Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci matki Egor zaczął się powoli otrząsać. Mama ostatnio by…

Będziemy żyć dla siebie nawzajem

Po śmierci mamy, Marek powoli dochodził do siebie. Mama ostatnio była w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej leżała w swoim domu, a Marek z żoną Weroniką opiekowali się nią na zmianę. Ich domy stały tuż obok siebie. Mimo że Marek proponował mamie przeniesienie do ich domu, ona stanowczo odmówiła.

Synku, tu umarł twój tata i ja też tutaj umrę. Tak mi lżej płakała, a Marek nie potrafił się jej sprzeciwić.

Im z żoną oczywiście byłoby łatwiej, gdyby mama mieszkała z nimi, ale z drugiej strony ich córka, Zuzia, miała trzynaście lat. Marek nie chciał, by dziewczynka widziała, jak babcia gaśnie. Marek pracował na zmiany, Weronika była nauczycielką w szkole podstawowej. Dzięki temu mama zawsze miała opiekę, nocowali u niej na zmianę.

Mamo, babcia niedługo umrze? pytała Zuzia. Szkoda jej, jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko, ale kiedyś nadejdzie ten czas. Takie jest życie.

Gdy babci się pogorszyło, zabrano ją do szpitala. Marek miał młodszą siostrę, Irenę, która miała syna Antosia. Babcia albo Weronika często się nim zajmowały, bo Irena wiecznie była w delegacjach. Z mężem od dawna po rozwodzie, los matki jej nie obchodził, liczyła, że Marek z żoną się wszystkim zajmą. Irena była zupełnym przeciwieństwem brata twarda, chłodna, kłótliwa.

Po trzech dniach mama Marka zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom, bo wymagał opieki. Mama już dawno przepisała dom na syna z córką nie miała dobrych relacji, o czym Irena wiedziała.

Po sprzedaży domu, Weronika namawiała Marka:

Jak dostaniesz pieniądze, podziel się po połowie z Ireną.

Weronika, Irena ma mieszkanie, były mąż zostawił jej je, a i tak zmarnuje te pieniądze…

Ale będziemy mieli czyste sumienie i nie będzie nas obgadywać.

Marek się zgodził i oddał połowę pieniędzy siostrze. Ta jednak, zamiast podziękować, spytała:

I to wszystko? A reszta gdzie?

Czas mijał. Zuza miała już piętnaście lat, kiedy ich spotkało kolejne nieszczęście. Weronika poważnie zachorowała. Już wcześniej czuła się źle, ale zrzucała wszystko na zmęczenie pracą w szkole. Pewnego dnia straciła przytomność na podwórku. Po badaniach lekarze potwierdzili najgorszą diagnozę nieuleczalna choroba, za późno na ratunek.

Czy da się coś zrobić dla mojej żony? pytał zrozpaczony Marek.

Robimy, co możemy, ale za późno się zgłosiła do szpitala odpowiadał lekarz, rozkładając ręce.

Prosiłem ją o wizytę u lekarza, ale Weronika zawsze myślała o innych, nigdy o sobie… Marek westchnął.

Wkrótce Marek zabrał żonę do domu. Nie wstawała już z łóżka. On z Zuzią opiekowali się nią najlepiej, jak potrafili, ale z każdym dniem choroba postępowała. Marek nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop, by być przy Weronice, lecz po powrocie do pracy Zuzia przejęła obowiązki: karmiła i myła mamę. Było jej ciężko.

Pewnego dnia przyszła Irena.

Marek, moja pralka się popsuła, możesz zajrzeć? Znasz się na tym.

Przyjdę, obiecał i naprawił następnego dnia.

Przy wyjściu poprosił:

Mogłabyś czasem wpaść do nas, gdy jestem w pracy. Zuzię męczy i opieka, i nauka, a wieczorami czuwa przy mamie. Dla dorosłego to trudne, a ona jest jeszcze dzieckiem. Weronika nie była ci obca, pomogła ci wychować Antosia do dziesięciu lat, broniła cię przy rozwodzie.

No i co z tego? Przecież to było wieki temu! Antoś już siedemnastoletni, ja wcześnie wyszłam za mąż, Werka mi pomogła, bo byliście wtedy razem. Dałam jej za to złoty pierścionek.

Dałaś, ale zwróciła ci go od razu, a ty chętnie zabrałaś.

Skoro nie chciała, to oddałam Poza tym co innego pilnować zdrowego chłopca, a co innego siedzieć przy umierającej. Nie chcę tego! rzuciła i nawet za naprawę nie podziękowała.

Po tych słowach Marek powiedział:

Nie zwracaj się już nigdy do mnie. Jesteś bezduszna i zła.

Nie myślał już o siostrze. Weronika gasła. Zuzia, zobaczywszy ojca z okna, wybiegła mu na spotkanie.

Tato, mamie już bardzo źle. Nie chce jeść, odwróciła się i nic nie mówi. Próbowałam podać leki i wodę…

Damy sobie radę, córeczko próbował dodać jej otuchy Marek.

Tej samej nocy Weronika umarła. Oboje płakali, zostali we dwoje. Marek po jej śmierci czuł nawet pewną ulgę już nie cierpiała, Zuza nie musiała na to patrzeć. Kochał żonę, ale ta choroba nie tylko odebrała mu ukochaną osobę, ale też wspólnie z Zuzią wyczerpała ich siły.

Po pogrzebie było mu bardzo ciężko. Brakowało mu spojrzenia Weroniki, jej śmiechu i troski, wspomnienia nie dawały spokoju. Tak bardzo za nią tęsknił, choć wiedział, że nigdy już nie wróci. Zuza również przeżywała żałobę, ale starała się pocieszać ojca.

Tato, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Musimy się pogodzić, że mamy już z nami nie ma. Jej tam na pewno jest lepiej, już nie cierpi. Musimy nauczyć się żyć dalej, bo mamy siebie.

Córeczko, jesteś już taka dorosła… Marek był zaskoczony reakcją córki. Ta tragedia cię zmieniła.

Zuza bardzo troszczyła się o ojca, nie odstępowała go na krok, Marek też po pracy spieszył do domu, wiedział, że na niego czeka. Zuzia nauczyła się gotować, wieczorami przy kolacji opowiadali sobie nowinki.

Pewnego dnia po powrocie z pracy, córka powiedziała:

Tato, dziś po szkole przyszła ciocia Irena.

Po co przyszła? Marek zirytował się. Nie wpuszczaj jej.

Weszła tuż za mną, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, że chce zabrać maminy kożuch i kilka rzeczy. Mówiła, że z tobą uzgodniła.

Nie oddałam jej. Wyszła zła.

Dobrze zrobiłaś, nic nie ustalałem. Zamykaj drzwi na klucz, nie ma tu czego szukać.

Pewnego dnia Marek był w pracy, gdy chwyciło go za serce. Straszny ból, brak tchu, aż tracił przytomność. Kolega szybki zadzwonił po karetkę, Marek trafił do szpitala. Zuzia zbiegła tam z płaczem.

Nie płacz, twój tata żyje, to stan przedzawałowy, ale musi przejść leczenie uspokoił ją lekarz.

Teraz wszystkie obowiązki spadły na Zuzię: ojciec, szkoła, dom. Musiała się spieszyć, by ze wszystkim zdążyć. Często biegała do taty do szpitala, przynosiła mu nawet jedzenie. Kiedyś przyszła Irena z ciastem:

Zuzia, upiekłam dla twojego taty sernik, jak tam w szpitalu? Nie chcę go odwiedzać, wiesz, jak mnie traktuje. Weź mu zawieź, tylko nie mów, że ja piekłam.

Dobrze, dziękuję, ciociu odpowiedziała Zuzia.

Po chwili przyszedł Antoś. Czasem pomagał Zuzi. Kończył liceum, szykował się do matury.

Zapomniałem kluczy. O, upiekłaś ciasto?

Nie, przyniosła ciocia, dla taty. Odetnę kawałek, zjesz po szkole.

Antoś zjadł, Zuzia nalała mu herbatę. Potem razem poszli do szpitala. Przed wejściem Antoś nagle zbledł, złapał się barierek i upadł dobrze, że był w szpitalu.

Okazało się, że w jego krwi była jakaś trucizna.

Co jadł? zapytał lekarz.

To ciasto, ciocia przyniosła dla mojego taty.

Nie wolno dawać go ojcu! Muszę je zabrać.

Poinformowano Irenę, która przybiegła do szpitala.

Boże, synku, co się stało? Tak bardzo cię kocham, czym się zatrułeś?

Jadł twój sernik, ciociu Ireno odpowiedziała Zuzia. Irena zbladła.

Po kilku dniach zabrano Irenę na komendę. Okazało się, że dosypała coś do ciasta, chcąc otruć Marka, by sprzedać jego dom i zdobyć pieniądze. Myślała, że Zuza pójdzie na studia i zamieszka w akademiku. Nie przewidziała, że to Antoś zje kawałek ciasta.

Po wyjściu Marka ze szpitala pojechali razem z Antosiem i Zuzią na widzenie.

Przepraszam was! Przepraszam, Marku, Antosiu, Zuziu Byłam ślepa przez chciwość płakała Irena.

Marek wycofał oskarżenie, wkrótce Irena wróciła do domu. Antoś nie mógł jej wybaczyć. Częściej przebywał u Marka i Zuzi.

Wujku Marku, nigdy jej nie wybaczę. Jak mogła zrobić coś takiego?

Antosiu, rodziców się nie wybiera. Twoja mama popełniła wielki błąd, ale żałuje tego szczerze. Każdy może pobłądzić, daj jej szansę, ona zadręcza się tym.

Z czasem wszystko zaczęło się układać. Antoś dostał się na studia, Zuzia kończyła szkołę średnią i planowała dalszą naukę, choć nie chciała zostawiać ojca samego.

Nic się nie martw, córeczko. Ważne, żebyś się uczyła, a my będziemy wspierać się nawzajem jak dotąd. Będziesz przyjeżdżać na weekendy i wakacje. Mama bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikę

Czas pokazuje, że w życiu najważniejsza jest wzajemna troska i umiejętność wybaczania. Nawet gdy zawodzi najbliższa osoba, warto próbować odnaleźć w sobie współczucie bo wtedy łatwiej żyje się wszystkim.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − trzy =

Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci matki Egor zaczął się powoli otrząsać. Mama ostatnio by…