12 marca 2025
Drogi pamiętniku,
Dziś przybyłem do nowego biura w centrum Warszawy, by zobaczyć, jak radzą sobie nasi ludzie po przejęciu firmy. Młodzi koledzy przy biurku nie kryli zadowolenia, kiedy zobaczyli nową współpracownicę. Babciu, powinna pójść do innego działu chichotały, nie mając pojęcia, że to ja kupiłem ich przedsiębiorstwo.
Do kogo się zwróciła? rzucił chłopak siedzący za ladą, nie odrywając wzroku od smartfona. Jego modna fryzura i markowy sweter wyraźnie krzyczały: Jestem ważny, lecz nie obchodzi mnie, co dzieje się poza moją klatką piersiową.
Jadwiga Andrzejka, nasza nowa pracowniczka, poprawiła jedynie prostą, solidną torbę na ramieniu. Ubrała się celowo skromnie, by nie przykuwać uwagi: pastelowa bluzka, spódnica sięgająca kolan, wygodne, płaskie buty.
Stary dyrektor, zmęczony, siwy Grzegorz, z którym finalizowałem transakcję, uśmiechnął się, gdy usłyszał jej plan.
Koń trojański, Jadwigo rzekł z uznaniem. Zaczepią hak, a ofiary nie dostrzegą przynęty. Nie zorientują się, kim naprawdę jesteś, dopóki nie będzie za późno.
Jadwiga odparła spokojnym, cichym tonem, że trafiła do działu dokumentacji. Chłopak w końcu podniósł wzrok, przeglądając ją od stóp do głów: od zużytych butów po starannie ułożone szare włosy. W jego spojrzeniu migotał otwarty szyderczyka. Nie próbował go ukrywać.
A więc, przyjęliście nowego? Czy dostała kartę dostępu od ochrony?
Tak, proszę bardzo podała mu kartę, stukając w obrotową bramę jakby wskazywała zagubionemu owadkowi drogę.
Jakoś tam znajdzie się jej biurko. Na pewno się rozgryzie dodała, wchodząc do otwartego, brzęczącego jak ulownego ula open space.
Czterdzieści lat szukałam wyjścia z labiryntu życia. Po nagłej śmierci męża uratowałam firmę z krawędzi upadku, zainwestowałam w skomplikowane projekty, które pomnożyły mój majątek, i nauczyłam się nie zwariować w pustym, wielkim domu, kiedy skończyłam sześćdziesiąt lat.
Ta rozkwitająca, lecz wewnętrznie zgniła spółka informatyczna była dla mnie najnowszym wyzwaniem.
Mój stół stał w najodleglejszy zakątek, przy drzwiach archiwum. Był stary, z zadrapanym blatkiem i skrzypiącym krzesłem mała wyspa przeszłości w oceanie błyszczącej technologii.
Już się wpasowujesz? odezwał się zza pleców słodko złowrogi głos. Przedmnie stanęła Olga, szefowa marketingu, w słoniowej koszuli i idealnie wyprasowanym garniturze, otoczona drogim perfumem i zapachem sukcesu.
Próbuję uśmiechnęła się delikatnie Jadwiga.
Musisz przejrzeć umowy z zeszłego roku dotyczące projektu Altair. Są w archiwum poleciła Olga, w tle zdradzając nutę wyniosłości, jakby dawała zadanie osobie z ograniczonymi zdolnościami.
Olga spojrzała na nią, jakby widziała wymarły skamieniały okaz. Gdy odszedła, Jadwiga usłyszała za sobą niegrzeczne stwierdzenie: W HR przeszło już tyle śmietnika, że zaraz będą zatrudniać dinozaury.
Zignorowała to, choć musiała obejść jeszcze jedną sekcję.
Na przegrodę z szybą natrafiła grupę młodych, którzy żywo dyskutowali. Wysoki chłopak podszedł i zapytał:
Szukacie czegoś, pani?
Tak, proszę pana, potrzebuję archiwum odpowiedziała, a obok podszedł Staś, główny programista, gwiazda firmy, choć wydawało się, że sam siebie opisuje.
Oczywiście, szukam właśnie tych dokumentów przyjęła Jadwiga.
Staś, z dumą wskazując na drogie zegarki przy nadgarstkach, pomógł jej znaleźć wąską, okienną izbę archiwum, pozbawioną światła. Tam odnalazła teczkę Altair.
Zaczęła przeglądać papiery: umowy, załączniki, potwierdzenia realizacji. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządkach, ale jej doświadczone oko wyłapało kilka podejrzanych zapisów. Kwoty w fakturach KiberSystemy były zaokrąglone do pełnych tysięcy złotych mogło to być nieostrożne, ale też celowe ukrywanie prawdziwych kosztów. Opisy wykonanych prac były niejasne: doradztwo, analiza, optymalizacja procesów. Znane już z lat dziewięćdziesiątych sztuczki prania pieniędzy.
Wtedy do pokoju weszła Lena, młoda księgowa, którą poleciła Olga.
Dzień dobry, jestem Lena z działu księgowości. Czy potrzebuje pani pomocy przy elektronicznym dostępie?
Dziękuję, Leno, byłoby miło odpowiedziała Jadwiga, nie czując w jej głosie żadnej pogardy.
Lena wyjaśniła system, a Jadwiga pomyślała, że nawet w najgłębszym bagnie można znaleźć czyste źródło. Gdy Lena odeszł, Staś wrócił, nalegając na natychmiastowe wydanie egzemplarza umowy KiberSystemy. Jego ton był jak rozkaz.
Dzień dobry, właśnie przeglądam te dokumenty. Proszę o chwilę cierpliwości odpowiedziała spokojnie.
Chwila? Nie mam czasu. Za pięć minut mam spotkanie. Dlaczego to jeszcze nie jest zdigitalizowane? Co tu w ogóle się robi?
Staś z lekceważącym uśmiechem przysiągł, że nikt, a zwłaszcza ona, nie powstrzyma go przed zrobieniem tego, co uważa za słuszne.
Dziś mój pierwszy dzień odparła jednolicie. Staram się naprawić to, czego inni nie zrobili.
Nieważne! wtrącił się, chwytając teczkę z mocą. Starzy zawsze mają problemy!
Wyrwał się z otoczenia, zamykając drzwi za sobą. Jadwiga nie patrzyła wstecz. Wzięła telefon i zadzwoniła do swojego prywatnego prawnika.
Arkadiuszu, proszę sprawdzić firmę KiberSystemy. Wydaje mi się, że ich właściciel może być kimś interesującym.
Następnego ranka telefon zadzwonił.
Jadwigo, miałeś rację. KiberSystemy to jedynie pusta fasada, zarejestrowana na nazwisko Piotra Kowalskiego, kuzyna Staśa. Klasyczna metoda.
Po obiedzie zwołano całe biuro na cotygodniowe zebranie. Olga, promieniując, mówiła o sukcesach.
Zapomniałam wydrukować raport konwersji. Jadwigo, proszę, przynieś z archiwum plik Q4, ale nie zgub się tym razem dodała, a w tle rozległ się cichy śmiech.
Jadwiga wstała, przeszła przez drzwi, po chwili wróciła, trzymając teczkę, a obok Staś i Olga szeptali sobie coś pod nosem.
Nasz zbawca, przybył! oznajmił Staś głośno. Czas przyspieszyć, czas to pieniądz, a szczególnie nasz pieniądz.
Jedno słowo nasz było ostatnią kroplą w szklance rozpaczy.
Zacisnęła się, a jej twarz stała się twarda jak kamień.
Panie Staś, prawda, że czas to pieniądz? Zwłaszcza ten, który wypływa przez KiberSystemy. Czy nie wydaje się, że ten projekt jest dla ciebie bardziej opłacalny niż dla firmy?
Staś zbladł, a uśmiech mu zniknął.
Nie rozumiem, o co chodzi wymamrotał.
Naprawdę? Czy możesz wyjaśnić, jakie więzi rodzinne łączą pana z Piotrem Kowalskim?
W sali zapadła cisza. Olga próbowała ratować sytuację.
Przepraszam, ale jakie prawo ma ten nasz pracownik, by wtrącać się w nasze finanse?
Jadwiga nie spojrzała na nią, ale przeszła obok stołu i stanęła przy jego głównym miejscu.
Moje prawo jest najprostsze. Nazywam się Jadwiga Andrzejewska Voronowa i jestem nową właścicielką firmy.
Jeśli miałby pan, panie Staś, jakieś wątpliwości, moi adwokaci skontaktują się z panem i z jego bratem. Radzę nie opuszczać miasta.
Staś padł na krzesło, przybity jakby po przegrzaniu.
Pani Olgo, również zostaje zwolniona dodała Jadwiga. Z powodu niekompetencji i toksycznej atmosfery.
Olga zaczerwieniła się. Jak śmiesz!
Czuję to odparła zimno. Masz godzinę na spakowanie się. Ochrona poprowadzi cię do wyjścia.
To samo dotyczy każdego, kto uważa, że wiek jest powodem do drwin. Recepcjonistę i kilku programistów z działu już możesz pożegnać.
W salony wdarł się strach.
W najbliższych dniach rozpoczynamy pełny audyt ogłosiłam, a wzrok mojego spojrzenia spoczął na Leni, drżącej przy stole.
Lena, proszę, podejdź kazałam.
Lena weszła drżąc, a ja podziękowałem jej za odwagę. Twoja postawa i człowieczeństwo wyróżniły cię wśród wszystkich. Obiecałem jej miejsce w nowym dziale kontroli wewnętrznej. Jutro omówimy jej rolę i szkolenie.
Lena otworzyła usta, ale nie mogła odpowiedzieć.
Uda się zapewniłem ją stanowczo. Teraz wracajcie do pracy. Wykluczeni już nie wracają.
Odwróciłem się i wyszedłem, zostawiając za sobą świat oparty na dymie i wyniosłości.
Nie czułem triumfu. Poczułem jedynie chłodną, cichą satysfakcję, którą odczuwa się po dobrze wykonane zadanie. By zbudować dom na solidnych fundamentach, najpierw trzeba oczyścić teren z gnicia.
I tak właśnie zaczyna się mój wielki porządek.
Lekcja z dzisiejszego dnia: prawda i odwaga potrafią rozerwać najgłębsze sieci korupcji, a czyste sumienie jest jedyną prawdziwą walutą.



