Bardzo chcę wrócić do domu, synku Pan Pietrzak wyszedł na balkon, zapalił papierosa i usiadł na nis…

Bardzo chcę wrócić do domu, synku.

Wiktor Pietruszewski stał na balkonie swojego mieszkania w Warszawie. Z wolna podpalił papierosa marki Klubowe, usiadł na starej, rozklekotanej stołeczku i poczuł dziwną gorycz, która ścisnęła mu gardło jak knotek świecy. Jego dłonie zdradziecko drżały przecież nigdy by nie pomyślał, że przyjdą czasy, w których zabraknie mu miejsca w własnym mieszkaniu…

Tato! Przestań się złościć i dąsać! nagle na balkon wybiegła jego córka Jagoda, starsza z rodu Pietruszewskich. Przecież nie proszę o wiele… Zostaw nam tylko swój pokój, i tyle! Jeśli nie żal ci mnie, pomyśl chociaż o wnukach chłopcy zaraz pójdą do szkoły, a muszą się z nami tłoczyć w jednym pokoju…

Jaga, do domu opieki nie pójdę powiedział spokojnie starzec. Jeśli wam ciasno w moim mieszkaniu, przeprowadźcie się do matki Michała. Ona mieszka sama w trzy pokojowym, będzie osobno dla was i dla dzieci.

Wiesz przecież, że z nią nie wytrzymam pod jednym dachem! krzyknęła Jagoda, trzaskając drzwiami do balkonu z siłą, jakby chciała rozbić szybę.

Pietruszewski pogładził starego psa, Puszkę, który towarzyszył im z Nadzieją przez wiele lat. Pamięć o żonie była dla niego jak cień na ścianie w wieczór od razu łzy napływały mu do oczu. Po jej śmierci, czuł się jak samotny liść w listopadowym wietrze. Zawsze szli razem przez życie, dzieląc się chlebem i ciszą, a teraz, przy córce i wnukach, jego czekała samotność starości.

Jagodę wychowywali z miłością i cierpliwością, chcieli, by wyrosła lepsza niż oni sami. Ale coś poszło nie tak… Ich córka stała się zimna i zapatrzona w siebie.

Puszek cicho zawył i położył się u nóg pana. Wyraźnie czuł jego ból, cierpiał razem z nim.

Dziadku! Ty nas wcale nie kochasz? wszedł do pokoju ośmioletni wnuk Franek.

Co ty, skąd ci się to wzięło? zdziwił się starzec.

Dlaczego nie chcesz się wyprowadzić od nas? Żal ci oddać mnie i Kostkowi pokoju? Czemu jesteś taki skąpy? chłopiec patrzył na dziadka wzrokiem pełnym zawziętości.

Wiktor chciał coś wyjaśnić, ale szybko zrozumiał, że Franek mówi słowami Jagody. Najwidoczniej matka zdążyła go przekonać do swojej racji.

Dobrze. Wyprowadzę się… odparł bez życia.

Nie mógł już dłużej wytrzymać tej sytuacji. Wiedział, że w tym domu nikt go nie chce, nawet zięć, który już dawno przestał się do niego odzywać, i wnuk, któremu wmówiono, że dziadek zabrał mu pokój.

Tatusiu! Naprawdę się zgadzasz? wbiegła uradowana Jagoda.

Naprawdę… wyszeptał cicho Wiktor. Obiecaj, że nie skrzywdzisz Puszka. Czuję się zdrajcą…

Przestań! Będziemy o niego dbać, wyprowadzać na spacery, a w weekendy będziemy cię odwiedzać, razem z Puszkiem zapewniła córka. Wybrałam ci najlepszy dom opieki, zobaczysz, spodoba ci się tam.

Dwa dni później Pietruszewski trafił do domu opieki. Córka zorganizowała wszystko wcześniej, tylko czekała, aż się podda. Wchodząc do dusznej, wilgotnej izby, pachnącej stęchlizną i starością, pożałował swojej decyzji. Jagoda okłamała go nie był to prywatny dom, lecz zwykły przytułek, pełen zagubionych, opuszczonych ludzi.

Rozłożył rzeczy, zszedł na dół i usiadł na ławce, prawie się rozklejając. Patrząc na innych starców, wyobrażał sobie swoją przyszłość jako cichą, szarą plamę na ścianie.

Nowy? zagadnęła go miła starsza pani, siadając obok.

Tak westchnął ciężko.

Niech się pan tak nie martwi Ja też pierwsze dni tylko płakałam. Teraz się jakoś pogodziłam. Jestem Walentyna.

Wiktor przedstawił się. Pani też dzieci tu oddały?

Nie. Siostrzeniec. Nie miałam dzieci, Bóg tak chciał, więc mieszkanie zostawiłam jemu. A ten spryciarz zabrał szybko mieszkanie, a mnie tu… Dobrze, że chociaż nie wyrzucił na ulicę.

Gadali do późnej nocy, wspominali dawne czasy i swoje zmarłe miłości. Następnego dnia znów poszli razem na spacer po ogrodzie.

Walentyna wnosiła choć odrobinę światła do życia Wiktora. Nie mógł siedzieć w dusznej sali, niemal cały czas spędzał na świeżym powietrzu. Jedzenie w stołówce było bez smaku, jadł tylko tyle, żeby nie umrzeć z głodu.

Czekał na córkę. Liczył, że Jagoda się opamięta, zatęskni i weźmie go do domu. Ale czas mijał, a ona ani razu się nie pojawiła. Kiedyś próbował zadzwonić, zapytać o Puszka, ale nikt nie odbierał.

Aż pewnego dnia, pod bramą domu opieki zobaczył sąsiada Stefana Iłowskiego. Stefan rozpoznał go, podbiegł, marszcząc brwi ze zdziwienia.

To tu pan jest! powiedział z niedowierzaniem. Jagoda twierdziła, że pan wyjechał na wieś. Od razu wiedziałem, że coś się nie zgadza. Widziałem, jak Puszek dzień w dzień siedzi pod klatką, a pana nie ma. Spotkałem Jagodę, pytam, co z panem. Odpowiedziała, że przeprowadza się do teściowej, mieszkanie sprzedaje, a pana wywiózł na wieś. O Puszku mówiła, że jest już za stary, że pan ma go dosyć. Wiktorze, co tu się właściwie dzieje? zapytał, widząc, że Wiktor pobladł.

Wiktor wyznał całą prawdę. Powiedział, że oddał wszystko, byleby cofnąć czas najgorsze, że Jagoda pozbawiła go normalnego życia, a nawet Puszka wygnała na ulicę.

Bardzo chcę wrócić do domu, synku wyszeptał starzec.

Przyszedłem tu właśnie z takiej sprawy. Pracuję jako prawnik i od lat bronię starszych ludzi. Prowadzę teraz sprawę staruszka, któremu sąsiedzi odebrali mieszkanie. Proszę się nie martwić. Chyba nie zdążył się pan wymeldować? spytał Stefan.

Nie chyba tylko ona mogła mnie wypisać. Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czego się spodziewać po Jagodzie…

Pakuj się, czekam na pana w samochodzie zarządził Stefan. Tego nie wolno tak zostawić. Co za dziecko…

Wiktor momentalnie zebrał swoje rzeczy i po drodze jeszcze spotkał Walentynę.

Walciu, wyjeżdżam. Dowiedziałem się, że Jagoda sprzedała mieszkanie i wyrzuciła Puszka. Muszę to odkręcić wyjaśnił, biorąc ją za rękę.

I co ze mną? zapytała.

Nie martw się, gdy wszystko uporządkuję, wrócę po ciebie obiecał.

Cóż… Komu ja potrzebna? odparła ze smutkiem.

Przepraszam, muszę biec. Nie martw się, dotrzymam słowa.

Do mieszkania nie udało się dostać. Klucz zgubił się we śnie czasu, a drzwi były zamknięte. Stefan zabrał Wiktora do siebie. Wkrótce wyszło na jaw, że Jagoda już mieszka z teściową, a mieszkanie wynajmuje obcym.

Dzięki Stefanowi, Wiktorowi udało się odzyskać prawa do mieszkania.

Dziękuję ci uśmiechnął się starzec. Ale nie wiem, jak mam dalej żyć. Przecież ona nie spocznie, póki mnie nie pozbędzie się do końca…

Jest dla pana jeszcze jedno wyjście powiedział Stefan. Możemy sprzedać mieszkanie, Jagodzie oddać jej część, a za resztę kupić domek na wsi. Może uda się znaleźć coś niedaleko rzeki.

To wspaniałe! ucieszył się Wiktor. Lepszego rozwiązania nie znam.

Po trzech miesiącach przeprowadzał się do nowego domu. Stefan pomagał mu we wszystkim, nawet teraz podjechał autem, przy okazji przewiózł Puszka.

Zanim pojedziemy dalej, musimy jeszcze gdzieś zahaczyć wyrwało się Wiktorowi.

Z daleka zobaczył Walentynę na ich ławce, siedzącą z melancholią w oczach.

Walentyno! zawołał ją. Ja i Puszek po ciebie przyszliśmy. Mamy domek na wsi, świeże powietrze, jeziora, poziomki, grzyby. Pojedziesz z nami? uśmiechnął się.

Ale… jak ja pojadę? zawahała się.

Po prostu wstań z ławki, chodź z nami. Co tu po nas? roześmiał się.

Dobrze! Poczekasz dziesięć minut? promieniała łzami szczęścia.

Pewnie, poczekam! odpowiedział.

Wbrew niedobrym ludziom, tej dwójce udało się zachować szansę na szczęście. Zrozumieli, że na świecie dobro jest silniejsze niż zło. Na własnej skórze doświadczyli, że warto walczyć o swoje i dzięki temu odnaleźli spokój i radość…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − czternaście =

Bardzo chcę wrócić do domu, synku Pan Pietrzak wyszedł na balkon, zapalił papierosa i usiadł na nis…