
Jak?
Spróbujcie wyjść razem z Bellą na spacer.
Poza domem: w parku, albo gdzieś w lesie.
Tam będzie spokojniej.
Myślisz, że się uda?
wzrok Leona rozbłysnął nadzieją.
Próbować zawsze warto!
Może z czasem Zofia przekona się, że Bella jej nie skrzywdzi.
Kilka dni później pod klatką Zofia zobaczyła Leona podjeżdżającego dużym autem.
Skąd masz samochód?
zdziwiła się.
Pożyczyłem od przyjaciela na próbę.
Chcesz, żebyśmy pojechali wszyscy razem?
blado się uśmiechnęła.
Spokojnie, Bella będzie w bagażniku, a ty koło mnie.
Nic się nie stanie.
Dobrze, spróbujmy.
Wjechali w las pod Otwockiem.
Leon otworzył Bellę z bagażnika, wyraźnie podając jej do zrozumienia, by nie podchodziła za blisko.
Ale tu pięknie zagadnął Leon, próbując odwrócić uwagę Zofii od lęku.
Rzeczywiście, odparła, choć rozglądała się niespokojnie.
W lesie założyli kalosze, bo po deszczach było błotniście.
Leon bawił się z Bellą piłką, starał się odciągać uwagę ukochanej od psa.
I jak, Zosiu?
Sama nie wiem patrzę na Bellę i nie wiem, co myśleć szepnęła, nie spuszczając psa z oczu.
Nie wszystkie psy są złe.
Masz prawo się bać, ale Bella jest dobra.
Zobaczysz, po kilku takich spacerach oswoisz się.
Rzucił piłeczkę w krzaki, Bella pobiegła za nią ze szczęśliwym szczekaniem.
Ona tak się cieszy, czy jest zła?
zapytała Zofia drżącym głosem.
Cieszy się, że odnalazła ulubioną zabawkę Leon przytulił Zofię mocno.
Gdy Bella znowu przyniosła piłkę, Leon zapytał z uśmiechem:
A może spróbujesz jej rzucić?
Boję się
Zamknij oczy, będzie łatwiej.
Jeden raz.
Zofia, ledwo oddychając, chwyciła piłeczkę, owinęła mocno dłonią, zamknęła oczy i rzuciła ją z całej siły w głąb lasu.
Super!
pochwalił Leon, Bella natychmiast pobiegła z radosnym szczekaniem.
Może już wracajmy?
szepnęła Zofia, coraz bardziej zmęczona napięciem.
Dobrze, zbieramy się.
Bella, już czas!
Tymczasem Bella nie wracała, tylko szczekała gdzieś z oddali coraz głośniej.
Pójdę zobaczyć, co się stało mruknął Leon.
Poczekaj tutaj.
Idę z tobą!
odpowiedziała Zofia bez namysłu.
Przebili się przez zarośla i zobaczyli Bellę uparcie szczekającą na piłeczkę która dryfowała na wodzie.
O co chodzi?
spytała Zofia, wyraźnie przerażona.
Bella boi się wody.
Przed laty wyciągnąłem ją jako szczeniaka z rzeki.
Dlatego teraz nie chce wejść po piłkę.
Psy się boją?
Myślałam, że niczego.
One też mają swoje strachy.
Ja ją uratowałem, ona woda omija.
Leon ruszył w stronę wody, ale nagle grunt zaczął się pod nim zapadać.
Wszystko w porządku?!
krzyknęła Zofia.
Tak trochę się zagrzebałem, to pewno tylko głęboka kałuża, nie bój się.
Ale z każdym krokiem było coraz trudniej woda już do pasa.
Chyba miałam rację, to bagno!
zauważył.
Bella szczekała coraz głośniej, a Leon czuł, że ugrzęzło mu się na dobre.
Nie mogę wyjść!
zawołał do przerażonej Zofii.
Zofia sięgnęła po telefon, ale zero zasięgu.
Tego tylko brakowało jęknęła.
Miała wrażenie, że serce wyskoczy z piersi.
Z jednej strony bagno, z drugiej wielki pies A Leon tonie.
Zosiu, proszę, znajdź gałąź!
zawołał Leon, walcząc z paniką.
Wtedy wszystko, co latami wypierała, powróciło ze zdwojoną siłą.
Była bliska ucieczki lecz spojrzała na Bellę pies spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
Nie możesz go zostawić! pomyślała gorączkowo.
Walczyła sama ze sobą, aż postanowiła zaryzykować wzięła głęboki oddech i zerwała z ziemi grubą gałąź.
Podeszła do bagna i podała ją Leonowi.
On złapał się mocno, a ona ciągnęła ile sił.
Bella nagle stanęła przy niej, przyłączyła się razem miały więcej mocy.
Wtedy lęk Zofii zniknął: zamiast strachu, czuła determinację i odpowiedzialność.
Po długiej chwili udało się!
Leon padł z sił na trawę, obok niego Zofia i Bella.
Dziewczyny, uratowałyście mi życie!
Leon oparł głowę na jej kolanach.
Wyciągnęłyście mnie jak z samego piekła
Tak się bałam Zofia znów rozpłakała się.
Proszę, tylko nie mów, że masz nową fobię Leon uśmiechnął się blado.
Zofia otarła łzy, spojrzała na psa i przytuliła go mocno.
Boję się tylko jednego stracić ciebie.
Ta myśl jest silniejsza niż każdy lęk.
Wieczorem, po gorącej kąpieli i po pysznym barszczu, cała trójka rozłożyła się na szerokiej kanapie, oglądając filmy o psach.
Zosia nie chciała tego dnia oglądać niczego innego Leon i Bella jak najbardziej jej towarzyszyli.
Najważniejsze jednak wszyscy troje zrozumieli, że strach przed utratą siebie nawzajem jest wspólny na całe życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 − 1 =

Boję się Cię stracić