Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy, Eryk powoli dochodził do siebie — w ostatnim czas…

Będziemy żyć dla siebie

Po śmierci mamy trochę się pozbierałem. Mama w ostatnim czasie była w szpitalu, tam też umarła. Wcześniej leżała jeszcze u siebie w domu, razem z żoną Zosią opiekowaliśmy się nią na zmianę. Nasze domy stoją obok siebie. Choć proponowałem, by mama przeniosła się do nas, ona za nic nie chciała o tym słyszeć.

Synku, tutaj umarł twój ojciec, tu i ja umrę. Tak mi lżej płakała, a ja nie miałem serca się sprzeciwić.

Nam z Zosią oczywiście byłoby łatwiej, gdyby mama leżała u nas, ale z drugiej strony nasza córka, Basia, miała wtedy trzynaście lat. Nie chcieliśmy, żeby patrzyła, jak babcia odchodzi. Pracowałem na zmiany, Zosia była nauczycielką w szkole podstawowej. Mama cały czas była pod opieką, nocowaliśmy u niej na zmianę.

Mamo, babcia długo jeszcze będzie żyła? dopytywała Basia. Szkoda mi jej, jest taka dobra

Nie wiem córeczko, ale kiedyś przyjdzie ten czas, takie jest życie.

Kiedy stan się pogorszył, mama trafiła do szpitala. Mam siostrę, Martynę, młodszą ode mnie o trzy lata. Ma syna, Janka, którym najczęściej opiekowała się babcia z moją żoną, a ona wiecznie była w rozjazdach, twierdząc, że służbowe sprawy ją gonią. Rozwiodła się już dawno, nie chciała zajmować się mamą, bo wiedziała, że ja z Zosią się nią zajmiemy. Martyna była moim zupełnym przeciwieństwem zimna, konfliktowa, zawsze wszystko jej się nie podobało.

Po trzech dniach w szpitalu mama zmarła. Po pogrzebie postanowiliśmy sprzedać dom. Trzeba było o niego dbać, bo w przeciwnym razie dom zaraz by się rozsypał. Mama wiele lat temu przepisała dom na mnie, bo nie miała dobrych relacji z Martyną. Siostra wiedziała o tym i właściwie nie rozmawiała z mamą.

Mimo to, gdy tylko sprzedałem dom, Zosia nalegała, żebym podzielił się pieniędzmi z Martyną.

Jak dostaniesz pieniądze, podziel się po połowie z Martyną przekonywała.

Zośka, Martyna ma przecież mieszkanie po mężu, wszystko jej zostawił, a i tak roztrwoni te pieniądze

To nieistotne, najważniejsze, że będziemy mieli czyste sumienie. Inaczej jeszcze zacznie wszędzie was oczerniać!

W końcu dałem połowę pieniędzy siostrze. Ona tylko wzruszyła ramionami.

Tylko tyle? A reszta?

Mijał czas, Basia miała już piętnaście lat, gdy znowu przyszło do nas nieszczęście. Zosia zachorowała i trafiła do łóżka. Czuła się już wcześniej gorzej, zwalała to na zmęczenie, szkoła przecież łatwa nie jest. Ale pewnego dnia zemdlała w ogrodzie. Trafiła do szpitala, okazało się, że to bardzo ciężka choroba, wykryta za późno.

Można coś jeszcze zrobić dla żony? zapytałem lekarza, bardziej z rozpaczy niż z nadziei.

Robimy, co możemy, ale za późno z tym trafiła. Sama się do nas nie zgłosiła? Przecież musiał pan widzieć, że jest chora…

Starałem się ją namówić, ale taka już była… zawsze dbała o innych, siebie stawiała na końcu odpowiedziałem bezradnie.

Wkrótce Zosia wróciła do domu. Nigdzie już nie wychodziła, cały czas leżała. Z Basią opiekowałyśmy się nią razem. Choroba szybko postępowała, każdego dnia było gorzej. Zrobiłem nawet dłuższy urlop, żeby być z żoną. Ale kiedy urlop mi się skończył, musiałem wrócić do pracy. Basia po szkole karmiła mamę, pomagała jej umyć się, była naprawdę zmęczona, fizycznie i psychicznie.

Pewnego dnia przyszła Martyna.

Wojtek, pralka mi się popsuła, zerkniesz? Znasz się przecież na takich rzeczach.

Dobrze, po pracy przyjdę powiedziałem i rzeczywiście na drugi dzień ją naprawiłem.

Wychodząc od niej, poprosiłem:

Wpadnij czasem do nas, żeby Basia nie zostawała sama z Zosią. Dziecko ma piętnaście lat, jest wykończona… Nawet dorosły by tego nie uniósł. A Zosia nie była ci obca pomagała ci przecież z Jankiem całe lata, broniła twojego mieszkania w sądzie, gdy twój mąż chciał je zabrać…

Daj spokój, co było sto lat temu… Janka już dorosły, ja wyszłam za mąż wcześniej od ciebie. Zocha mi pomagała z synem, bo mnie nie było. Za to jej złoty pierścionek kupiłam.

Tak, tylko, że Zosia ci oddała wtedy ten pierścionek, a ty ucieszona wzięłaś go z powrotem.

Jak jej nie potrzebny, to co mam nie wziąć? Poza tym, co ty porównujesz opiekować się zdrowym dzieckiem czy siedzieć z umierającą Nie, nie chcę.

Po tych słowach nawet nie poczułem złości do siostry, raczej ogromny zawód.

Nie zwracaj się już do mnie o pomoc. Jesteś bezduszna powiedziałem i zapomniałem o niej.

Stan Zosi się pogarszał. Pewnego dnia Basia zobaczyła mnie przez okno, kiedy wracałem z pracy, i wybiegła mi naprzeciw.

Tato, mamie jest bardzo źle. Nie chce już jeść, leży odwrócona do ściany, nie mówi nic. Chciałam podać jej lekarstwo i wodę, ale…

Dobrze, córeczko, poradzimy sobie, damy radę.

Ale tej samej nocy Zosia odeszła. Oboje płakaliśmy, zostaliśmy zupełnie sami. Po jej śmierci poczułem ulgę wiedziałem, że już nie cierpi, a Basia nie musi patrzeć na jej ból. Kochałem żonę, ale ta choroba wyczerpała nas do granic.

Po pogrzebie było ciężko. Brakowało jej obecności, jej uśmiechu, troski. Wspomnienia nie dawały spokoju. Tak bardzo była potrzebna Basia też przeżywała, ale próbowała mnie pocieszyć.

Tato, zrobiliśmy wszystko, co się dało. Musimy pogodzić się z tym, że mamy już nie ma. Tam jest jej teraz lepiej. Prędzej czy później przywykniemy, najważniejsze, że mamy siebie.

Jaka ty jesteś dorosła, Basieńko zdziwiłem się wtedy Ta sytuacja sprawiła, że szybciej dorosłaś.

Basia bardzo o mnie dbała, starała się być przy mnie jak najczęściej, ja też po pracy śpieszyłem do domu. Wiedziałem, że czeka, często coś ugotuje, nauczyła się gotować. Potem siadaliśmy razem do kolacji i opowiadaliśmy sobie o tym, co się wydarzyło.

Pewnego popołudnia Basia powiedziała:

Po szkole przyszła ciocia Martyna. Weszła za mną do domu, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Oznajmiła, że przyszła zabrać futro mamy i jeszcze kilka rzeczy Mówiła, że się z tobą dogadała.

Niczego jej nie oddawaj, nie pozwalałem! A ty, Basiu, jak wracasz do domu, od razu zamykaj drzwi. Ona tu nie ma nic do szukania.

Wkrótce potem w pracy poczułem silny ból w klatce piersiowej, brakowało mi tchu, blednąłem i traciłem przytomność. Kolega szybko wezwał pogotowie i trafiłem do szpitala. Basia przyszła zapłakana, ale lekarz ją uspokoił.

Nie płacz, tata jest przytomny, to stan przedzawałowy, wymaga leczenia i spokoju.

Wszystko spadło na Basię: ojciec, szkoła, dom. Dzielnie się starała, ale było jej bardzo trudno. Chodziła do mnie do szpitala, przynosiła jedzenie, czasem coś ugotowała. Pewnego dnia przyszła Martyna z ciastem.

Basia, upiekłam sernik dla twojego taty, ale do niego nie pójdę, bo mnie nie znosi. Zanieś mu, tylko nie mów, że to ode mnie.

Basia podziękowała, a kilkanaście minut później do domu wszedł Janek. Często jej pomagał. Kończył liceum i przygotowywał się do matury.

Zapomniałem kluczy, dlatego wstąpiłem… O, Basia, sama upiekłaś ciasto?

Nie, nie umiem jeszcze to od twojej mamy, dla mojego taty do szpitala. Ale pokroję ci kawałek, należy ci się po szkole, tata i tak tego wszystkiego nie zje.

Janek zjadł kawałek, wypił herbatę, potem poszli razem do szpitala. Po chwili źle się poczuł zrobił się blady, zimny pot pojawił się na czole, musiał oprzeć się o barierkę i zaraz osunął się na ziemię. Dobrze, że byli już przy szpitalu.

Okazało się, że Janek został otruty jakąś substancją.

Co jadł? pytał lekarz Basię.

Przyniosłam ciasto dla taty od cioci Martyny. Janek zjadł kawałek. To dla mojego taty

Nie dawaj tego ojcu. Zabiorę ciasto, muszę coś wyjaśnić.

Martynę wezwała policja. Okazało się, że dosypała do sernika jakąś truciznę, żeby otruć mnie, a potem sprzedać mój dom, licząc, że Basia pójdzie na studia i zamieszka w akademiku. Nie przewidziała tylko, że ciasto zje jej własny syn.

Kiedy wyszedłem ze szpitala, pojechałem z Basią i Jankiem do Martyny na widzenie.

Wybaczcie mi, przepraszam Wojtku, Janku, Basiu Wszystko zrozumiałam, przebaczcie mi, błagam! płakała.

Wycofałem skargę, po pewnym czasie ją wypuszczono. Janek nie mógł wybaczyć matce, relacje między nimi się ochłodziły, częściej bywał u mnie i Basi.

Wujku Wojtku, ja nigdy matce nie wybaczę. Jak mogła…?

Janku, rodziców się nie wybiera. Twoja mama zrobiła straszną rzecz, ale cierpi z tego powodu. Każdemu może zdarzyć się błąd daj jej szansę. Przebacz, ona bardzo żałuje.

Wszystko w końcu przybrało lepszy obrót. Janek dostał się na studia, Basia kończyła liceum i planowała studiować dalej, ale nie chciała zostawiać mnie samego.

Nic się nie martw, córeczko, dasz radę. Najważniejsze, żebyś się uczyła. Będziemy żyć dla siebie będziesz wpadać na weekendy i w wakacje. Mama tak bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikę…

Zrozumiałem jedno nawet po największych tragediach trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby być dla tych, którzy jeszcze z nami są. Bo rodzina to największa wartość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × pięć =

Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy, Eryk powoli dochodził do siebie — w ostatnim czas…