Tato, musimy poważnie porozmawiać! zaczęła Zuzanna, siostrzenica, rozmawiając ze swoim teściem Pawłem, który przyjechał do rodzinnej wsi w okolicach Sandomierza na kilka godzin. Spojrzała też nieufnie na Marię, swoją teściową. Przepraszam, ale nie wyciągałam waszego syna z tej wsi po prostu tak. Zrobiłam z niego prawdziwego miejskiego gościa. A teraz wy chcecie, żeby nasz wnuk mój syn Piotrek stał się wiejskim chłopakiem? Nie pozwolę na to!
Co się stało, Zuzanno? zapytała przerażona Maria. Dlaczego tak mówisz?
Bo nasz Piotrek, po całym lecie spędzonym u was, już nie jest taki, jak był wcześniej! Rozumiecie?
Nie rozumiemy. Co to znaczy był wcześniej? Kiedy to było wcześniej? Ma dopiero osiem lat! odpowiedział Paweł.
Dokładnie! Ma dopiero osiem lat kontynuowała Zuzanna surowym tonem a po waszej wsi zamienił się w jakiegoś mężczyznę! I nabrał złych przyzwyczajeń!
Złe przyzwyczajenia? Znowu, Zuzanno? wystraszył się Paweł, patrząc na nerwową synową. Czy on zaczął palić?
A co z paleniem, tato? Oczywiście, że nie pali! odparła Zuzanna. To nie o palenie chodzi! Co on wypija? Nie pije, więc o co chodzi z tymi złymi przyzwyczajeniami?
Mam na myśli podwórkowe przyzwyczajenia! Teraz nazywa auta kobyłkami! Wyobrażacie sobie? Gdy zobaczy piękny samochód, krzyczy na całą ulicę: Mamo, tato, patrzcie, jaka kobyłka przejechała! To jakie to słowo?! Przerażające!
Paweł tylko zmrużył oczy i zmarszczył brwi, a Maria spojrzała na niego niezadowolona.
No tak Twoje słowa, Pawle powiedziała teściowa, patrząc z żalem na Zuzannę. Nie martw się, córeczko, to nie jest wulgaryzm. To po prostu czułe określenie. Nie kobyła w sensie zwierzęcia, a mała kobyłka.
Mamo, co ty mówisz?! wybuchła Zuzanna. Czy taki język powinien mieć miejski chłopiec? Nie zdziwiłabym się, gdyby Piotrek już zaczynał przeklinać. Po lecie w wsi w jego słowniku pojawiły się dziwne zwroty. Boję się ich! Z kolegami mówi: Teraz jak złapię cię za wałek! albo Dostaniesz ode mnie rozdział. Co to za słowa? Nie rozumiem! Nakręcę ci tłok Włosy na mnie się podnoszą. A ostatnio w szkolnym wypracowaniu napisał, że chce zostać traktorzystą. Czy to ty, tato, wpojenie mu takie marzenia?
Ja? Paweł ukrywał uśmiech pod wymownym wyrazem winy. Nie, Zuzanko. To nie ja. Po prostu pooglądał w polu maszyny i trochę sobie pośnił. Poza tym jest chłopcem prawdziwym miejskim. Nie martw się. Mówił, że marzy zostać finansistą, a nawet ministrem finansów.
My z waszym synem chcemy, żeby został finansistą westchnęła Zuzanna. A on co ostatnio zrobił?
Co? znów zaniepokoiła się Maria.
Dajemy mu kieszonkowe, jak przyszłemu finansistowi, i mówimy, że może na nie kupić sobie prezent na urodziny. Niech kupi, co zechce. Wiecie, co kupił?
Co? Paweł był coraz bardziej zaskoczony.
Kupił jakieś łańcuchy. Albo piły łańcuchowe nie rozumiem, o co mu chodzi. Powiedział, że wasze łańcuchy się zużyły i już ich nie naostrzyć. I że w następnym roku jedzie z nami do lasu, żebyśmy razem ściągnęli drewno na kąpielisko. Czy to prawda?
Boże… westchnąła Maria. Co za pomysł dziecka…
Tak dodał Paweł. Czyli zamiast kupić sobie prezent, postanowił pomóc… Zuzanno, nie martw się. Zwrot kosztów za piły pokryjemy. Zaraz zwrócimy ci wszystkie grosze. Powiedz tylko, ile wydał.
A co z pieniędzmi! krzyknęła Zuzanna. To nie o pieniądze chodzi! Mój chłopiec ma myśleć nie o drewnie do kąpieliska, nie o kobyłkach i traktorach, tylko o nauce. Ma marzyć o byciu wzorowym uczniem, żeby od razu dostać się na uniwersytet.
Dobrze mówisz, Zuzanno! zaśmiała się Maria. W przyszłe lato weźmiemy z biblioteki klubu najinteligentniejsze książki, przygotujemy je na przyjazd Piotrka i całe lato spędzimy w ogrodzie pod jabłonią, czytając mu matematykę i język polski. Będziemy go przygotowywać na wzorowe oceny.
Dokładnie! przytaknął Paweł. Przywieźcie go do nas, a w lecie zamienimy go w najmądrzejsze dziecko na świecie. Będzie mógł nawet najbystrzejszemu wiejskiemu rolnikowi w kącie przygryźć, bo będzie tak wykształcony. Tabliczkę mnożenia przełamuje w mig.
A on mówi tak melodyjnie dodała Maria do męża. Nie tylko mówi, ale i śpiewa. Wszystkie nasze wiejskie babcie go kochają. Słuchają go z otwartymi ustami, a potem mówią, że mama Piotrka, czyli ty, Zuzanno, jesteś bardzo dobrą mamą.
Naprawdę? zapytała niepewnie Zuzanna. W czym właśnie jestem dobrą mamą?
W tym, że przywozisz go latem do naszej wsi. Dziecko w tym wieku powinno jeść tylko najświeższe i naturalne produkty, oddychać czystym powietrzem, kąpać się w czystej rzece, a nie w sztucznym basenie pełnym chloru. Czy Piotrek powiedział ci, że prawie nauczył się pływać jak ryba?
No właśnie skinęła Zuzanna i w końcu się uśmiechnęła.
A na rowerze jeździ tutaj bez obaw, że z rogu wypadnie koparka. Nie boi się już pszczół ani psów. A alergia prawie przestała mu doskwierać.
Tak, prawie nie chodzimy już do przychodni dodała Zuzanna. A za rok zapomnimy, co znaczy prawie.
Więc nie bój się, Zuzanno, że go zepsujemy. Wręcz przeciwnie, nabierze tu tyle zdrowia, że wystarczy mu na całe życie. Najważniejsze w dziecku jest zdrowie fizyczne i moralne.
Dobrze w końcu poddała się synowa. Trochę mnie uspokoiłaś.
Gdy Zuzanna odjechała, Maria spojrzała na męża i zapytała:
A my przyprowadzimy Piotrka w przyszłe lato?
Przyprowadzą, skąd mieliby uciekać niepewnie odparł Paweł. Dobrze, że Natalia nie zaglądała do stodoły. Bo zobaczyłaby traktor, który szykuję dla Piotrusia, i od razu by się rozpadła. A tak nic się nie zmieni. Wszystko będzie w porządku. Tylko pamiętajmy, że chłopiec zapamiętał słowo kobyłka. To tak, jak ja w dzieciństwie wsłuchiwałem się w każdy powiedzek dziadka, który od razu przyklejał się do mnie.
Najważniejsze, co z tego wynika, podsumował Paweł, patrząc na zachodzące słońce nad polami, to że miłość i troska rodziców mogą prowadzić dziecko zarówno do miejskich marzeń, jak i do wiejskiej siły, ale prawdziwy rozwój zależy od równowagi, szacunku i zdrowego serca.



