Będziemy żyć dla siebie nawzajem
Po śmierci mamy, trochę się otrząsnąłem. Mama ostatnio leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej chorowała w domu opiekowaliśmy się nią razem z żoną Dorotą na zmianę. Nasze domy stoją prawie drzwi w drzwi. Proponowałem mamie, żeby zamieszkała u nas, ale nie zgodziła się była uparta.
Synku, tutaj umarł twój tata i ja chcę tu umrzeć. Lepiej mi tu płakała, a ja nie mogłem jej odmówić.
Nam z Dorotą byłoby łatwiej, gdyby mama mieszkała z nami, ale z drugiej strony, nasza córka Basia ma trzynaście lat i nie chciałem, żeby patrzyła, jak babcia gaśnie na jej oczach. Ja pracowałem zmianowo w fabryce, Dorota była nauczycielką nauczania początkowego. Mama więc cały czas była pod opieką nawet na noc zostawaliśmy u niej na zmianę.
Mamo, czy babcia niedługo umrze? zapytała kiedyś Basia. Szkoda jej, taka dobra była.
Nie wiem, córeczko. Kiedyś to przyjdzie, taka jest kolej rzeczy odpowiedziała jej matka.
Nagle stan mamy się pogorszył i trafiła do szpitala. Mam młodszą siostrę, Jadwigę, jest ode mnie trzy lata młodsza, ma syna Bartka, którym najczęściej opiekowała się moja mama albo Dorota, bo Jadwiga wiecznie była „w delegacji”. Dawno się rozwiodła i nawet nie chciała opiekować się matką wiedziała, że my z żoną o wszystko zadbamy. Jadwiga była moim zupełnym przeciwieństwem twarda, bezwzględna, kłótliwa.
Trzy dni później mama zmarła w szpitalu. Po pogrzebie uznaliśmy z Dorotą, że trzeba sprzedać dom, bo inaczej popadnie w ruinę. Mama jeszcze za życia darowała dom mnie z Jadwigą miała trudne relacje, więc nie zostawiła jej nic. Jadwiga o tym wiedziała i już od dawna nie utrzymywała z matką kontaktu.
Ale kiedy dom został sprzedany, Dorota uparła się:
Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel się na pół z Jadwigą.
Dorotka, przecież Jadwiga ma mieszkanie po byłym mężu, a pieniądze i tak szybko roztrwoni.
Nieważne, Paweł tłumaczyła żona będziemy mieli czyste sumienie, a Jadwiga nie będzie nas obgadywać na każdym kroku.
Przystanąłem na to i oddałem Jadwidze połowę pieniędzy. Ale ona tylko powiedziała:
To wszystko? A gdzie reszta?
Minęły dwa lata. Basia skończyła już piętnaście lat. Ale znowu przyszło nieszczęście Dorota zachorowała. Od dawna narzekała na osłabienie, ale zwalała to na pracę z dziećmi. Pewnego dnia straciła przytomność na podwórku. Trafiła do szpitala, zdiagnozowali nowotwór, niestety już w zaawansowanym stadium.
Panie doktorze, może da się jeszcze coś zrobić? pytałem zrozpaczony.
Lekarz bezradnie rozłożył ręce.
Robimy, co możemy, ale zbyt późno zgłosiła się do szpitala.
Przywiozłem więc Dorotę do domu, całkiem już osłabioną. Opiekowałem się nią razem z Basią, ale choroba postępowała błyskawicznie. Sam nauczyłem się robić zastrzyki, wziąłem urlop, żeby być blisko. Gdy urlop się skończył, musiałem wrócić do pracy, więc Basia opiekowała się matką, gotowała, czasem ją myła. Było jej już bardzo ciężko.
Przyszła wtedy Jadwiga.
Paweł, moja pralka się popsuła, możesz naprawić? Ty się na tym znasz.
Dobrze, wstąpię jutro po pracy powiedziałem i naprawdę naprawiłem.
Przy wyjściu poprosiłem:
Może chociaż czasem wpadnij do nas Basia jest sama z matką, jak mam nockę. Ma dopiero piętnaście lat, bardzo się męczy.
Daj spokój. To już twoja sprawa, a nie moja odpowiedziała szorstko, nawet nie podziękowała mi za naprawę pralki.
Po tych słowach zrozumiałem, że nie ma sensu liczyć na siostrę.
Nie proś mnie o nic więcej. Jesteś zimna i bezduszna.
Nie rozmawiałem już z Jadwigą. Dorota gasła coraz szybciej. Pewnego dnia Basia wybiegła mi naprzeciw, gdy wracałem z pracy.
Tato, mamie bardzo źle, nie je, nie odzywa się, tylko leży tyłem do ściany. Chciałam jej podać lekarstwo i wodę, ale nie chciała.
Nic się nie martw, damy radę, córeczko próbowałem ją pocieszyć.
Ale tej nocy Dorota zmarła. Ryczałem razem z Basią, zostaliśmy sami. Po śmierci żony poczułem ulgę miałem świadomość, że już nie cierpi, a córka nie musi tego widzieć. Kochałem Dorotę, ale ta okropna choroba wykończyła ją i nas obu.
Po pogrzebie przeżywałem to bardzo. Brakowało jej obecności, ciepła, troski. Basia też rozpaczała, ale próbowała mnie pocieszać.
Tato, robiliśmy wszystko, co mogliśmy. Musimy się pogodzić, że mamy już nie ma, ona tam jest szczęśliwa i już nie cierpi. Poradzimy sobie mamy siebie.
Jesteś taka dojrzała, Basiu odpowiedziałem, zdziwiony tą zmianą u córki. Ta tragedia sprawiła, że szybko dorosłaś.
Basia starała się zawsze być przy mnie, a ja po pracy biegłem do domu wiedziałem, że na mnie czeka i nawet coś ugotuje. Szybko się nauczyła gotować siadaliśmy do kolacji i opowiadaliśmy sobie o dniu.
Któregoś dnia po powrocie Basia powiedziała:
Wróciłam dziś ze szkoły, a zaraz za mną weszła ciocia Jadwiga.
Po co tu przyszła? spytałem zirytowany. Nie wpuszczaj jej więcej do domu.
Weszła za mną, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, że chce zabrać mamy futro i jeszcze kilka jej rzeczy. Twierdziła, że ty wiesz.
Nic jej nie dawaj. Następnym razem zamykaj się od razu ostrzegłem.
Niedługo potem, będąc w pracy, nagle rozbolało mnie w piersi, nie mogłem złapać oddechu, wszystko mi się zamgliło. Kolega natychmiast zadzwonił po karetkę. Trafiłem do szpitala. Basia przyszła płacząc, lekarz ją uspokoił:
Tata jest przytomny, ale był o krok od zawału, potrzebuje leczenia.
Teraz cała odpowiedzialność spadła na Basię dom, szkoła, opieka nade mną. Od rana do wieczora kręciła się w biegu, odwiedzała mnie w szpitalu, gotowała coś, przynosiła. Pewnego dnia przyszła Jadwiga z ciastem.
Basiu, upiekłam ciasto dla twojego taty. Zaniosłabyś mu do szpitala? Nie chcę tam iść, on mnie nie znosi. Powiedz tylko, że to ty przyniosłaś.
Dobrze, dziękuję, ciociu odpowiedziała spokojnie.
Kwadrans po niej przyszedł Bartek czasem pomagał Basi, był już prawie dorosły, kończył liceum.
Zostawiłem klucze, to wpadłem po nie. O, Basiu, sama piekłaś ciasto?
Skąd! To twoja mama przyniosła, dla mojego taty. Odkroję ci kawałek, po szkole jesteś, a tacie i tak tyle nie potrzeba.
Bartek zjadł kawałek, napił się herbaty. Postanowili razem pójść odwiedzić mnie w szpitalu. Nagle zobaczyłam, jak Bartek pobladł, spocił się, chwycił za poręcz i przewrócił się. Dobrze, że to było w szpitalu.
Okazało się, że zatrucie coś było w krwi Bartka.
Co on jadł? zapytał lekarz.
Ciasto dla taty, ciocia przyniosła odpowiedziała Basia.
Nie dawaj tego ojcu. Zabieram to ciasto do analizy lekarz już wiedział, że może być niebezpieczne.
Jadwigę wezwano do szpitala.
Bartku, co ci się stało? płakała.
Jadł twoje ciasto, ciociu Jadwigo. Odkroiłam mu kawałek
Wkrótce policja zatrzymała Jadwigę. Okazało się, że próbowała otruć mnie, żeby przejąć dom i szybko sprzedać go, a Basia miała sobie jakoś poradzić na studiach i mieszkać w akademiku. Nie przewidziała tylko, że to jej syn spróbuje ciasta.
Kiedy mnie wypisano, pojechałem z Basią i Bartkiem na widzenie do Jadwigi.
Przepraszam, Pawle, Bartku, Basiu wszystko rozumiem. Wybaczcie mi, błagam płakała.
Wycofałem wniosek, po jakimś czasie Jadwiga wróciła do domu. Ale Bartek nie mógł jej wybaczyć, rzadko z nią przebywał, częściej bywał u nas.
Wujku Pawle, nigdy nie wybaczę mamie. Jak mogła mi to zrobić?
Bartek, rodziców się nie wybiera. Twoja mama zrobiła bardzo złą rzecz, ale naprawdę żałuje. Każdy może się pogubić. Daj jej szansę, ona cierpi i żałuje.
Z czasem życie wróciło do normalności. Bartek dostał się na studia, Basia kończyła liceum i też chciała się dalej uczyć, choć nie chciała zostawiać mnie samego.
Nic się nie martw, córeczko mówiłem. Musisz studiować, będziemy żyć dla siebie nawzajem. Będziesz przyjeżdżać na weekendy i w wakacje. Twoja mama tak bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikę.



