BEZDOMNI – Walka o przetrwanie na ulicach Polski

Bezdomny

Jadwiga nie wiedziała, dokąd zejść. Dosłownie nigdzie Można przespacerować się po peronie dworca w Krakowie. A potem? Nagle świtała w jej głowie ratunkowa myśl: Willa! Jak mogłam o niej zapomnieć? Choć willa to słowo mocne! To raczej zniszczona chatka. Lecz i tak lepsza niż stacja kolejowa rozmyślała Jadwiga.

Wsiadając do elektrycznego pociągu podmiejskiego, przytuliła się do zimnego okna i zamknęła oczy. Na nią spłynęły ciężkie wspomnienia ostatnich lat. Dwa lata temu straciła rodziców, została sama, bez żadnego wsparcia. Nie mogła płacić czesnego, więc rzuciła studia i podjęła pracę na targu z produktami dla dzieci.

Po tych cierpieniach los uśmiechnął się Jadwidze i wkrótce spotkała swoją miłość. Tymoteusz Krawczyk okazał się dobrym i przyzwoitym człowiekiem. Po dwóch miesiącach para zorganizowała skromny ślub.

Wydawało się, że już można żyć i cieszyć się Lecz życie szykowało kolejny test. Tymoteusz zaproponował żonie sprzedaż rodzinnego mieszkania w centrum Warszawy i otwarcie własnego biznesu.

Mężczyzna malował tak pięknie przyszłość, że Jadwiga nie miała wątpliwości; była przekonana, że mąż wszystko robi słusznie i wkrótce ich rodzina zapomni o kłopotach materialnych. Wreszcie staniemy na nogi, będziemy mogli pomyśleć o dziecku. Tęsknię już za macierzyństwem! marzyła naiwnie Jadwiga.

Biznes Tymoteusza nie wypalił. Nieustanne kłótnie o rozbite na wiatr pieniądze szybko podzieliły parę. Wkrótce Tymoteusz przywiózł do domu inną kobietę, wskazując Jadwidze drzwi wyjścia.

Najpierw dziewczyna chciała zadzwonić na policję, lecz potem zrozumiała, że nie ma w czym oskarżać męża. Sama sprzedała mieszkanie i wręczyła pieniądze Tymoteuszowi

***

Wysiadając na stacji, Jadwiga samotnie wędrowała wzdłuż pustego peronu. Wczesna wiosna, sezon na działki jeszcze nie rozkwitł. Po trzech latach ziemia zarosła i była w fatalnym stanie. Nic nie szkodzi, posprzątam i będzie jak dawniej pomyślała, choć wiedziała, że dawniej już nie będzie.

Jadwiga bez trudu odnalazła klucz pod werandą, lecz drewniane drzwi zsunęły się i nie chciały się otworzyć. Z całych sił próbowała je wyważyć, ale to było trudniejsze niż wydawało się. Zrezygnowana usiadła przy werandzie i zapłakała.

Nagle na sąsiedniej działce zauważyła dymek i usłyszała szmer. Ciesząc się, że sąsiadowie są w pobliżu, pobiegła do nich.

Ciociu Róża! Czy jesteś w domu? zawołała.

Zobaczywszy w ogrodzie staruszka, Jadwiga zamarła ze zdumienia i strachu. Nieznajomy rozbijał mały ognisko, podgrzewając wodę w brudnym kubku.

Kim pan jest? Gdzie jest ciocia Róża? zapytała, cofać się nie odważając.

Nie bój się mnie. I proszę, nie wzywaj policji. Nic złego nie robię. Nie wchodzę do domów, mieszkam tu, na podwórku

Starszy człowiek miał przyjemny, wykształcony baryton. Brzmiało to, jakby rozmawiali wykształceni ludzie.

Czy pan jest bezdomny? zadała Jadwiga nietaktowne pytanie.

Tak. Masz rację mruknął, ukrywając wzrok. Mieszkasz w pobliżu? Nie martw się, nie będę ci przeszkadzał.

Jak się pan pan nazywa?

Michał.

A nazwisko?

Kowalski.

Jadwiga przyjrzała się uważnie Michałowi Kowalskiemu. Jego ubrania, choć podniszczone, były względnie czyste, a sam starszy pan był zadbany w miarę.

Nie wiem, do kogo się zwrócić po pomoc westchnęła ciężko.

Co się stało? zapytał współczująco.

Drzwi się zsunęły Nie mogę ich otworzyć.

Jeśli pozwolisz, mogę popatrzeć zaoferował bezdomny.

Będę wdzięczna! wykrzyknęła w desperacji.

Gdy Michał grzebał przy drzwiach, Jadwiga siedziała na ławce i rozmyślała o nieznajomym: Kim jestem, by go potępiać? Przecież i ja jestem bezdomna, mamy podobną sytuację.

Jadwigo, przyjmij pomoc! uśmiechnął się Michał i popchnął drzwi. Czekaj, zamierzasz tu nocować?

Tak, a gdzie? zdziwiła się dziewczyna.

Czy w domu jest ogrzewanie?

Musi być piec zdezorientowała się Jadwiga, nie wiedząc, jak to działa.

Rozumiem. A drewno? zapytał starzec.

Nie wiem przygniótła się.

Dobrze. Idź do domu, ja coś wymyślę powiedział stanowczo i wyszedł z podwórka.

Jadwiga spędziła około godziny na sprzątaniu. W domu było lodowato, wilgotno i nieprzytulnie. Dziewczyna była przygnębiona, nie wiedząc, jak może tu przetrwać. Wkrótce Michał wrócił z drewnem. Niespodziewanie, Jadwiga ucieszyła się, że obok jest choćby jedna żywa dusza.

Michał odkurzył nieco piec i rozgrzał go. Po godzinie w domu zrobiło się ciepło.

Gotowe! Piec rozgrzany, dorzucajcie trochę drewna, a wieczorem go przygasić. Nie martwcie się, ciepło utrzyma się do rana wyjaśnił.

A pan dokąd idzie? Do sąsiadów? spytała Jadwiga.

Tak. Nie sądźcie mnie surowo, zamieszkam trochę u nich na działce. Nie chce mi się jechać do miasta Nie chcę rozmyślać o przeszłości.

Michałie Kowalski, poczekaj. Najpierw zjemy, napijemy się gorącej herbaty, potem pójdzie pan powiedziała stanowczo.

Starzec nie protestował. Cicho zdjął kurtkę i usiadł przy piecu.

Przepraszam, że wtrącam się w pana sprawy zaczęła Jadwiga. Po prostu nie wyglądacie na typowego bezdomnego, dlaczego żyjecie na ulicy? Gdzie jest wasz dom, rodzina?

Michał opowiedział, że całe życie wykładał na uniwersytecie w Poznaniu. Młode lata poświęcił pracy, pasjonował się nauką. Starość podeszła niespodziewanie. Gdy zdał sobie sprawę, że został zupełnie sam na jesieni życia, było już za późno, by coś zmienić.

Rok temu zaczęła go odwiedzać siostrzenka, Zuzanna. Delikatnie sugerowała, że pomoże mu, jeśli zostawi jej mieszkanie w spadku. Mężczyzna ucieszył się i zgodził.

Zuzanna wniosła się do jego życia, namawiała go na sprzedaż mieszkania w zatłoczonej dzielnicy i zakup solidnego domu na przedmieściach z dużym ogrodem i przytulną altanką. Okazało się, że ma już wybraną, niedrogą nieruchomość. Michał marzył o świeżym powietrzu i ciszy, więc zgodził się bez wahania. Po sprzedaży mieszkania Zuzanna zasugerowała otwarcie konta bankowego, by nie trzymać dużych kwot w gotówce.

Wujku Mikołaju, usiądźmy na ławce, a ja sprawdzę, co się dzieje. Wezmę torbę, bo nie wiadomo, kto nas obserwuje rzekła Zuzanna przy wejściu do banku.

Zuzanna zniknęła w sali, a Michał czekał. Czekał godzinę, dwie, trzy Siostrzenka nie wychodziła. Wchodząc do banku, zobaczył, że klienci nie ma, a po drugiej stronie jest drugi wyjście.

Michał nie mógł uwierzyć, że własna rodzina tak go oszukała. Został na ławce, czekając na Zuzannę. Następnego dnia poszedł do jej domu. Drzwi otworzyła nieznajoma kobieta i wyjaśniła, że Zuzanna od lat nie mieszka już w tym mieście. Sprzedała mieszkanie dwa lata temu

Co za smutna historia westchnął starzec. Od tamtej chwili żyję na ulicy. Nie mogę uwierzyć, że nie mam już domu.

Tak Myślałam, że jestem jedyną Mam podobną sytuację powiedziała Jadwiga, opowiadając mu wszystko.

To ciężko. Przeżyłem już życie A ty? Opuściłaś uczelnię, zostałaś bez mieszkania Nie poddawaj się, każda trudność ma rozwiązanie. Jesteś młoda, wszystko będzie dobrze pocieszał ją starzec.

Co byśmy nie mówili o smutku? Chodźmy jeść! uśmiechnęła się Jadwiga.

Patrzyła, jak Michał pochłania makaron z kiełbaską z apetytem. W tym momencie poczuła wielki żal do niego. Był widocznie samotny i bezradny.

Jak przerażająca jest samotność, zostawać samemu na ulicy i czuć, że nie jesteś potrzebny myślała Jadwiga.

Jadwigo, mogę pomóc ci wrócić na uczelnię. Mam wielu przyjaciół, mogę napisać list do rektora, a ty spotkasz się z nim. Konrad, mój stary znajomy, na pewno pomoże.

Dziękuję. To wspaniale! rozpromieniła się.

Dziękuję ci za kolację, za wysłuchanie. Muszę już iść, jest późno odparł, wstając.

Czekaj. Nie jest dobrze, dokąd idziesz? mruknęła.

Nie martw się. Mam ciepły schron w sąsiedniej stodole. Jutro wpadnę znowu uśmiechnął się.

Nie musisz iść na dwór. Mam trzy przestronne pokoje. Możesz zająć którykolwiek. A szczerze mówiąc, boję się samej. Boję się pieca, którego nie rozumiem. Nie zostawisz mnie w potrzebie?

Nie, nie zostawię zapewnił poważnie.

***

Minęły dwa lata Jadwiga zdała sesję z wyróżnieniem i w podniebieniu letnich wakacji wyruszyła w drogę powrotną. Mieszkała w akademiku, a w weekendy i ferie jeździła na swoją działkę.

Cześć! zawołała radośnie, obejmując dziadka Mikołaja.

Jadwigo! Kochana! Dlaczego nie zadzwoniłaś? Spotkałbym cię na peronie. No i jak? Zdałaś? ucieszył się starzec.

Tak! Prawie wszystko na piątkę! pochwaliła się. Masz tort, postaw czajnik, będziemy świętować!

Jadwiga i Michał pili herbatę i wymieniali nowinki.

Posadziłem winorośl. Zaraz zrobię altankę. Będzie przytulnie opowiadał.

Świetnie! A właściwie to ty tu rządzisz, rób, co uważasz. Ja przyjeżdżam, odjeżdżam zaśmiała się Jadwiga.

Mężczyzna całkowicie się odmienił. Nie był już samotny. Miał dom, wnuczkę Jadwigę. Dziewczyna odnalazła sens życia. Michał Kowalski stał się dla niej ojcowską postacią. Jadwiga dziękowała losowi, że posłał jej dziadka, który zastąpił rodziców i podtrzymał ją w trudnym momencie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

BEZDOMNI – Walka o przetrwanie na ulicach Polski