**Ojciec-bohater**
Magda z siatką zakupów wolno wspinała się po schodach na trzecie piętro, licząc stopnie. Tak samo liczyli z synem, gdy wracali z przedszkola. Tomek pilnie powtarzał za nią, a po kilku miesiącach już sam radośnie liczył. *”Jak szybko urosł. Boże, oby wrócił, oby żył…”* — powtórzyła po raz kolejny, jak mantrę.
Piętro wyżej trzasnęły drzwi, na klatce rozległ się tupot szybkich kroków. Magda zatrzymała się na półpiętrze, ustępując miejsca.
— Dzień dobry! — wesoło przywitała się z nią czternastoletnia sąsiadka, Ola.
— Ola, stój! Czapkę zapomniałaś! — krzyknęła za nią matka z góry.
Dziewczyna niechętnie zawróciła.
— Ciepło przecież. Już mnie ta czapka denerwuje — mruknęła pod nosem.
Matka zbiegła na dół, wepchnęła córce wełnianą czapkę.
— Wieczorem będzie chłodno. Nie zatrzymuj się po tańcach, słyszysz? Od razu do domu.
— No dobra. — Ola wzięła czapkę i pobiegła na dół.
— Nie „dobra”, tylko załóż! — krzyknęła za nią matka.
— Witaj, Magda. Z pracy? Patrz, ta urwiszka, jak zawsze bez czapki ucieka, a potem katar i lament — poskarżyła się sąsiadka.
Ruszyły razem w górę. Magda wróciła do liczenia schodów, ale sąsiadka ją przerwała.
— Jak syn? Dzwoni?
— Nie — westchnęła Magda.
— No tak, wychowujesz dzieci, wychowujesz, a potem wyrastają i odchodzą, a my zostajemy z troską. Co nam innego pozostało? Za syna strach, a za córkę jeszcze większy. Ucieknie za chłopakami, a ty będziesz się zastanawiać, z kim i gdzie. A ona ma w głowie tylko te tańce.
Magda zatrzymała się pod swoimi drzwiami. Gdy wyjmowała klucze z kieszeni płaszcza, sąsiadka zniknęła za swoimi drzwiami. Weszła do przedpokoju i jak zwykle spojrzała na wieszak. Codziennie z nadzieją, że Tomek wróci. Wisiała tam tylko jej jesienna kurtka.
Postawiła siatkę na szafce w przedpokoju i zaczęła się rozbierać. Kiedyś Tomek biegł ją witać, zaraz opowiadając nowiny.
— Poczekaj, niech się rozbiorę — prosiła zmęczona. — Nie ruszaj siatki, ciężka.
Później, gdy podrósł, to ona wołała go, gdy wracała z pracy, prosiła, by zaniósł zakupy do kuchni, i pytała o szkołę.
— Wszystko gra — machał ręką, znosił siatkę i zaraz wracał do swojego pokoju.
Potem skończył liceum, poszedł na studia. Gdy Magda wracała z pracy, rzadko już zastawała go w domu. Coraz mniej dzielił się z nią sprawami.
*”Może kota wziąć? Będzie mnie witał, nie tak ciężko wracać do pustego domu…”* — westchnęła. Zawsze tak myślała, wchodząc do mieszkania, i zaraz zapominała. Jadała w pośpiechu i siadała przed telewizorem, wpatrzona w wiadomości.
Wpatrywała się z nadzieją w mężczyzn w jednakowych mundurach. Twarze mieli zasłonięte połowicznie. Oczy różne, ale spojrzenie takie samo — zmęczone, spokojne, ale też pełne nadziei, skierowane w kamerę. *”Rodziny rozpoznają, zobaczą, że żyje”.* Jeden z nich mógł być jej synem. Wierzyła, że pozna go od razu.
**Cztery miesiące temu**
— Tomek, jesteś? — zawołała, wchodząc do mieszkania.
— Jestem. — Powoli wyszedł ze swojego pokoju.
— Co tak wcześnie? — Magda z siatką przeszła do kuchni, Tomek wlókł się za nią. — Głodny? — Postawiła zakupy na krześle, zaczęła rozpakowywać. Tomek usiadł przy stole naprzeciwko.
— Czemu taki cichy? Coś się stało? — Magda zastygła z serkiem w ręce.
— Zdrowy jak koń. Wszystko w porządku, mamo.
Ale nie podobał jej się ten zamyślony wyraz twarzy. Włożyła serk do lodówki, złożyła pustą siatkę i schowała do szafki.
— Na śniadanie zrobię racuchy — powiedziała, wpatrując się w syna.
— Usiądź. — Skinął na krzesło, z którego przed chwilą zdjęła zakupy. Magda usłuchała, ale serce ścisnęło się niepokojem.
— Straszysz mnie. Co się dzieje? Żenić się chcesz?
— Mamo, idę na wojnę.
— J-jak? — jęknęła, jakby się potknęła. — Tak od razu? Przecież nie służyłeś w wojsku…
— Nie od razu. Po prostu nie mówiłem. Najpierw będzie szkolenie, a potem…
— Nie! — Potrząsnęła głową. — Dopiero skończyłeś studia, masz dobrą pracę… A ja? Pomyślałeś o mnie? Ja nie mam nikogo prócz ciebie. Nie możesz tak postąpić. Dlaczego?
— Bo jest wojna, mamo. Nie mogę stać z boku. Jestem zdrowy, silny, mam odpowiednie wykształcenie.
— Nie jesteś mężczyzną, jesteś chłopcem. Masz dopiero dwadzieścia trzy lata…
Natknęła się na twarde spojrzenie i zamilkła. W oczach zaiskrzyły się łzy, twarz syna zlała się w rozmazaną plamę. Otrząsnęła się.
— Kiedy? — Grube łzy spływały po policzkach.
— Jutro. Mamo, przepraszam, ale nie mogę udawać, że to mnie nie dotyczy, gdy inni…
Zerwała się z krzesła, przytuliła go mocno.
— Nie puszczę…
— Mamo, podjąłem decyzję. — Tomek odsunął jej ręce z wysiłkiem.
W końcu się uspokoiła. Długo rozmawiali. Tomek próbował tłumaczyć.
— Kiedyś spytałem cię o tatę, pamiętasz?
— Miałeś z pięć lat — odparła.
— I co mi odpowiedziałaś, pamiętasz?
Magda pokręciła głową.
— Powiedziałaś, że był żołnierzem, bohaterem, że zginął w jakiejś operacji.
Oczywiście pamiętała. Co miała mu powiedzieć? Że zakochała się, straciła głowę. A gdy powiedziała o ciąży przyszłemu ojcu, ten się przestraszył, namawiał na aborcję. Studenci, jeszcze dwa lata nauki…
Rozumiała, że ma rację, ale zwlekała. W końcu powiedziała matce. Ta nakrzyczała, popłakała, ale nie pozwoliła na aborcję. Za to była jej wdzięczna. Ale toMagda wyciągnęła dwa talerze i uśmiechnęła się przez łzy, widząc, jak Tomek pomaga Sergiuszowi usiąść przy stole, i nagle zrozumiała, że choć przeszłość bolała, teraz najważniejsze było to, że obaj wrócili do niej żywi.



