Biedna babcia mojego męża przepisała mu swój dom. Gdy otworzyliśmy jej szafy, trudno nam było uwierzyć w to, co zobaczyliśmy.

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię z rodziny mojego męża, która mnie do dziś zadziwia. Jego babcia, pani Stanisława, to była naprawdę wyjątkowa osoba trochę z innego świata, jeśli mnie pytasz. Mój mąż praktycznie każde wakacje spędzał u niej na wsi pod Krakowem. Ona wtedy prowadziła własną działalność, wyobraź sobie! Wszystko sama ogarniała: skupowała zioła od różnych ludzi, potem przerabiała je na mieszanki i sprzedawała do aptek. Mąż nigdy się nie dowiedział dokładnie, jak jej to wszystko wychodziło, ale pamięta, że jak na tamte czasy to naprawdę nieźle zarabiała, może nawet więcej niż niejeden dyrektor.
Tylko wiesz, ona miała taki twardy charakter. Kochała mojego męża bardzo, nigdy mu nie żałowała na jedzenie na stole było zawsze wszystko, co najlepsze: świeże pieczywo, własne przetwory. Ale jeśli chodziło o wydatki na jakieś słodycze, kino, czy inne atrakcje absolutnie nie! Każdy myślał, że ona chyba na coś wielkiego zbiera albo odkłada pieniądze na przyszłość. W domu miała ogromne szafy, pełne przegródek, szufladek, a wszystko pozamykane kluczami. Mąż był wtedy małym chłopakiem i nie raz próbował podpytać, co tam trzyma zawsze słyszał, że to rzeczy do pracy i żeby się tym nie interesował.
Potem przyszedł czas zmian lata dziewięćdziesiąte, każdy chciał być przedsiębiorcą, pojawiła się konkurencja i babcia musiała zamknąć swój biznes. Ale ona nie usiadła z założonymi rękami! Przerzuciła się na uzdrawianie ludzi, pomagała im modlitwą, ziołami, dobrym słowem. Nigdy nie brała złotówki za swoje usługi mimo to przychodziły do niej osoby zamożne, przywoziły w darze jedzenie, różne wiktuały. Bywaliśmy u niej jeszcze za jej życia i widzieliśmy, że żyje bardzo oszczędnie w wyciąganych swetrach, je niewiele, skromnie. Jak próbowaliśmy przywieźć jej jakieś przysmaki, to odmawiała i mówiła, żebyśmy jej nie rozpieszczali, bo ona jest przyzwyczajona do takiego życia.
No i wiesz co gdy odeszła, zostawiła dom mojemu mężowi. Pojechaliśmy wtedy z rodziną wszystko uporządkować i załatwić sprawy spadkowe. Zaglądając do spiżarni, nie mogliśmy uwierzyć półki uginały się od jedzenia, tylko że wszystko już przeterminowane, czasami nawet sprzed kilkunastu lat. Okazało się, że wdzięczni ludzie zostawiali jej te dary, a ona z nich prawie nie korzystała. Ale największy szok przeżyliśmy, jak zaczęliśmy otwierać te szafy na klucz. Cała góra drogich towarów z lat dziewięćdziesiątych eleganckie kapelusze, zagraniczne perfumy, garnitury, szale, aż wyglądało to jak takie minimuzeum luksusu sprzed lat. Wszystko w ogromnych ilościach, jakby na zapas polowała na wyprzedażach.
Do dziś zastanawiamy się, czemu tak gromadziła te rzeczy zamiast schować pieniądze, kupowała rzeczy, które po latach nie miały już swojej wartości Powiem Ci szczerze, do końca nie rozumiem tej babci Stasi. Była dziwna, ale zrobiła na nas ogromne wrażenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 4 =

Biedna babcia mojego męża przepisała mu swój dom. Gdy otworzyliśmy jej szafy, trudno nam było uwierzyć w to, co zobaczyliśmy.