Bezczelna siostra matki

– I co, teraz rodzinie pomóc trudno? Wypędzaj ich kopniakami w tyłek – i od razu miejsce się znajdzie! – kobieta nie przestawała próbować za darmo odwiedzić wielkiego miasta. – Karolinka tak marzyła o zwiedzeniu Warszawy! My, nawiasem mówiąc, już bilety kupiliśmy i jutro przyjeżdżamy! Żeby mieszkanie było gotowe na ten moment, zrozumiałeś?

– Tak, zaraz. – uśmiechnął się student, zamierzając zakończyć rozmowę. – Może jeszcze czerwony dywan wam rozłożę? Powiedziałem wszystko, sami się martwcie.

Był przyjemny czerwcowy dzień. Krzysztof wracał z uniwersytetu, ciesząc się zakończeniem sesji. Teraz można było trochę odpocząć. Chłopak po drodze wpadł do sklepu, żeby nabrać niezdrowego jedzenia na wieczór z serialem. Dotarłszy do mieszkania, które Krzysztof wynajmował razem z kolegami z roku, Bartkiem i Tomkiem, zamierzał spędzić resztę dnia w samotności, gdy nagle zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się: „Mama”.

– Cześć, mamo! – uśmiechnął się student. – Jak tam? Nie tęsknisz?

Po drugiej stronie usłyszał zmęczony głos kobiety:

– Synku, witaj – odpowiedziała Zofia, z rozrzewnieniem słuchając syna. – U nas wszystko po trochu, pracy sporo, nie ma czasu na nudę. – cicho się uśmiechnęła. – Krzysiu, jak nauka? Jak egzaminy?

– Zdałem sesję, mamo – mówił Krzysztof, głośno chrupiąc chipsami. – Teraz będę szukał pracy na wakacje.

– No, dzięki Bogu. – Zofia westchnęła z ulgą. – Synku, mam do ciebie prośbę…

– Jaką? – zainteresował się chłopak.

– Pamiętasz ciocię Ewę? Moją kuzynkę?

Student zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie, kim była ciocia Ewa. Przewijając w głowie licznych krewnych zarówno ze strony ojca, jak i matki, wciąż nie mógł sobie jej przypomnieć.

– No jak to nie pamiętasz? – Zofia lekko się zdziwiła. – Była u nas dziesięć lat temu na twoje urodziny. Ma córkę, Karolinę.

A-a-a, teraz chłopak sobie przypomniał. Ciocia Ewa rzeczywiście była na imprezie, ale wspomnienia o niej nie były zbyt przyjemne.

Krzysztof powoli odtwarzał w pamięci obraz tamtego dnia: jak ciocia podarowała mu jakiś brzydki sweter, jak przechadzała się po jego pokoju, gdy rodzice w kuchni przygotowywali się do przyjęcia, i narzekała na bałagan.

– A u mojej Karolinki w pokoju jest idealny porządek – mówiła Ewa, przeglądając każdą półkę w szafie – ani jednej kurzynki! A u ciebie co? Rodzice cię nie wychowali, jak trzeba, i rośniesz jak świnia.

Jako dziecko Krzysztof nie do końca rozumiał słów dorosłej cioci. I co w tym złego? Z powodu nieposprzątanych zabawek czy kubków na stole już można go nazwać świnią?

A tak, jeszcze Karolina… Dziewczynka była o dwa lata młodsza od Krzysztofa. W obcym domu zachowywała się, jak jej się podobało – widać, że matka w ogóle się nią nie zajmowała. Na prośby chłopca, żeby wyszła z pokoju, Karolina tylko się zaśmiała, pokazała język i zaczęła grzebać w szufladach, szukając czegoś ciekawego. Znalazłszy ulubioną kolorowankę Krzysztofa, najpierw ją obejrzała, a potem zaczęła bezlitośnie drzeć, patrząc na chłopaka z szyderstwem. Krzysztof nie wytrzymał i, odbierając jej to, co zostało z książeczki, siłą wypchnął Karolinę za drzwi. Na zewnątrz najpierw usłyszał płacz dziecka, który szybko przerodził się w histeryczny krzyk, a potem – głośne kroki ciężkiej kobiety, która w kilka sekund znalazła się w drzwiach.

– A ty świnio! – krzyknęła ciocia, złośliwie patrząc na Krzysztofa. – Ty moją dziewczynkę bijesz?

– Ja jej nie biłem… – próbował się tłumaczyć chłopak, pokazując na strzępy papieru, ale kobieta go nie słuchała. Zamiast tego dała mu mocnego klapsa, a potem, podnosząc go za ramiona, zaczęła nim potrząsać z całej siły. – Ja ci pokażę, łajdaku, jak moją dziewczynkę obrażać!

Krzysztof mógł tylko przerażonym wzrokiem patrzeć na kobietę. Chłopak wisiał w powietrzu, nogi mu dyndały w rytm potrząsania, a z oczu leciały łzy. Kątem oka zauważył rodziców, którzy byli w lekkim szoku. W końcu ojcu udało się uwolnić syna, niemal za włosy odciągnąć Ewę i wyrzucić ją z mieszkania razem z płaczącą córką. Od tamtej pory Krzysztof ich więcej nie widział.

Przypomniawszy matce o tamtym „przyjęciu”, chłopak usłyszał w odpowiedzi ciężkie westchnienie i następujące słowa:

– Wszystko to trzeba zostawić w przeszłości, synku. Tyle lat minęło, nie ma co się dąsać. Myślę, że Ewa przez te lata się zmieniła…

– No, nie wiem – Krzysztof wątpił w obecną normalność cioci. – A tak w ogóle, to czemu nagle o niej przypomniałaś?

Zofia lekko się zawahała, zanim odpowiedziała na pytanie.

– No wiesz, jest taka sprawa… Ewa z córką i teściem chcą do was do Warszawy przyjechać. Chcieliby u ciebie na tydzień się zatrzymać. I byłoby super, gdybyś im pokazał miasto, zabytki.

„A, no tak – pomyślał chłopak, słuchając matki. – Dlatego ciocia tak nagle się pojawiła”.

– Mamo, nie mogę ich ugościć, przepraszam – odpowiedział Krzysztof. – Nie ma dla nich miejsca. Poza tym Bartek i Tomek też płacą za wynajem, są pełnoprawnymi lokatorami. Jeśli rodzina tak chce przyjechać, to niech wynajmą hotel.

– No tak, masz rację. – zgodziła się Zofia. – Przekażę jej to. Dobrze, synku, odpoczywaj.

Pożegnali się, a Krzysztof po przekąsce postanowił trochę posprzątać. Włączył odkurzacz i nie usłyszał, jak jego telefon uparcie dzwonił, a gdy zauważył nieodebrane połączenia, zdziwił się nie na żarty – aż dwadzieścia. I wszystkie z jednego nieznanego numeru. Chłopak postanowił oddzwonić, i niemal od razu odebrała zirytowana kobieta.

– Krzysztof! – krzyknęła Ewa, nie witając się. – Dlaczego nie chcesz nas przyjąć w mieszkaniu? Nie rozumiesz, że w hotelu jest bardzo drogo?

– Już wszystko wyjaśniłem mamie – piskliwy głos cioci natychmiast przywołał nieprzyjemne wspomnienia. – Nie mieszkam sam, wynajmuję mieszkanie z dwoma kolegami…

– I co, teraz rodzinie pomóc trudno? Wypędzaj ich kopniakami w tyłek – i od razu miejsce się znajdzie! – kobieta nie przestawała próbować za darmo odwiedzić wielkiego miasta. – Karolinka tak marzyła o zwiedzeniu Warszawy! My, nawiasem mówiąc, już bilety kupiliśmy i jutro przyjeżdżamy! Żeby mieszkanie było gotowe na ten moment, zrozumiałeś?

– Tak, zaraz. – uśmiechnął się student, zamierzając zakończyć rozmowę. – Może jeszcze czerwony dywan wam rozłożę? Powiedziałem wszystko, sami się martwcie.

Z czystym sumieniem Krzysztof kontynuował sprzątanie. Gdy Bartek i Tomek wrócili do domu, chłopak opowiedział kolegom o sytuacji, a ci się z niej pośmiali.

– Ciocia chyba nie ma wszystkich w domu, nie przejmuj się – śmiał się Tomek, kręcąc palcem przy skroni. – Ja takich znam – od groma. Przywykniesz.

Spędzając czas z kolegami, Krzysztof naprawdę zapomniał o całej sytuacji. Następnego ranka obudził się w świetnym humorze i postanowił dzisiaj nigdzie nie jechać, tylko zostać w domu. Gdy grał w grę komputerową, telefon znów zadzwonił. I znowu od cioci Ewy.

Nie rozumiejąc, czego jeszcze chce, Krzysztof odebrał.

– Halo.

– No i gdzie ty jesteś? – niezadowolona Ewa spytała siostrzeńca. – My tu na dworcu stoimy, czekamy, aż nas zabierzesz!

– Nie rozumiem, gdzie mam was zabrać? – zdziwił się chłopak, odrywając wzrok od monitora.

– Do mieszkania, gdzie indziej? – wrzasnęła kobieta do słuchawki. – Czy ty w ogóle masz rozum? Zapomniałeś wczorajszą rozmowę?

Student osłupiał z takiej bezczelności i odpowiedział krewniaczce, krzycząc do słuchawki:

– Może to pani nie ma rozumu? Nie zrozumiała pani za pierwszym razem, że nie zamierzam zapewniać wam darmowego noclegu? Chcieliście do Warszawy – to teraz spacerujcie po Warszawie, oddychajcie świeżym powietrzem!

Krzysztof gwałtownie odłożył słuchawkę i dodał numer cioci do czarnej listy. Taki drobiazg zepsuł mu humor na długo. Cały dzień chodził po mieszkaniu, ignorując współlokatorów, i myślał:

„No tak, taką rodzinę to i wrogowi bym nie życzył… Dobrze, że adresu nie znają…”

Tymczasem Ewa nie dawała spokoju Zofii, narzekając na swój los:

– Twój Krzysztof zupełnie się zepsuł w tym wielkim mieście! Tu rodzina w potrzebie, a on… W każdym razie przekaż temu łajdakowi, żeby nie czekał, aż mu pomożemy! Nie doczeka się!

Zofia tylko rozłożyła ręce, słuchając lamentów kuzynki.

Koniec.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 5 =

Bezczelna siostra matki