Przemocna teściowa
– Musisz przekazać te pieniądze mojej mamie – przekonywał Igor – ona nie jest ci obca! Jest twoją teściową, drugą matką!
A ty na co je chcesz wydać? Na swoją młodość? Nie wybaczę ci, jeśli coś się stanie mamie!
W wieku 29 lat Igor był już trzykrotnie żonaty, ale z żadną żoną nie potrafił odnaleźć szczęścia.
Żony miał, delikatnie mówiąc, niezbyt dobre – wszystkie trzy ośmieliły się okazać brak szacunku jego mamie, Alicji Władysławowicz.
Pierwszą żonę, Annę, Igor poznał jeszcze na studiach i początkowo dziewczyna zrobiła na nim dobre wrażenie.
Po miesiącu znajomości od razu się jej oświadczył.
Alicja Władysławowicz postanowiła przetestować przyszłą synową i zaakceptowała jej kandydaturę:
– Dobrze gotuje, myje naczynia porządnie, z każdej strony. Synku, koniecznie powiedz Annie, że po ślubie powinna iść do pracy.
Wiele osób teraz łączy studia z pracą. Nie chcę, żeby twoja żona cię wykorzystywała!
Igor postanowił, że nic nie powie Annie wcześniej, a rozmowa odbyła się dopiero po ślubie:
– Aniu, musisz pójść do pracy – stwierdził stanowczo.
– Jak mam pracować, skoro studiuję dziennie?
– Nie wiem, znajdź coś na wieczór. Przecież ja pracuję.
– Ale ja nie planowałam iść do pracy – zmartwiła się Anna – a jeśli wkrótce będziemy mieć dziecko? Co wtedy?
– To nie problem – zapewnił Igor – trochę zostaniesz na urlopie macierzyńskim, a potem wrócisz do obowiązków. Mamusia zajmie się dzieckiem!
Anna już wtedy pomyślała, że może zrobiła błąd, przyjmując oświadczyny Igora.
Małżeństwo rozpadło się po czterech miesiącach – Anna uciekła od męża i teściowej do rodziców.
Alicja Władysławowicz natychmiast zadzwoniła do matki Anny:
– Ona do was nie wróci – oznajmiła matka Anny – naprawdę myślisz, że wychowałam córkę, żeby ją rządziła niezbyt rozgarnięta kobieta z jej synkiem?
Składajcie papiery rozwodowe, Anna nie chce już żyć z Igorem!
Igor rozwiódł się z Anną i wcale nie był z tego powodu zasmucony – taka żona nie była mu potrzebna.
Zresztą, jego pogląd podzielała mama:
– Dobrze, synku, że to wszystko zakończyło się teraz. A pomyśl, co by było, gdybyście mieli dzieci?
Siedziałaby Ania na urlopie, nic by nie robiła, pieniędzy by nie zarabiała. Wszystko na twojej głowie, synku!
Nic, masz zaledwie 23 lata, to jeszcze nie czas na martwienie się. Z pewnością spotkasz swoje szczęście!
***
Szczęście pojawiło się na drodze Igora rok po rozwodzie z Anną. Poznał Zofię, dziewczynę z innego miasta.
Igor był zadowolony ze swojej wybranki, tym bardziej, że Zofia pracowała i zarabiała przyzwoitą pensję.
Tym razem Alicja Władysławowicz postanowiła pominąć testy – wystarczyło jej, że przyszła synowa będzie się przyczyniać do wspólnego budżetu.
Pobrali się szybko, a tydzień po ślubie Zosia zaskoczyła Igora:
– Kochanie, chciałam ci coś powiedzieć, ale się bałam…
– Co powiedzieć i czego się bałaś? – zdziwił się Igor.
– No, wydawało mi się, że się ode mnie odwrócisz… W sumie, mam dziecko!
Igor był zasmuczony: znów niewłaściwy wybór! Wychowywanie dziecka z innego związku nie było w jego planach.
Natychmiast poszedł po radę do mamy, a Alicja Władysławowicz powiedziała:
– Nic strasznego! Gdzieś to dziecko do tej pory mieszkało? Tam niech zostaje!
Niech Zosia czasem przyprowadzi go w odwiedziny. O przeprowadzce teraz nie może być mowy, wasze relacje nie są jeszcze sprawdzone czasem.
A co jeśli, jak z Anią się szybko rozwiedziesz?
Igor przekazał słowa matki żonie. Zofia była zmartwiona: miała nadzieję, że syna przeprowadzi ze wsi do miasta, ale nie przeciwstawiła się mężowi.
Pomyślała, że z czasem ten problem się sam rozwiąże. Można przecież postawić Igora przed faktem dokonanym, przywieźć dziecko i powiedzieć, że jej rodzice już nie mogą się nim zajmować.
Tak też zrobiła Zofia.
Około miesiąc po swoim wyznaniu Zofia przywiozła siedmioletniego syna do mieszkania Alicji Władysławowicz.
Dziecko zostało przyjęte chłodno, a Igor od razu zastrzegł:
– Powiedz mu, żeby mnie ojcem nie nazywał, a mojej mamy babcią też nie potrzeba! Dla twojego syna jesteśmy obcymi ludźmi.
Nie chcę też słyszeć próśb o zakup czegokolwiek. Wnoś część swojej pensji do wspólnej kasy, a resztę wydawaj na dziecko.
Zosię oczywiście bardzo bolało takie podejście. Liczyła, że serce Igora zobaczywszy jej syna, zmięknie.
Tak naprawdę, Zosia wyszła za Igora tylko z powodu mieszkania, wynajmowane pochłaniało lwią część zarobków.
To małżeństwo również nie trwało długo, Zofia, zmęczona ciągłymi pretensjami, złożyła pozew o rozwód, zabrała syna i wróciła z dzieckiem do rodziców.
Igor znów został sam, a Alicja Władysławowicz ponownie pocieszyła syna:
– Nie, Igorku, wyobraź sobie: z tobą przez całe życie miałby mieszkać obcy dzieciak!
Z Zosi nie było żadnego pożytku, jedyną rzeczą było to, że pracowała. Robiłam wszystko wokół domu, gotowałam dla wszystkich.
A Zosia nawet nie powiedziałaby „dziękuję” za to, a nos zaczęła kręcić. Dlaczego mamy ciepło traktować jej dziecko?
Przecież nie jest dla nas kimkolwiek ważnym!
***
Trzecią żonę Igor poznał na konferencji naukowej. Tam pojechał jako asystent profesora.
Wera oczarowała Igora – od razu było widać, kobieta z klasą i operatywnością.
Zaczęli rozmawiać, Igor dowiedział się, że Wera jest dobrze sytuowana, ma własne mieszkanie, samochód i pewien status w społeczeństwie.
Zabiegać o Werę Igor musiał długo, początkowo nie dopuszczała go zbyt blisko do siebie.
Kiedy Igor wszystko opowiedział matce o nowej znajomości, Alicja Władysławowicz ucieszyła się:
– Synku, to to, czego ci potrzeba! Z taką kobietą na pewno nie zginiesz! A to, że jest o 12 lat starsza – drobiazg!
Ile mówisz, że zarabia? Trzy razy więcej od ciebie? Bierzemy. Bez wątpienia!
Początkowo Wera nie chciała wychodzić za Igora:
– Powiedz mi, po co nam ten ślub? Co on zmienia? Możemy żyć bez aktu małżeństwa.
– No co ty, Werusia – oburzył się natychmiast Igor – nie mogę tak! Ja nie jestem tak wychowany! Nie akceptuję życia na kocią łapę, dlatego zróbmy to po bożemu.
Wera pomyślała i się zgodziła. W końcu, teraz rozwód jest łatwy do uzyskania.
Nie chciała się przeprowadzać do teściowej:
– Po co miałabym mieszkać gdzieś, majac własne trzypokojowe mieszkanie? Jeśli chcesz, przeprowadź się do mnie. Do twojej mamy na pewno nie pójdę!
– No kochana, nie mogę zostawić mamy! Jak sobie poradzi beze mnie?
– Sądząc po wyglądzie, Alicja Władysławowicz nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat. Da sobie radę.
Słyszałeś moje warunki, Igor. Jeśli chcesz, przeprowadzaj się, a jeśli nie, żyjmy osobno. Zgadzam się.
***
Igor jednak się przeprowadził do żony, co bardzo nie spodobało się Alicji Władysławicz.
Liczyła na to, że po przeprowadzce Wery jej trzypokojowe mieszkanie zacznie być wynajmowane, co byłoby dodatkowym stałym dochodem.
Wera, kobieta doświadczona w sprawach miłosnych, szybko zaczęła dostosowywać Igora do siebie.
Tak umiejętnie prowadziła sprawy, że udało jej się ograniczyć „wizyty” męża u matki, Igor coraz rzadziej odwiedzał Alicję Władysławicz.
– Synku, przestałeś zupełnie przychodzić – narzekała Alicja Władysławicz – co się dzieje? Żona cię nie puszcza?
– Mamo, teraz jestem bardzo zajęty – kłamał Igor – Wera mówi, że muszę się rozwijać. Zaproponowała napisanie doktoratu! I tym właśnie się teraz zajmuję.
Igor po ślubie z Werą przestał dawać matce pieniądze. Alicja Władysławicz była niezadowolona – najpierw sugerowała synowi, a potem mówiła wprost:
– Dlaczego nie dajesz mi pieniędzy? Jak mam utrzymać nasze dwupokojowe mieszkanie?
– Mamo, chwilowo nie mam dodatkowych pieniędzy – tłumaczył Igor – jak tylko się pojawią, zacznę ci pomagać. Proszę, wytrzymaj trochę.
Wera skoncentrowała się na oderwaniu Igora od spódnicy Alicji Władysławicz.
Podobał jej się jako człowiek, był troskliwy, uległy, łatwo przystawał na kompromisy.
Wera konsekwentnie przekształcała męża w typicznego pantoflarza – bardzo lubiła taki typ mężczyzn.
***
I to małżeństwo nie trwało długo. Alicja Władysławicz, po wykorzystaniu wszelkich sposobów na wyciągnięcie pieniędzy od syna, była przybita.
Oczywiście, to Wera była winna emocjonalnego okrucieństwa Igora. Emerytka długo myślała i w końcu wymyśliła, jak zmusić syna do wydania pieniędzy:
– Igorku, potrzebuję pieniędzy na leczenie! Zachorowałam. Jak się wyprowadziłeś, zdrowie całkiem mi się posypało!
– Co się stało, mamo?
– Oj, synu, długo by opowiadać. Potrzebuję 200 tysięcy, będzie operacja.
– Mamo, ale ja teraz nie mam takich pieniędzy! Wiem, że Wera je ma. Poproś żonę, myślę, że ci nie odmówi.
– Mamo, a jak odmówi?
– To wtedy groź rozwodem! Powiedz, że z nią nie będziesz żyć, jeśli nie zgodzi się pomóc twojej mamie.
Igor poczekał na powrót żony z pracy i od razu zwrócił się do niej z prośbą.
Wera wysłuchała i odmówiła:
– Igorku, dobrze wiesz, że sporo pieniędzy inwestuję w swoją urodę. Mam 200 tysięcy, ale są już przeznaczone.
Te pieniądze wydam na klinikę kosmetologiczną, na zabiegi dla zachowania młodości.
Igor niemal się zakrztusił z oburzenia:
– Na zabiegi? Wera, rozumiesz, że tu chodzi o życie i śmierć? Moja mama jest chora, jej zdrowie jest dużo ważniejsze niż jakieś zastrzyki!
Żądam, abyś mi pomogła. Jesteś moją żoną i masz moralny obowiązek mi pomóc!
– Kto tak mówi? – uśmiechnęła się Wera – nic ci nie jestem winna, kochanie. Chora twoja mama? Szukaj pieniędzy na jej leczenie. Co ja mam z tym wspólnego?
– W takim razie złożę wniosek o rozwód – odważnie stwierdził Igor, pewny, że ta wiadomość odświeży Werę.
– No i dobrze, składaj. W każdym razie mi się znudziłeś. Zabierz swoje rzeczy i wracaj do ukochanej mamusi. Nie da się z tobą żyć!
Igor się przestraszył i szybko poprosił o refleksję. Wera nie zmieniła swojej decyzji, sama spakowała jego rzeczy i wystawiła go za drzwi.
Alicja Władysławowicz była zadowolona z rozwodu, bo jej syn wrócił do rodzinnego domu, ale Igor martwił się i wciąż miał nadzieję na powrót do żony.



