Bezczelna siostra matki

– I co, teraz rodzinie pomóc trudno? Wypędzaj ich kopniakami pod tyłek – i od razu miejsce się znajdzie! – kobieta nie przestawała próbować za darmo gościć w dużym mieście. – Karolinka tak marzyła, żeby zobaczyć Warszawę! My, nawiasem mówiąc, już bilety kupiliśmy i jutro przyjeżdżamy! Żeby mieszkanie było na nas gotowe, zrozumiałeś?

– Tak, jasne. – uśmiechnął się student, zamierzając zakończyć rozmowę. – Może jeszcze czerwony dywan wam rozłożę? Powiedziałem wszystko, radźcie sobie sami.

Był przyjemny czerwcowy dzień. Kacper wracał z uniwersytetu, ciesząc się zakończeniem sesji. Teraz można było trochę odpocząć. Chłopak po drodze wpadł do sklepu, żeby zaopatrzyć się w niezdrowe przekąski na wieczór z serialem. Gdy dotarł do mieszkania, które wynajmował razem z kolegami z roku, Bartkiem i Dominikiem, zamierzał spędzić resztę dnia w spokoju, gdy nagle zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się: „Mama”.

– Cześć, mamo! – uśmiechnął się student. – Jak tam? Nie tęsknisz?

Po drugiej stronie usłyszał zmęczony, ale spokojny głos:

– Synku, witaj – odpowiedziała Zofia, z radością słuchając syna. – U nas wszystko po trochu, pracy sporo, nie ma czasu na nudę. – cicho się uśmiechnęła. – Kacperku, jak nauka? Jak egzaminy?

– Zdałem sesję, mamo – mówił Kacper, głośno chrupiąc chipsami. – Teraz będę szukał pracy na wakacje.

– No, dzięki Bogu. – Zofia westchnęła z ulgą. – Synku, mam do ciebie prośbę…

– Jaką? – zainteresował się chłopak.

– Pamiętasz ciocię Jadzię? Moją kuzynkę?

Student zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie, kim była ciocia Jadzia. Przewijając w głowie licznych krewnych zarówno ze strony ojca, jak i matki, wciąż nie mógł sobie jej przypomnieć.

– No jak to nie pamiętasz? – Zofia zdziwiła się. – Była u nas dziesięć lat temu na twoje urodziny. Ma córkę, Karolinę.

A-a-a, teraz chłopak przypomniał sobie. Ciocia Jadzia rzeczywiście była na imprezie, ale wspomnienia o niej nie były zbyt przyjemne.

Kacper stopniowo odtwarzał w pamięci obraz tamtego dnia: jak ciocia podarowała mu jakiś brzydki sweter, jak przechadzała się po jego pokoju, podczas gdy rodzice w kuchni przygotowywali się do przyjęcia, i narzekała na bałagan.

– A u mojej Karolinki w pokoju jest idealny porządek – mówiła Jadwiga, przeglądając każdą półkę w szafie – ani jednej kurzu! A u ciebie co? Rodzice cię nie wychowują, jak należy, i rośniesz sobie jak świnia.

Jako dziecko Kacper nie do końca rozumiał słów dorosłej cioci. I co w tym złego? Z powodu nieposprzątanych zabawek czy kubków na stole już można go było nazwać świnią?

A tak, jeszcze Karolina… Dziewczynka była o dwa lata młodsza od Kacpra. W obcym domu zachowywała się, jak jej się podobało – widać, że matka w ogóle się nią nie zajmowała. Na prośby chłopca, żeby opuściła pokój, Karolina tylko się zaśmiała, pokazała język i zaczęła grzebać w szufladach w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Znalazłszy ulubioną kolorowankę Kacpra, najpierw przyjrzała się jej z zainteresowaniem, a potem zaczęła bezlitośnie drzeć, patrząc na chłopaka z szyderczym uśmiechem. Kacper nie wytrzymał i, odbierając jej to, co zostało z książeczki, siłą wypchnął Karolinę za drzwi. Na zewnątrz najpierw usłyszał płacz dziecka, który szybko przerodził się w histeryczny krzyk, a potem – głośne kroki ciężkiej kobiety, która w kilka sekund znalazła się w drzwiach.

– Ach, ty brzydalu! – krzyknęła ciocia, złośliwie patrząc na Kacpra. – Ty co, moją dziewczynkę bijesz?

– Ja jej nie biłem… – próbował się usprawiedliwić chłopak, wskazując na strzępy papieru, ale kobieta go nie słuchała. Zamiast tego dała mu mocny policzek, a potem, podnosząc go za ramiona, zaczęła nim potrząsać z całej siły. – Ja ci pokażę, łajdaku, jak moją dziewczynkę obrażać!

Kacper mógł tylko przerażonym wzrokiem patrzeć na kobietę. Chłopak wisiał w powietrzu, nogi mu dyndały w rytm potrząsania, a z oczu płynęły łzy. Kątem oka zauważył rodziców, którzy byli w lekkim szoku. W końcu ojcu udało się uwolnić syna, niemal za włosy odciągnąć Jadzię i wyrzucić ją z mieszkania razem z płaczącą córką. Od tamtej pory Kacper ich więcej nie widział.

Przypominając matce tamte „urodziny”, chłopak usłyszał w odpowiedzi ciężkie westchnienie i następujące słowa:

– Wszystko to trzeba zostawić w przeszłości, synku. Tyle lat minęło, nie ma co się dąsać. Myślę, że Jadzia się zmieniła…

– No, nie wiem – Kacper wątpił w obecną normalność cioci. – A tak w ogóle, to czemu nagle o niej przypomniałaś?

Zofia trochę się zawahała, zanim odpowiedziała na pytanie.

– Rozumiesz, tu taka sprawa… Jadzia z córką i teściem chcą do was przyjechać do Warszawy. Chcieliby u ciebie na tydzień się zatrzymać. I byłoby super, gdybyś im pokazał miasto, zabytki.

„A, no tak – pomyślał chłopak, słuchając matki. – Dlatego ciocia tak nagle się pojawiła”.

– Mamo, nie mogę ich ugościć, wybacz – odpowiedział Kacper. – Nie ma dla nich miejsca. Poza tym Bartek i Dominik też płacą za wynajem, są pełnoprawnymi lokatorami. Jeśli rodzina tak chce przyjechać, to niech wynajmą hotel.

– No, racja. – zgodziła się Zofia. – Przekażę jej to. Dobrze, synku, odpoczywaj.

Pożegnali się, a Kacper po przekąsce postanowił trochę posprzątać. Włączył odkurzacz i nie usłyszał, jak jego telefon uparcie dzwonił, a gdy zauważył nieodebrane połączenia, zdziwił się nie na żarty – aż dwadzieścia. I wszystkie z jednego nieznanego numeru. Chłopak postanowił oddzwonić, i prawie od razu odebrała zirytowana kobieta.

– Kacper! – krzyknęła Jadwiga, nie witając się. – Dlaczego nie zamierzasz nas przyjąć w mieszkaniu? Nie rozumiesz, że w hotelu jest bardzo drogo?

– Już wszystko wyjaśniłem mamie – piskliwy głos cioci natychmiast przywołał nieprzyjemne wspomnienia. – Nie mieszkam sam, wynajmuję mieszkanie z dwoma kolegami…

– I co, teraz rodzinie pomóc trudno? Wypędzaj ich kopniakami pod tyłek – i od razu miejsce się znajdzie! – kobieta nie przestawała próbować za darmo gościć w dużym mieście. – Karolinka tak marzyła, żeby zobaczyć Warszawę! My, nawiasem mówiąc, już bilety kupiliśmy i jutro przyjeżdżamy! Żeby mieszkanie było na nas gotowe, zrozumiałeś?

– Tak, jasne. – uśmiechnął się student, zamierzając zakończyć rozmowę. – Może jeszcze czerwony dywan wam rozłożę? Powiedziałem wszystko, radźcie sobie sami.

Z czystym sumieniem Kacper kontynuował sprzątanie. Gdy Bartek i Dominik wrócili do domu, chłopak opowiedział im o sytuacji, a oni tylko się śmiali.

– Ciocia chyba nie ma wszystkich w domu, nie przejmuj się – śmiał się Dominik, kręcąc palcem przy skroni. – U mnie takich znajomych – wóz i mała przyczepa. Przywykłem.

Spędzając czas z kolegami, Kacper naprawdę zapomniał o całej sytuacji. Następnego ranka obudził się w świetnym nastroju i postanowił zostać w domu. Gdy grał na komputerze, nagle zadzwonił telefon. Znowu od cioci Jadzi.

Nie rozumiejąc, czego jeszcze chce, Kacper odebrał.

– Halo.

– No i gdzie ty jesteś? – zirytowana Jadwiga zapytała siostrzeńca. – My tu na dworcu stoimy, czekamy, aż nas zabierzesz!

– Nie rozumiem, gdzie mam was zabrać? – zdziwił się chłopak, odrywając się od monitora.

– Do mieszkania, gdzie indziej? – wrzasnęła do słuchawki kobieta. – Czy ty w ogóle masz rozum? Zapomniałeś wczorajszej rozmowy?

Student osłupiał z takiej bezczelności i odpowiedział krewniaczce, krzycząc do słuchawki:

– Może to pani ma za mało rozumu? Nie zrozumiała pani za pierwszym razem, że nie zamierzam zapewniać wam darmowego noclegu? Chcieliście do Warszawy – to teraz spacerujcie po Warszawie, oddychajcie świeżym powietrzem!

Kacper gwałtownie odłożył słuchawkę i dodał numer cioci do czarnej listy. Taka drobnostka zepsuła mu humor na długo. Cały dzień chodził po mieszkaniu, ignorując współlokatorów, i myślał:

„No tak, taką rodzinę to i wrogowi bym nie życzył… Dobrze, że adresu nie znają…“

A tymczasem Jadwiga nie dawała spokoju Zofii, narzekając na swój los:

– Twój Kacper zupełnie się zepsuł w tym dużym mieście! Tu rodzina w potrzebie, a on… W każdym razie przekaż temu łajdakowi, żeby nie liczył na naszą pomoc! Nie doczeka się!

Zofia tylko rozłożyła ręce, słuchając lamentów kuzynki.

Koniec.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 2 =

Bezczelna siostra matki