Bezdomny – Opowieść o życiu na ulicach Warszawy

Bezdomny
Nie miałem gdzie się podziać. Dosłownie nigdzie… Przez kilka nocy mogę przespać się na dworcu. A potem? Nagle przyszła mi do głowy zbawcza myśl: Działka! Jak mogłem zapomnieć? Choć… działka to dużo powiedziane. Raczej zrujnowana chatka. Ale przecież lepiej już tam, niż na dworcu rozważałem.
Wsiadłem do pociągu podmiejskiego i oparłem się o zimne okno. Zamknąłem oczy, a trudne wspomnienia ostatnich wydarzeń dopadły mnie ze zdwojoną siłą. Dwa lata temu straciłem rodziców zostałem sam, bez żadnego wsparcia. Nie było za co opłacić studiów, porzuciłem więc uniwersytet i zacząłem pracować na targu.
Po wszystkim, co przeszedłem, spotkało mnie trochę szczęścia niedługo potem poznałem miłość swojego życia. Aleksandra była dobrą i porządną osobą. Po dwóch miesiącach zorganizowaliśmy skromny ślub.
Wydawało się, że wszystko się układa Ale los przygotował dla mnie kolejną próbę. Aleksandra zaproponowała, by sprzedać mieszkanie rodziców w centrum Warszawy i zacząć własny biznes.
Tak wszystko pięknie opisała, że nie miałem żadnych wątpliwości byłem pewny, że to słuszna decyzja i szybko zapomnimy o finansowych kłopotach. Gdy wszystko się ułoży, pomyślimy o dziecku. Tak bardzo pragnę zostać ojcem! marzyłem naiwnie.
Biznes niestety nie wypalił. Przez wieczne kłótnie o zmarnowane pieniądze szybko pogorszyły się nasze relacje. W końcu Aleksandra sprowadziła do domu nowego partnera i wskazała mi drzwi.
Na początku chciałem zgłosić sprawę na policji, ale zrozumiałem, że nie mam podstaw sam sprzedałem mieszkanie i przekazałem jej całą gotówkę
***
Wysiadłem na stacji i szedłem samotnie pustym peronem. Była wczesna, chłodna wiosna sezon działkowy jeszcze się nie rozpoczął. Przez trzy lata ogródek zarósł i był w opłakanym stanie. Nic, uporządkuję wszystko i będzie dobrze pomyślałem, choć wiedziałem, że już nic nie będzie jak dawniej.
Znalazłem klucz pod drewnianym gankiem, lecz drzwi się zacinały i nie chciały otworzyć. Wysilałem się długo, lecz bez skutku. W końcu przysiadłem na schodku i rozpłakałem się bezradnie.
Nagle, z sąsiedniej działki zobaczyłem dymek i usłyszałem szmer. Ucieszyłem się, że ktoś tam jest, i pobiegłem z nadzieją.
Pani Jadwigo, jest pani w domu? zawołałem.
Na podwórku zobaczyłem zarośniętego starszego mężczyznę. Zaskoczyło mnie to, poczułem strach. Nieznajomy rozpalony ogień, na którym podgrzewał wodę w brudnym Kubku.
Kim pan jest? Gdzie pani Jadwiga? spytałem, cofając się.
Proszę się nie bać. I błagam, nie dzwoń pan na policję. Nie robię nic złego. Do domu się nie włamuję, żyję tu, na podwórku
Ku mojemu zdziwieniu, miał miły, wykształcony ton. Mówił jak człowiek z dużą klasą.
Czy pan jest bezdomny? zapytałem niezręcznie.
Tak, ma pan rację odpowiedział cicho, spuszczając wzrok. Pan tu mieszka? Nie martw się, nie będę przeszkadzał.
Jak pan się nazywa?
Stanisław.
A nazwisko? dopytałem.
Nazwisko? zdziwił się. Nowak.
Przyjrzałem się Stanisławowi Nowakowi. Choć ubranie miał znoszone, było czyste. Sam staruszek również wydawał się zadbany.
Nie wiem, do kogo zwrócić się o pomoc westchnąłem ciężko.
Co się stało? zapytał troskliwie.
Drzwi się zacinały, nie mogłem ich otworzyć.
Jeśli pan pozwoli, mogę spróbować zaproponował bezdomny.
Bardzo bym był wdzięczny! powiedziałem z desperacją.
Gdy staruszek majstrował przy drzwiach, ja siedziałem na ławce i rozmyślałem: Kim jestem, by go oceniać czy potępiać? Przecież sam jestem bezdomny, mamy podobną sytuację
Tomek, drzwi otwarte! Stanisław Nowak uśmiechnął się i pchnął drzwi. Zamierza pan tu nocować?
No tak, a gdzie mam iść? zdziwiłem się.
W domu jest ogrzewanie?
Piec powinien być odpowiedziałem niepewnie, sam nie wiedząc, jak to działa.
Rozumiem. A drewno? spytał staruszek.
Nie wiem przyznałem.
Nic, coś wymyślę. Proszę iść do środka, zaraz wrócę powiedział stanowczo, opuszczając działkę.
Przez godzinę sprzątałem. W domu było wilgotno, zimno i nieprzyjemnie. Byłem przybity, nie wiedziałem, jak tu przeżyć. Wkrótce Stanisław przyniósł drewno. Ku swojemu zaskoczeniu cieszyłem się, że ktoś jest blisko.
Mężczyzna przeczyścił trochę piec i go napalił. Po godzinie w domu zrobiło się ciepło.
Wszystko! Piec dobrze rozpalony, proszę dorzucać trochę drewna, a na noc wygasić. Spokojnie, ciepło potrzyma do rana wytłumaczył.
A pan gdzie? Do sąsiadów? spytałem.
Tak. Proszę się nie gniewać, posiedzę trochę na ich działce. Do miasta nie chcę wracać Nie chcę rozgrzebywać przeszłości.
Panie Stanisławie, zaczekajcie. Najpierw zjedzmy kolację, napijmy się gorącej herbaty, potem pójdziecie zdecydowałem.
Staruszek nie protestował. Zdjął kurtkę i usiadł przy piecu.
Przepraszam, że pytam… zacząłem nieśmiało. Nie wyglądacie na typowego bezdomnego, dlaczego żyjecie na ulicy? Gdzie dom, rodzina?
Stanisław Nowak opowiedział, że całe życie wykładał na uniwersytecie. Młodość oddał pracy i nauce. Starzyznę przeżył samotnie kiedy uświadomił sobie, że jest sam, było już za późno na zmiany.
Rok temu zaczęła go odwiedzać siostrzenica. Dziewczyna delikatnie sugerowała, że będzie pomagać, jeśli zostawi jej mieszkanie w spadku. Mężczyzna ucieszył się i zgodził.
Potem Zuzanna zdobyła zaufanie wujka. Zaproponowała sprzedaż mieszkania w dusznym Śródmieściu i kupno porządnego domu pod Warszawą, z dużym ogrodem i altanką. Okazało się, że już znalazła idealny dom, niedrogi.
Stanisław zawsze marzył o świeżym powietrzu i ciszy nie namyślał się długo. Po sprzedaży Zuzanna zaproponowała założyć konto w banku, by nie trzymać pieniędzy w domu.
Wujku, usiądź pan na ławce, sprawdzę co i jak. Daj mi torbę, bo ktoś może nas obserwować powiedziała w wejściu do banku.
Zniknęła z torbą, a on czekał. Godzina, druga, trzecia… Siostrzenica nie wracała. Wszedł do banku nikogo nie było, z drugiej strony był drugi wyjście.
Stanisław Nowak nie mógł uwierzyć, że ukochana osoba tak go oszukała. Siedział na ławce, czekał na Zuzannę. Następnego dnia poszedł do niej drzwi otworzyła obca kobieta, wyjaśniła, że Zuzanna już tu nie mieszka. Sprzedała mieszkanie dwa lata temu…
Smutna historia westchnął staruszek. Od tego czasu żyję na ulicy. Do dziś nie wierzę, że nie mam już domu.
Tak, myślałem, że jestem sam w tej sytuacji Mam podobnie powiedziałem i opowiedziałem mu wszystko.
Źle to wszystko… Ja przynajmniej przeżyłem swoje życie… A pan? Zrezygnował pan ze studiów, został bez mieszkania… Ale niech pan się nie poddaje, każda trudność jest do pokonania. Pan jest młody, wszystko się jeszcze ułoży próbował pocieszać staruszek.
Dajmy już spokój smutkom, chodźmy na kolację! uśmiechnąłem się.
Przyglądałem się, jak z apetytem zjadał makaron z parówkami. Było mi go bardzo żal było widać, że jest bardzo samotny i bezradny.
Jak strasznie jest zostać samemu, bez dachu nad głową i świadomości, że nikomu nie jest się potrzebnym pomyślałem.
Tomeczku, mogę pomóc ci wrócić na studia. Na uniwersytecie mam jeszcze wielu znajomych. Myślę, że uda się dostać na miejsce finansowane przez państwo powiedział niespodziewanie. Oczywiście tak jak wyglądam, nie mogę pojawić się przed dawnymi kolegami. Napiszę list do rektora, ty się z nim spotkasz. Konstanty, mój stary przyjaciel na pewno pomoże.
Dziękuję, byłoby świetnie! ucieszyłem się.
Dziękuję za kolację, za rozmowę. Pójdę już, późno powiedział, wstając.
Nie idźcie. Nie dobrze to, gdzie pan pójdzie? powiedziałem cicho.
Nie martw się. Mam ciepły szałas na sąsiedniej działce. Jutro odwiedzę pana uśmiechnął się.
Nie trzeba spać pod gołym niebem. Mam trzy pokoje, możecie zostać w jednym, który wam odpowiada. Szczerze mówiąc, boję się zostać sam. Nie znam się na piecu. Nie zostawi pan mnie w potrzebie?
Nie, nie zostawię odpowiedział poważnie.
***
Minęły dwa lata… Udało mi się zdać sesję i w oczekiwaniu wakacji wracałem do domu. Nadal mieszkałem na działce. W zasadzie mieszkałem w akademiku, ale na weekendy i wakacje przyjeżdżałem tu.
Cześć! zawołałem, obejmując dziadka Staszka.
Tomku, mój wnuczku! Czemu nie napisałeś? Odebrałbym cię ze stacji. Jak poszło? Zdałeś? ucieszył się staruszek.
Tak! Prawie wszystko na piątkę! pochwaliłem się. Kupiłem ciasto. Nastaw czajnik, świętujemy!
Siedzieliśmy z Stanisławem Nowakiem, piliśmy herbatę i dzieliliśmy się nowościami.
Zasadziłem winogrona. Tam będzie altanka będzie wygodnie i przytulnie opowiadał.
Super! Jesteś tu gospodarzem, rób, jak uważasz. Ja tylko przyjeżdżam i wyjeżdżam zaśmiałem się.
Stanisław zupełnie się zmienił. Nie był już samotny miał dom, miał wnuczka, Tomka. Ja także wróciłem do życia. Stanisław stał się dla mnie bliskim człowiekiem. Jestem wdzięczny losowi, że zesłał mi dziadka, który zastąpił rodziców i wsparł kiedy najbardziej tego potrzebowałem.
Dziś wiem jedno każdy człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Nie warto oceniać i przekreślać innych czasem podobne doświadczenia łączą nas silniej niż pokrewieństwo.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

Bezdomny – Opowieść o życiu na ulicach Warszawy