Będziesz na mnie czekać?

Czy będziesz na mnie czekać?

Jak szybko mija czas. Ledwo się obejrzała, a już zbliża się pięćdziesiątka. A wydawało się, że wiecznie będzie młoda. Barbara spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Przechylała głowę raz w jedną, raz w drugą stronę. Same rozczarowanie. Ale, jak to mówią, trzeba siebie pokochać taką, jaką się jest. No dobrze. I co niby miała pokochać? Cienie pod oczami, opadające kąciki ust, zmarszczki, smutne spojrzenie. Oj, lepiej nie patrzeć na te uroki.

A przecież nie dźwigała cegieł, nie harowała w fabryce – całe życie spędziła w jasnym, ciepłym biurze, przekładając papiery. A jednak lata odcisnęły piętno na jej twarzy.

Barbara westchnęła. „I po co się martwię? Kto na mnie patrzy? Pełno jest młodych dziewczyn. No to się uspokój. Oddychaj równo” – rozkazała sobie. I rzeczywiście wzięła głęboki oddech, potem jeszcze jeden. „Nic wielkiego, Marek wrócił. Dawno o mnie zapomniał. Tyle wody upłynęło…”

***

– Basia, chodźmy do kina? – zaproponował Marek, czerwieniąc się tak, że aż uszy mu zapłonęły.

– Na jaki film? – spytała z udawaną obojętnością, podczas gdy serce podskoczyło jej z radości.

– Zapomniałem tytułu, ale koledzy oglądali – podobał im się.

– Lubię filmy o miłości albo przygodowe – powiedziała marzycielsko i zauważyła, jak twarz Marka się wydłużyła. – No dobrze, chodźmy. A kiedy?

– Możemy teraz – ucieszył się.

Barbara pomyślała. Mama nie dała jej żadnych zadań, a lekcje mogła odrobić później. Matka była w pracy, nie musiała pytać o pozwolenie.

– Chodźmy – zgodziła się.

W sali kinowej było niewiele ludzi – dzień roboczy. Zgasły światła, rozpoczął się film pełen strzelanin i pościgów samochodowych. Barbara spojrzała ukradkiem na profil Marka. Był pochłonięty akcją. Pod koniec potyczki bohater uratował dziewczynę z rąk bandytów i zaczęli się całować. Barbara się spięła i zaczerwieniła, bo przecież Marek siedział obok i też to widział.

Nagle przysunął się do niej, na ile pozwalało ramię fotela, i wziął jej dłoń w swoją. Serce zabiło mocniej, Barbara zamarła, bojąc się poruszyć. Za chwilę musiał dotknąć ustami jej policzka… Ale nie. Bohaterowie znów uciekali przed pościgiem, a Marek wpatrywał się w ekran. A Barbara przeczekała cały film, wstrzymując oddech.

Po seansie włączono światła, a Marek wypuścił jej dłoń. Barbara od razu poczuła chłód. W drodze do wyjścia zapięła płaszcz i nałożyła czapkę, żałując, że film skończył się tak szybko.

Na dworze zapadły już wczesne zimowe zmierzchy. Szli pieszo do domu, a Marek z zapałem opowiadał o najciekawszych momentach filmu, jakby nie siedziała obok niego. Gdy milkł, zapadała niezręczna cisza. Barbara pytała o coś, a on znów zaczynał mówić. Wciąż czekała, że weźmie ją za rękę. Ale w jednej dłoni niósł jej tornister, a drugą gestykulował, komentując fabułę.

Pod domem Barbara zatrzymała się i spuściła wzrok. Marek też milczał.

– To już pójdę? – Wzięła od niego tornister i otworzyła furtkę.

– Basia, jeszcze kiedyś pójdziemy do kina? – zawołał za nią.

Obejrzała się. W półmroku nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że boi się odmowy.

– Chodźmy! – odparła wesoło i pobiegła do domu.

Poszli do kina jeszcze kilka razy. I za każdym razem, gdy gasły światła, Marek brał jej dłoń i trzymał do końca seansu. Czasem po prostu spacerowali. Marek skończył szkołę rok wcześniej, wiosną miał iść do wojska. Nie zdecydował się na studia, pracował z ojcem w warsztacie samochodowym.

Pewnego razu pocałował ją w kącik ust. A ona bała się, że nigdy się nie odważy. Jakże była wtedy szczęśliwa!

Wiosną poszedł do wojska. Wieczorem przed wyjazdem wywołał ją na dwór, rzucając kamykiem w okno. Barbara narzuciła płaszcz i wyszła. Był pijany.

– Wyjeżdżam jutro rano. Będziesz na mnie czekać?

– Tak – odpowiedziała ochryple. – Oczywiście, że będę.
Jak on może wątpić? Dla niej nie istniał nikt poza nim.

Wtedy mama zorientowała się, że Barbary długo nie ma, wychyliła się przez okno i zawołała ją do domu. Stanęła na palcach, pocałowała Marka w rozgrzany policzek i uciekła.

Ojciec Barbary pił i poprzedniej zimy zamarzł w zaspie. Matka związała się z innym mężczyzną. Barbara czuła się nieswojo, wstydziła się wyjść do kuchni. Po skończeniu szkoły wyjechała do wojewódzkiego miasta. Niedaleko – zaledwie półtorej godziny autobusem. Matka nie protestowała. Wydawało się Barbarze, że nawet odetchnęła z ulgą. Dała córce trochę pieniędzy na start i pomachała na pożegnanie, gdy ta wsiadała do autobusu z jedną małą walizką.

Pierwsze miesiące mieszkała u znajomych koleżanki, którzy też przyjechali do miasta z ich rodzinnej wsi. Skończyła kurs księgowości i z pierwszą wypłatą wynajęła pokój.

Marek nie obiecywał pisać. Nie domyślił się albo nie zdążył – ale co za różnica? Barbara i tak na niego czekała. Do domu wracała rzadko. Podczas jednej z wizyt zauważyła, że matka ma zaokrąglony brzuch. Trochę się zdenerwowała, że mama pokocha inne dziecko, a ona będzie już tylko „odciętym kawałkiem”.

Nie postrzegała matki jako młodej kobiety, chociaż ta miała zaledwie czterdzieści lat. Barbara nigdy nie widziała, żeby matki jej koleżanek rodziły w tym wieku. Było jej wstyd i niezręcznie, więc przestała jeździć do wsi.

Ale wróciła, gdy Marek miał wracać z wojska. Koleżanka napisała, że rodzice spodziewają się go w weekend. Maliutki braciszek już dreptał po domu na pulchnych nóżkach. Matka nazwała go Markiem, Marusiem. Gdy Barbara wołała go po imieniu, od razu przypominała sobie tamtego Marka.

Co chwilę wybiegała przed dom, wypatrując, czy nie idzie. Ale Marek nie przyjechał. W sklepie usłyszała, jak jego matka narzeka, że się spóźnia, że wraca z narzeczoną – nie miejscową, ale z okolic, gdzie służył.

Całą noc Barbara płBarbara zamknęła oczy i uśmiechnęła się lekko, bo zrozumiała, że czasem życie rozdaje drugie szanse, nawet jeśli przychodzą późno, niż się spodziewaliśmy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + pięć =

Będziesz na mnie czekać?