Po moim nieudanym małżeństwie, nie chciałam wchodzić w poważny związek. Byłam ostrożna wobec mężczyzn i unikałam ich. Nie chciałam wiązać się z kimś, kto po pracy leżałby na kanapie i pił piwo.
Oczywiście zdarzały się romanse, ale wszystkie były krótkotrwałe. Jednak gdy skończyłam 35 lat, pomyślałam o macierzyństwie. Kiedyś patrzyłam na mamy z wózkami i zazdrościłam im. Nie wiedziałam, co jest właściwe. Byłam rozdarta między zapłodnieniem in vitro a adopcją. Postanowiłam spróbować naturalnej drogi i wybrać potencjalnego ojca.
Gdy już wybrałam swojego partnera, a był to kolega z pracy, zaczęłam kombinować, bo umówiliśmy się na spotkanie w restauracji. Co najciekawsze, między nami iskrzyło i bardzo mi się podobał. Mężczyzna cały czas wpatrywał się we mnie i żartował sobie ze mnie szarmancko.
Byłam zszokowana. Może, że nie udało mi się znaleźć przystojnego i bogatego męża, ale udało mi się wybrać ojca dla mojego dziecka. Tej nocy, pod wpływem alkoholu, postanowiłam podjąć działania. Zdawałam sobie sprawę, że nie mam pewności, czy jeszcze się zobaczymy, więc musiałam zdobyć człowieka, który to zrobi. Naprawdę musiałam kłamać, że jestem na pigułce. Rano było to bardzo krępujące, bo zrobiłam to na pierwszej randce, więc szybko wyszłam z mieszkania.
Żyłam swoim życiem i czekałam na wyniki mojego eksperymentu. Nigdy więcej nie zbliżyłam się z Bogdanem. Byłam smutna i szczęśliwa jednocześnie. Lubiłam go, ale wstydziłam się swojego zachowania.
Obudziłam się pewnego ranka i poczułam się chora. Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że nie jestem w ciąży, więc poszłam do lekarza pierwszego kontaktu. Zaproponował mi zrobienie testu. Jak zobaczyłam dwie kreski, to się popłakałam. Tylko dyrektor wiedział, że jestem w ciąży. Musiałam go wcześniej uprzedzić, żeby znalazł mi zastępstwo.
Zdarzyło mi się widzieć Bogdana na spotkaniu biznesowym. Pogratulował mi przyszłego dodatku i uśmiechnął się. Czułam się bardzo nieswojo, pewnie myślał, że sypiam z innymi.
Gdy wróciłam do biura, leżał tam ogromny bukiet z kartką: „Teraz już nie uciekniesz. Jestem dobry z matematyki, potrafię dobrze liczyć”. A ja nie chciałam uciekać, bo byłam zakochana po uszy.
Synek Artur urodził się w pełnej rodzinie. On ma najbardziej troskliwego ojca, a ja mam naprawdę kochającego męża. Cieszę się, że udało mi się odnaleźć swoje szczęście, choć w niezwykły sposób.


