Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Ewarysta, ten powoli dochodził do siebie – mama w …

Będziemy żyć dla siebie nawzajem

Po śmierci matki, Jerzy trochę doszedł do siebie. Mama w ostatnim czasie przebywała już tylko w szpitalu, tam również odeszła. Wcześniej leżała w swoim domu razem z żoną Weroniką na zmianę się nią opiekowali. Domy stały blisko siebie, mimo że Jerzy nalegał, by przenieść matkę do siebie, ona nie dała się przekonać.

Synku, tutaj zmarł twój ojciec i ja też tutaj umrę. Tak mi łatwiej płakała, a Jerzy nie był w stanie jej odmówić.

Im z żoną byłoby zdecydowanie wygodniej, gdyby mama mieszkała u nich, ale z drugiej strony ich córka, Jagoda, miała wtedy trzynaście lat. Nie chcieli, by dziewczynka patrzyła na odchodzącą babcię. Jerzy pracował na zmiany, Weronika była nauczycielką wczesnoszkolną w podstawówce. Matka nigdy nie była pozostawiona bez opieki; nocowali przy niej na przemian.

Mamo, czy babcia zaraz umrze? pytała Jagoda. Szkoda mi jej, jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko, ale na każdego przyjdzie tak kiedyś pora, takie jest życie.

Stan babci się pogorszył i zabrano ją do szpitala. Jerzy miał młodszą o trzy lata siostrę, Grażynę, która wychowywała syna Antosia. Najczęściej opiekowała się nim babcia i Weronika, bo Grażyna ciągle gdzieś kursowała, jak mówiła: w delegacjach. Była już dawno po rozwodzie, nie chciała zajmować się matką wiedziała, że brat z żoną to robią. Grażyna była zupełnie inna niż Jerzy. Twarda, bezduszna, zawsze się o coś kłóciła.

Po trzech dniach mama Jerzego i Grażyny zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom, bo bez opieki szybko by podupadł. Mama jeszcze za życia przepisała dom na syna z córką nie miała już dobrych relacji, Grażyna o tym wiedziała i z matką właściwie nie rozmawiała.

Po sprzedaży domu Weronika nalegała:

Jak tylko dostaniesz te pieniądze, podziel się na pół z Grażyną.

Weronika, Grażyna ma własne mieszkanie, jej były mąż zostawił jej porządne lokum i sam odszedł z niczym, a ona i tak przepuści te pieniądze.

Wiesz co, Jerzy, a przynajmniej będziemy mieć czyste sumienie, bo inaczej będzie wszystkich obgadywać, i ciebie, i mnie.

Jerzy zgodził się i oddał Grażynie połowę pieniędzy za dom. Ona jednak nie podziękowała, tylko powiedziała:

I to wszystko? A gdzie reszta?

Minął czas, Jagoda skończyła już piętnaście lat, ale wtedy nieszczęście znów dotknęło ich rodzinę. Weronika poważnie zachorowała. Od dawna gorzej się czuła, zrzucała to na zmęczenie, bo praca z dziećmi jest trudna, aż w końcu straciła przytomność na podwórku. Zabrano ją do szpitala i po badaniach wykryto straszną chorobę, niestety już bardzo późno.

Panie doktorze, czy można jakoś żonie pomóc? pytał zrozpaczony Jerzy.

Robimy wszystko, co się da, ale zgłosiła się zbyt późno, właściwie sama nie przyszła, ledwo ją tu przywieźliście. Naprawdę nie zauważyliście, że jest chora?

Jakże nie, nalegałem, żeby poszła do lekarza, ale Weronika jest taka, że zawsze myśli o innych, a o sobie machnął ręką.

Wkrótce Jerzy zabrał Weronikę do domu. Przykuta do łóżka, nie wstawała już w ogóle. Opiekowali się nią z córką, ale choroba postępowała bezlitośnie. Jerzy sam robił żonie zastrzyki, nawet wziął urlop, by być przy niej. Kiedy urlop się skończył, musiał wrócić do pracy Jagoda po szkole karmiła matkę, czasem ją myła, bardzo się męczyła.

Pewnego dnia przyszła Grażyna.

Jerzy, moja pralka się popsuła, zobacz, ty się na tym znasz.

Dobrze, zajrzę obiecał i naprawił jej pralkę następnego dnia po pracy.

Wychodząc od siostry, powiedział:

Przychodź do nas czasami, nie zostawiaj Jagody samej z Weroniką. Jagoda ma tylko piętnaście lat, jest bardzo zmęczona, to dla niej za dużo, a mnie często nie ma. Weronika wychowała twojego Antosia prawie do dziesięciu lat, załatwiła ci mieszkanie, kiedy twój mąż chciał wszystko ciąć na pół.

No i co z tego, było-tak minęło, to jakby sto lat temu było. Antoś ma już siedemnaście, ja wyszłam za mąż wcześniej od ciebie, twoja Werka mi pomogła jak wtedy byłam w rozjazdach. Dałam jej wtedy złoty pierścionek w podzięce.

Dałaś, ale Weronika ci go od razu zwróciła, a ty się tylko ucieszyłaś.

Skoro jej niepotrzebny, to zabrałam. Ale nie porównuj, co innego opiekować się zdrowym dzieckiem, a co innego czuwać przy umierającej. Nie, mnie nie namówisz powiedziała ostro, nawet nie podziękowała za naprawę pralki.

Jerzy nie obraził się po tych słowach, tylko rzekł:

Już nigdy nie proś mnie o pomoc. Jesteś zimna i bez serca.

Nie wspominał już więcej o siostrze. Weronika gasła bardzo szybko. Właśnie wtedy Jagoda zauważyła przez okno ojca wracającego z pracy i wybiegła mu naprzeciw.

Tato, mamie jest bardzo źle, nic nie je, odwróciła się do ściany i nie rozmawia. Chciałam jej podać lek i wodę, ale

Spokojnie, córeczko, damy sobie radę, na pewno damy.

Jednak tej samej nocy Weronika odeszła. Płakali oboje, zostali tylko we dwoje. Jerzemu po śmierci żony nawet zrobiło się odrobinę lżej myślał, że Weronika już nie cierpi, a Jagoda nie musi tego dłużej oglądać. Kochał żonę bardzo, ale ta choroba wyssała z nich wszystkich resztki sił.

Po pogrzebie było mu bardzo ciężko. Brakowało mu głosu Weroniki, jej śmiechu, troskliwości te wspomnienia nie opuszczały go ani na chwilę. Była mu bardzo potrzebna, lecz wiedział, że już jej nigdy nie będzie. Jagoda dużo przeżywała, lecz starała się pocieszać ojca.

Tato, zrobiliśmy wszystko, co się dało. To, że mamy już nie ma, musimy zaakceptować, ona tam nie cierpi, lepiej jej. My się powoli przyzwyczaimy. Ważne, że mamy siebie nawzajem.

Córeczko, jaka ty jesteś dojrzała zdziwił się Jerzy to, co przeżyliśmy z mamą, sprawiło, że musiałaś szybciej dorosnąć.

Jagoda troszczyła się o ojca, dbała o dom. Jerzy spieszył się po każdej pracy, wiedząc, że czeka na niego, przygotuje coś do jedzenia, nauczyła się nawet gotować potem przy kolacji opowiadali sobie o wszystkim.

Pewnego wieczoru Jagoda powiedziała:

Tato, po szkole przyszłam do domu, a za mną weszła ciocia Grażyna.

Czego ona chciała? spytał zirytowany ojciec nie wpuszczaj jej do domu.

Sama weszła, nie zdążyłam nawet zamknąć drzwi. Powiedziała, że przyszła po maminy kożuch i jeszcze kilka rzeczy. Powiedziała, że ty wiesz.

Nic jej nie wolno oddawać, nie wpuszczaj jej, zamykaj się od razu, jak wejdziesz. Tu nie ma czego szukać.

Jerzy był w pracy, kiedy niespodziewanie złapał go ból serca. Trudno mu było oddychać, blady, prawie tracił przytomność. Kolega wezwał karetkę i zabrano go do szpitala. Jagoda ze łzami w oczach pobiegła do szpitala. Lekarz ją uspokoił:

Nie płacz, ojciec jest przytomny, miał stan przedzawałowy, potrzebne będzie leczenie.

Cały dom, szkoła i ojciec spadły teraz na Jagodę. Nie mogła liczyć na nikogo, wszystko musiała robić sama, a i tak dużo czasu poświęcała nauce. Po szkole biegła do ojca do szpitala, starała się mu coś upichcić i przynieść. Pewnego dnia przyszła Grażyna i wręczyła jej placek.

Jagoda, tu mam ciasto dla twojego taty, upiekłam w domu. Jak tam u niego w szpitalu? Sama nie pójdę, bo wie, że mnie nie lubi. Zanieś mu proszę, i nie mów, że ja przyniosłam.

Dobrze, dziękuję, ciociu Grażyno odeszła.

Po kilkunastu minutach zjawił się Antoś, brat Jagody, czasem jej pomagał, bo kończył właśnie liceum i szykował się na studia.

Zostawiłem gdzieś klucze, wpadłem po nie powiedział. O, Jagoda, ty sama upiekłaś placek?

Nie, nie umiem. Twoja mama niedawno przyniosła dla taty do szpitala. Odetnę ci kawałek, bo pewnie głodny jesteś po szkole, a dla taty i tak to za dużo.

Antoś zjadł kawałek, napił się herbaty, po czym razem poszli do szpitala. Nagle Jagoda zauważyła, że Antoś pobladł, spocił się i trzymał się za poręcz przed wejściem do szpitala, a potem zemdlał. Dobrze, że przynajmniej byli już w szpitalu.

Okazało się, że w jego organizmie wykryto truciznę.

Co jadł? spytał lekarz.

To ciasto, dla taty przyniosła je ciocia Grażyna.

Tylko nie dawaj tego ojcu. Zatrzymam ciasto, coś muszę sprawdzić.

Powiadomiono Grażynę, która zaraz pobiegła do szpitala.

O Matko Boska, synku, co się z tobą stało? Czym się zatrułeś?

Zjadł twoje ciasto, ciociu Grażyno, Jagoda oznajmiła, a Grażyna pobladła jak ściana.

Po niedługim czasie zabrano Grażynę na komisariat. Okazało się, że dodała do ciasta truciznę, żeby otruć brata i potem sprzedać jego dom. Myślała, że Jagoda pójdzie na studia i zamieszka w akademiku. Grażyna chciała tylko pieniędzy. Nie przewidziała, że ciasto zje także jej syn.

Kiedy Jerzego wypisano ze szpitala, pojechali z Jagodą i Antosiem do niej na widzenie.

Przepraszam, Jerzy, przepraszam cię, Antosiu, przepraszam i ciebie, Jagodo Zrozumiałam wszystko, wybaczcie mi, błagam płakała Grażyna.

Jerzy wycofał oskarżenia i po jakimś czasie ją wypuszczono. Antoś nie mógł jej tego wybaczyć, przestał się z nią widywać, częściej bywał u Jerzego i Jagody.

Wujku Jerzy, nigdy nie wybaczę matce, nienawidzę jej mówił jak mogła?

Antoś, rodziców się nie wybiera. Twoja mama zrobiła bardzo złą rzecz, ale szczerze tego żałuje. Każdemu może się zdarzyć błąd. Daj jej szansę, wybacz jej ona się bardzo męczy.

Powoli wszystko się uspokoiło. Antoś poszedł na studia, Jagoda kończyła liceum i też szykowała się na studia, chociaż nie chciała zostawiać ojca samego.

Nic się nie martw, córeczko, ja sobie poradzę. Ty się ucz, a my będziemy żyć dla siebie nawzajem. Będziesz przyjeżdżać na weekendy i w wakacje. Mama bardzo chciała, żebyś została nauczycielkąJagoda wtuliła się w ramię ojca. Poczuła, jak jego dłoń obejmuje ją lekko, pewnie, tak jak za dawnych lat. Przez uchylone okno wpadł powiew letniego wiatru, niosąc zapach bzu z ogrodu raz jeszcze, jakby na pożegnanie dzieciństwa.

Wiedziała, że nie będzie łatwo, czasem przychodzić będą ciche dni pełne tęsknoty i drżenia o siebie nawzajem, ale teraz czuła w sercu cichą siłę. Dojrzali szybciej, dużo stracili, lecz najważniejsze przetrwało: miłość, która stawała się fundamentem wszystkiego. Teraz ona była opiekunką, a jednocześnie wciąż dzieckiem dla Jerzego jakby niepostrzeżenie zamienili się miejscami, lecz i tak tworzyli rodzinę nierozerwalną, na przekór przeciwnościom i zdradom.

W kolejnych tygodniach razem planowali przyszłość. Jerzy sadził dla Weroniki lawendę przy furtce, gdzie zawsze patrzyła na dzieci wracające ze szkoły. Jagoda szyła dla siebie firankę na stancję, powtarzała do matury i układała w głowie życie, w którym wiedziała już na pewno człowiek żyje nie tylko dla siebie.

W każdą niedzielę siadali przy kuchennym stole, łapiąc się za ręce. Antoś też czasem wpadał, śmiali się ze starych żartów Weroniki, wspominali babcię, aż dom znów wypełniały ciepłe dźwięki. Przez łzy, żal, przebaczenie i miłość Jerzy nauczył się, jak mimo straty można znów czuć wdzięczność za każdy dzień, za siebie nawzajem.

Dla nich czas płynął już inaczej spokojny, cichy. Bo rodzina to nie tylko krew, ale i wspólne wyczerpane łzy, podane sobie dłonie przy stole i pewność, że nawet gdy los wszystko zabierze, oni i tak nade wszystko będą żyć dla siebie. Z nadzieją, że jutro przyniesie światło, które potrafią już razem nieść przez największą ciemność.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + dziewiętnaście =

Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Ewarysta, ten powoli dochodził do siebie – mama w …