Nie mieliśmy dzieci. Przez wiele lat chodziłam po różnych lekarzach i liczyłam na cud, ale niestety się nie wydarzył. Wiedziałam, że ze mną wszystko jest w porządku, a mąż nawet nie chciał się przebadać. Uważał, że on jest prawdziwym facetem i to na pewno moja wina. Pogodziłam się z tym i już nie chciałam go denerwować, wiedziałam, że najprawdopodobniej jest bezpłodny.
Kiedy obchodziliśmy 10 rocznicę ślubu, postanowiłam poruszyć kwestię adopcji. Mąż się zgodził. Zaczęliśmy odwiedzać domy dziecka i poznawać różne dzieci. Najbardziej zapadła mi w pamięci 6-letnia dziewczynka Paulinka.
Obserwowałam, jak się bawi, jak zachowuje się wśród dzieci i dorosłych ludzi. Jakoś czułam, że Paulinka jest wyjątkowa. Coś mnie pociągało do Olgi.
Zaczęłam coraz częściej przychodzić do domu dziecka, żeby się z nią spotkać. Niestety, przez cały ten czas nie udawało mi się nawiązać z nią kontaktu. Gdy w końcu zapytałam ją wprost, czy chce, abym została jej mamą, ona uciekła. Mimo wszystko ciągle tliła się we mnie nadzieja i nieustannie przychodziłam do Paulinki każdego dnia.
Minęło pół roku, a Paulinka wciąż mnie unikała. Dziewczynka uciekała i nawet nie chciała rozmawiać. Nie patrzyłam na inne dzieci. Wydawało mi się, że Paulinka jest „moim” dzieckiem. Kochałam ją od pierwszej minuty.
Nie mogłam znaleźć rozsądnego wyjaśnienia tego przywiązania do Paulinki. Kiedy zdałam sobie sprawę, że to się nie uda, postanowiłam pożegnać się z dziewczynką.
– Paulinko, bardzo Cię pokochałam, chciałam Cię zabrać do siebie, ale zdałam sobie sprawę, że Ty nie chcesz. Nie chcę nic robić wbrew Tobie, więc chcę się pożegnać. Pa, skarbie.
Gdy skierowałam się w stronę drzwi, Paulinka krzyknęła:
– Mamo, nie zostawiaj mnie!
Przytuliłam ją i pocałowałam.
Od tego czasu stałyśmy się nierozłączne. Później moja córka powiedziała mi, dlaczego zachowywała się tak dziwnie:
– Taka Pani chciała zabrać naszą Lucynkę do domu, chciała ją na stałe zabrać. Dawała jej piękne lalki, sukienki. No i zabrała ją, ale potem znowu wróciła. Ta Pani krzyczała, że niepotrzeebne jej takie dziecko, bo za dużo gada i ją tylko denerwuje. Bałam się, że ze mną tak samo będzie.
– Nie, nie ma mowy, ja nikomu nigdy Cię nie oddam. Wszystko będzie dobrze!



