Dzisiaj zapisuję tę historię jak pamiętnikowe wyznanie. Może kiedyś ktoś przeczyta i zrozumie, że nigdy nie jest za późno na zmianę.
Pani Janino, dziś o szóstej jest wywiadówka u Wojtka. Proszę iść do szkoły, bo z Robertem nie zdążymy. Żeby pani nie zapomniała, zadzwonię koło piątej i przypomnę rzuciła synowa Kinga z przedpokoju, jednocześnie poprawiając szminkę.
Kingo, może jednak wy sami Słuch mam już nie ten. Tam tylu rodziców, wszyscy coś proponują, a ja tylko się denerwuję odpowiedziała Janina, wychodząc z pokoju.
Pani Janino, no przecież Robert pracuje do nocy, a ja mam raporty. Siedzi pani w domu i tak! Znowu to samo syknęła zirytowana Kinga.
Kochanie, nie siedzę bezczynnie. Sprzątam, chodzę po zakupy, gotuję obiad dla Wojtusia A mam już sześćdziesiąt siedem lat upierała się Janina.
Widzę, że dziś poranek pod znakiem kłótni. Będzie mi pani wypominać, że gotuję wnukowi zupę. To pani jedyny wnuk, między nami mówiąc! Robert, no powiedz coś! Kinga była już na skraju wytrzymałości.
Mamo, no idź i już. Posiedzisz, posłuchasz. Jak powiedzą, żeby zebrać pieniądze, od razu daj znać, przeleję. O co ta awantura? spokojnie odpowiedział Robert.
I tak nie pójdę. Miałam dziś swoje plany cicho powiedziała Janina.
No to zajmij się pani swoimi planami! Wszyscy przyjdą, a nasz syn jak sierota! Dziękuję za zepsuty humor! wrzasnęła Kinga i wyszła, trzasnąwszy drzwiami.
Tak właśnie Wszyscy przyjdą Janina wróciła do pokoju.
Robert pokręcił się po przedpokoju, poprawił krawat przed lustrem, wziął laptopa i też wyszedł.
Wychodzę. Wojtek, nie spóźnij się do szkoły. drzwi znów zatrzasnęły się za nim.
W mieszkaniu zapanowała cisza.
Dwunastoletni Wojtek był już gotowy do wyjścia. Ostatnie minuty przed szkołą postanowił spędzić na graniu w konsolę. W słuchawkach nawet nie słyszał, co się dzieje w domu. A właściwie nic nie słyszał.
Janina siedziała w swoim pokoju na małej kanapie i patrzyła przez okno. Przez pięć lat w tej ciasnej klitce nauczyła się na pamięć widoku za szybą: róg sąsiedniego bloku, brzoza, krzaki dzikiej róży i kawałek placu zabaw. To był jej świat. Bo większość wolnego czasu spędzała właśnie tak wpatrzona w okno.
Czuła się jak niania i służąca we własnym domu. A przecież kiedyś było inaczej
Urodziła się w zwykłej rodzinie. Zawsze skromna, grzeczna. Szkoła, studia, praca. Nie została w obcym mieście wróciła do rodzinnych stron.
Zatrudniła się w fabryce. Tam poznała przyszłego męża kierownika działu, Zbigniewa. Pokochali się, wzięli ślub, urodził się Robert.
Marzyła o córce, ale los miał inne plany. Do fabryki przyjechała młoda technolog Elżbieta. Mówili, że tylko na szkolenie nowej maszyny. Elżbieta nie tylko naprawiła maszynę zabrała Janinie męża.
Zbigniew sam wystąpił o rozwód. Zawsze marzyłem o życiu w dużym mieście tłumaczył. Elżbieta ma mieszkanie, perspektywy Zostawił ją z synem. Alimenty płacił, ale synem się nie interesował.
Janina nie narzekała. Ciężko pracowała, by dać Robertowi wszystko, co najlepsze. Tylko jedno ją martwiło syn odziedziczył jej charakter. Zbyt łagodny, zbyt uległy.
Robert dorósł, poszedł na studia. Pewnego dnia oznajmił, że przyprowadzi narzeczoną. Janina modliła się, by to była dobra dziewczyna.
Przyszła Kinga. Nie spodobała się Janinie ładna, ale zbyt rezolutna. Wyobrażała sobie syna z kimś spokojniejszym. Ale nie protestowała.
Wkrótce wzięli ślub. Mieszkali na wynajmie, potem kupili kawalerkę. Gdy Wojtek miał iść do szkoły, Kinga wpadła na pomysł:
Robert, może namówimy twoją matkę? Niech sprzeda swoje mieszkanie, my swoje, kupimy trzypokojowe. Będzie miała swój kąt, a przy okazji pomoże z Wojtkiem. Przecież ktoś musi go odbierać ze szkoły, pilnować lekcji. Ja właśnie awansowałam nie mogę ryzykować kariery. A ona i tak jest na emeryturze.
Możemy spróbować zgodził się Robert.
Janinie nie podobał się ten pomysł.
Kingo, nie chcę wam przeszkadzać. Tu jestem u siebie, a tam będę jak przysługa
Co za bzdury! Pomaga pani synowi i wnukowi! przekonywała Kinga.
Po długich namowach Janina się zgodziła. Mieszkania sprzedały się szybko. Kinga znalazła nowe, po remoncie.
Chciałabym zabrać trochę mebli. Maszynę do szycia też. Może wynajmiemy auto? spytała Janina przy pakowaniu.
Pani Janino, proszę mnie nie straszyć! To wszystko stare graty! Za transport zapłacimy więcej, niż to warte. A szyć pani i tak nie będzie będzie pani zajęta Wojtkiem.
Wtedy Janina zrozumiała, że wpadła w pułapkę.
W nowym mieszkaniu czuła się obco. Wstawała wcześnie, ale siedziała cicho, by nie budzić innych. Obiad jadła, gdy ją zawołali. Do łazienki? Kinga zawsze tam była farbowała włosy, gadała przez telefon.
Zamknęła się w swoim pokoju. We wrześniu, gdy wszyscy byli w pracy, trochę odżyła. Ale i tak była sprzątaczką, kucharką, nianią.
W weekendy było najgorzej goście, hałas. Nikt na nią nie zwracał uwagi. By nie siedzieć jak więzień, chodziła do parku.
Pewnego dnia poznała tam Pawła. On też był sam owdowiał, córka mieszkała daleko. Najpierw spotykali się przypadkiem, potem umawiali się celowo. Rozmowy z nim stały się jej jedyną radością
I tego dnia Janina naprawdę miała plany. Nie zamierzała iść na wywiadówkę. U Pawła były urodziny.
Nie chcąc drażnić Kingi, zadzwoniła do niego, pogratulowała i obiecała przyjść później.
Poszła na zebranie, a potem do Pawła. Pili herbatę, rozmawiali, spacerowali. Wróciła dopiero koło jedenastej.
Kinga czekała w przedpokoju.
Oszalała pani?! Wojtek sam w domu, a my się martwimy!
Dlaczego m


