17 grudnia w końcu zdecydowałam się na ten krok, jakim było odejście od męża. Wtedy po raz kolejny prosił mnie o przebaczenie tuż po tym, jak złamał mi nos. Cały blat kuchenny był obryzgany krwią, a ja stałam przerażona i płakałam, nie mogąc dojść do siebie po tym, co mi zrobił. A o co poszło? O to, że zamiast ziemniaków pieczonych do kotleta zrobiłam puree i to już mu wystarczyło, by mnie tak potraktować.
Następnego dnia rano zamiast iść do pracy, wyszłam z domu i ukryłam się w pobliskim lasku, czekają i obserwując, aż mój mąż pojedzie do pracy. Gdy tylko to się stało, szybko zawróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Zabrałam gotówkę, którą mieliśmy odłożoną, wszystkie swoje dokumenty, laptopa i ładowarkę, a także ciepłe ubrania, bo była akurat zima. Pojechałam z tymi rzeczami do swojej przyjaciółki. Kiedy rozpakowywałyśmy u niej moje rzeczy, zauważyłam, że zostawiłam w mieszkaniu bieliznę, aparata i zimowe buty. Przyjaciółka przekonała mnie, żebym wróciła po te rzeczy. Tak też zrobiłyśmy mimo, że bałam się, że jakimś cudem trafimy na męża, a ten urządzi mi piekło i z ucieczki nic nie wyjdzie.
Na miejscu pojawiłam się razem z przyjaciółką, dzięki czemu czułam się bezpiecznie,. Działałyśmy szybko, jak jakieś złodziejki. Momentami naprawdę czułam się jak jakaś przestępczyni czy zbieg, a przecież z mieszkania wynosiłam swoje rzeczy, a nie męża.
Wieczorem mąż dzwonił na mój numer z różnych telefonów, byłam pewna, że to on, bo niby kto inny? Nie odbierałam, nie chciałam z nim rozmawiać. Następnego dnia dla pewności, że nie będzie mnie już niepokoił zmieniłam numer na nowy. W końcu życie stało się łatwiejsze.
Teraz jadę do mojej kolejnej przyjaciółki mieszkającej w innym mieście, bo muszę zacząć wszystko od nowa.
Nie wiem, co będzie dalej i trochę boję się, że sobie nie poradzę, szczególnie finansowo, ale teraz chociaż nikt mnie nie będzie bił za jakąkolwiek bzdurę czy wyimaginowaną winę.
Mam teraz naprawdę ogromny mętlik w głowie. Z jednej strony bardzo boję się przyszłości, a z drugiej cieszę się, że nie muszę już wracać do byłego męża kata.



