Bardzo dbająca mama

Tato, musimy poważnie pogadać! tak zaczęła zięć rozmowę ze swoim teściem, Stanisławem, kiedy przyjechała na kilka godzin do wsi do rodziców męża. Jednocześnie spoglądała nieufnie na Marię, swoją teściową. Przepraszam, że wtrącam się, ale nie tak po prostu wyciągałam waszego syna z wioski. Zrobiliśmy z niego prawdziwego mieszkańca miasta. A teraz wy chcecie zrobić z naszego wnuka mojego syna Piotrka wieśniaka? Nie pozwolę na to!

Co się stało, Jagodo? przestraszona zapytała Maria. Dlaczego tak mówisz?

Bo nasz Piotrek, po całym lecie spędzonym u was, już nie jest takim samym chłopcem! Rozumiecie?

Nie rozumiemy. Co to był taki wcześniej? Kiedy to wcześniej? Ma dopiero osiem lat!

Dokładnie! Ma dopiero osiem lat kontynuowała surowo zięć a po waszej wsi zamienił się w jakiegoś dżentelmena! I nabrał dziwnych przyzwyczajeń!

Dziwnych przyzwyczajeń? Co ty, Jagodo? przerażony spojrzał na nią Stanisław. Czy on zaczął palić?

A co ma wspólnego palenie, tato? Oczywiście, że nie pali!

No to nie pije, więc zamruczał teść. O jakie przyzwyczajenia nam mówisz?

O wiejskie przyzwyczajenia! Teraz na samochód patrzy i krzyczy: Mamo, tato, patrzcie, jaka kobyłka przeszła! To jakieś słowo? To skandal!

Stanisław po tych słowach tylko zmarszczył brwi, a Maria od razu spojrzała na niego niezadowolona.

No tak twoje słówka, Stasiu teściowa spojrzała winny na zięcia: A ty, córeczko, nie przejmuj się. To chyba nie wulgaryzm, a raczej czułe określenie. Nie chodzi o klacz, a o małą kobyłkę.

Mamo, co wy tak mówicie?! wybuchła znów zięć. Czy naprawdę taki ma mówić chłopak miejski? Nie zdziwiłabym się, gdyby Piotrek już i wulgaryzmy wymyślił. Po lecie w waszej wsi wpadł w jakieś dziwne frazesy. Dają mi się dreszcze! Rozmawia z kolegami jak: Teraz złapię cię za wał! albo Dostaniesz ode mnie rozdział. Co to za słowa? Nie rozumiem! Nakręcę ci tłok Kiedy słyszę te rzeczy, włosy mi się na karku podnoszą. A ostatnio w szkolnym wypracowaniu napisał, że chce zostać traktorzystą. To wy, tato, go taką pasję wpojiliście, co?

Dlaczego ja? Stanisław wytężył uśmiech pod wymówką winy. Nie, nie, Jagodo, to nie ja. On po prostu oglądał maszyny w polu i trochę się o tym pomyślał. W sumie to chłopiec prawdziwy mieszkaniec miasta. Nie martw się. On kiedyś powiedział babci, że marzy zostać finansistą. Prawie ministrem finansów.

To my z synem marzymy, że będzie finansistą westchnęła zięć. A on co ostatnio wymyślił?

Co? znów napinała się Maria.

Daliśmy mu kieszonkowe, jak przyszłemu doradcy finansowemu, i powiedzieliśmy, że może wybrać sobie prezent na urodziny. Niech kupi, co chce. Wiecie, co wybrał?

Co? zaniepokojony zapytał Stanisław.

Kupił jakieś łańcuchy. Albo piły łańcuchowe nie mam pojęcia, o co chodzi. Powiedział, że wasze łańcuchy, tato, są już tak zużyte, że nie da się ich naostrzyć. I że z Piotrkiem w przyszłym roku pojedziecie do lasu, żeby sami ściąć drewno na kąpielisko. Czy to prawda?

Boże westchnęła Maria. Dziecko już dorosło i wymyśliło

No dodał Stanisław. Więc zamiast kupić sobie prezent, postanowił mnie wesprzeć Nie martw się, Jagodo, te wydatki na piły zwrócimy. Dziś oddamy ci wszystkie pieniądze do grosza. Powiedz tylko, ile wydał.

A co z pieniędzmi! wykrzyknęła zięć. To nie o to chodzi! Mój chłopiec nie powinien myśleć o drewnie do sauny, o kobyłkach i traktorach, a o nauce. Niech marzy o zostaniu wspaniałym uczniem, by od razu dostał się na studia.

Dobrze mówisz, Jagodo! podśmiewała się uśmiechnięta Maria. W następnym lecie weźmiemy z naszej biblioteki, którą mamy w klubie, najbystrzejsze książki. Przygotujemy je specjalnie dla Piotrka i całą wakacyjną porę spędzimy pod jabłonią w ogrodzie, czytając mu matematykę i język polski. Będziemy go robić okrągłym uczniem.

Dokładnie! przytaknął Stanisław. Przywieź go do nas, a w lecie uczynimy go najmądrzejszym dzieckiem na świecie. Teraz on już przyciska każdego naszego wiejskiego dżentelmena za ramię swoją wiedzą. Potrafi mnożenie wyliczyć jak orzechy.

A mówi się tak poetycko podparła go Maria. Nie tylko mówi, on śpiewa. Wszystkie nasze wiejskie babcie w nim się zakochały. Słuchają go otwartymi ustami, a potem mówią, że mama Piotrka, czyli ty, Jagodo, jest bardzo dobrą mamą.

Naprawdę? zapytała niepewnie zięć. W czym więc jestem dobrą mamą?

W tym, że przywozisz go na lato do naszej wsi. Dziecko w tym wieku powinno jeść tylko najświeższe, naturalne produkty, oddychać czystym powietrzem, kąpać się w krystalicznej rzece, a nie w sztucznym basenie pełnym chloru. Czy Piotrek powiedział ci, że nauczył się pływać prawie jak ryba?

Tak, powiedział skinęła Jagodo i w końcu się uśmiechnęła.

No i na rowerze jeździ tutaj, nie bojąc się miejskich wywrotówek, które mogłyby wyjechać z zakrętu. Nie boi się już psów ani pszczół. A alergia chyba odeszła.

Tak, już nie chodzimy z nim do przychodni. przytaknęła zięć. Za rok wy i Piotrek zapomnicie, co to prawie.

Nie bój się, Jagodo, nie popsuimy go tutaj. Wręcz przeciwnie, nabierze tyle zdrowia, że starczy mu na całe życie. Bo najważniejsze w dziecku to zdrowie fizyczne i moralne.

No dobrze w końcu poddała się zięć. Trochę mnie uspokoiłaś

Gdy Jagodo odjechała, Maria spojrzała na męża i zapytała z niezadowoleniem:

No i co myślisz, przyjadą znowu z Piotrkiem w następnym lecie?

Przyjadą, gdzie im nie być niepewnie odpowiedział Stanisław. Dobrze, że Natalia nie zajrzała do stodoly. Bo gdyby zobaczyła traktor, który szykuję dla Piotrka, to na pewno straciłaby głowę. A tak nic, wszystko będzie w porządku. Tylko on, oczywiście, zapamiętał to słówko kobyłka, tak jak ja w dzieciństwie. Pamiętam, jak wszystko, co mój dziadek mówił, natychmiast przyklejało się do mnie

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 2 =

Bardzo dbająca mama