Mama uważa, że Iwonka jest taka delikatna wydukał w końcu mąż. Że jej trzeba bardziej pomagać, bo nie ma męża. A u nas niby wszystko stabilnie
Stabilnie? Weronika spojrzała na niego spode łba. Sławek, po porodzie przytyłam piętnaście kilo. Nie mogę wyprostować pleców, kolana mi chrupią. Lekarz powiedział, że jak się nie wezmę za zdrowie, to za rok nawet Pawła nie podniosę. Muszę chodzić na siłownię. Dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. Ty w pracy całymi dniami, ciągle te zmiany. Kogo mam poprosić, żeby posiedział z synem? Twojej mamie wnuk niepotrzebny, bo przecież wnuczka jest!
Sławek zamilkł. No właśnie, kogo poprosić?
Weronika oparła czoło o chłodną szybę, patrząc, jak stary fiat panda teściowej powoli opuszcza podwórko. Czerwone światła mrugnęły pożegnalnie i zniknęły za zakrętem.
Na ścianie kuchni zegar wskazywał dokładnie siódmą wieczorem. Jadwiga Tadeuszowa była u nich dokładnie czterdzieści pięć minut.
W salonie Sławek próbował zabawić rocznego syna.
Mały Pawełek kręcił z przejęciem koło plastikowej wywrotki, czasem rzucając ciekawe spojrzenie na drzwi, za którymi zniknęła właśnie babcia.
Już pojechała? Sławek zajrzał do kuchni, masując zdrętwiały kark.
Odfrunęła poprawiła go Weronika, nie odwracając się. Powiedziała, że Pawełek już marudzi ze zmęczenia, a ona nie chce burzyć mu rytmu.
No, trochę popłakał, jak go wzięła na ręce próbował się uśmiechnąć Sławek, choć wyszło nijak.
Płakał, bo jej nie poznaje. Widział ją trzy tygodnie temu, tylko trzy!
Weronika gwałtownie odwróciła się od okna i zaczęła układać brudne kubki w zlewie.
Daj już spokój Sławek podszedł i chciał ją objąć w talii, ale ona zgrabnie odsunęła się po gąbkę. Mama po prostu przywykła do Kingusi.
Tamta już duża, cztery lata, z nią łatwiej.
Nie łatwiej, Sławek. Z nią ciekawiej twojej mamie. Kingusia to córka Iwony. Iwona to ukochana córka. A my my tak… ogon doczepiony na siłę.
W zeszły piątek sytuacja powtórzyła się niemal identycznie.
Jadwiga Tadeuszowa wpadła na minutkę, przywiozła Pawłowi tanią plastikową grzechotkę i od razu zerkała na drzwi.
Wtedy Sławek zdołał tylko napomknąć, że w sobotę wyjeżdża do klienta i fajnie by było, gdyby mama posiedziała z wnukiem parę godzin, gdy Weronika skoczy do apteki i sklepu.
Ojej, Sławek, nie dam rady! machnęła rękami Jadwiga. Z Kingusią idziemy do teatru lalek, a potem Iwona prosiła, żeby wziąć ją na cały weekend. Biedna taka zmęczona tą pracą, musi sobie życie poukładać.
Siostra Sławka niby wychowywała córkę sama, ale to sama było bardzo względne. Gdy Iwona szukała siebie, a faceci się zmieniali, Kingusia tygodniami siedziała u babci.
Babcia odbierała ją z przedszkola, woziła na balet, kupowała drogie kombinezony, znała imiona wszystkich lalek w jej pokoju.
Widziałeś opis na fejsie, co twoja mama dała? Weronika skinęła na telefon. Zobacz sama.
Sławek niechętnie wziął telefon, przesunął palcem po ekranie. Obrazki migotały: tu Kingusia je loda, tu babcia huśta ją w parku, tu razem lepią z plasteliny w sobotni wieczór.
Podpis: Moje największe szczęście, moja radość.
Cały weekend u nich, Weronika zagryzła wargę, by nie rozpłakać się. Do nas wpada na dziesięć minut. A tam jak w bajce.
Sławek Paweł ma tylko rok. To też jej wnuk. Twój syn. Dlaczego ona tak do niego?
Sławek nie miał na to odpowiedzi.
Nagle przypomniał sobie, jak w zeszłym miesiącu mama zadzwoniła w nocy, bo kran się rozleciał, i pognał przez pół miasta go naprawiać. Przypomniał sobie, jak spłacał jej chwilówkę, którą wzięła, żeby Iwonie na urodziny kupić nowy telefon. Jak całe weekendy majowe orał w ogródku na działce, gdy siostra z córką grzała się na leżakach.
Spróbuję jeszcze raz ją poprosić wymamrotał Sławek. Wytłumaczę, że to sprawa zdrowia, nie moje widzimisię.
Weronika nie odpowiedziała. Wiedziała, że nic z tego nie wyjdzie.
***
Rozmowa odbyła się we wtorkowy wieczór.
Sławek położył telefon na głośnomówiącym, żeby Weronika wszystko słyszała.
Cześć, mamo. Słuchaj, sprawa Weronika musi chodzić na siłownię, bo lekarz kazał. Plecy już w rozsypce
Oj, Sławek, po co jej siłownia? głos Jadwigi zabrzmiał rześko, w tle Kingusia zaśmiewała się na całe gardło. Niech sobie w domu poćwiczy. Mniej pączków, to i plecy nie bolą.
Mamo, lekarz zalecił rehabilitację i trening. Dasz radę posiedzieć z Pawłem we wtorki i czwartki od 18:00 do 20:00? Ja cię przywiozę i odwożę.
Zapadła cisza.
Sławku, sama wiesz mój grafik. Kingusię odbieram z przedszkola o piątej, potem mamy tańce, potem spacer. Iwona pracuje do późna, ona na mnie liczy. Nie mogę zostawić małej, żeby Weronika mogła sobie na stepie skakać!
Mamo, Paweł to też twój wnuk. Potrzebuje twojej obecności. Widzisz go raz w miesiącu!
Nie zaczynaj. Kingusia to dziewczynka, lgnie do mnie, kocha mnie. A Pawełek jeszcze mały, nic nie rozumie. Dorośnie, to będziemy się widywać. Teraz nie mam czasu, rysujemy. Pa!
Sławek powoli odłożył telefon.
Słyszałaś to? Czyli mój syn musi sobie zasłużyć na uwagę babci? Zyskać poziom, żeby babcia zauważyła wnuka?
Sławek, ja wiem Weronika krzyknęła przez łzy. Wiem od dnia, gdy nas wypisywali ze szpitala, a ona się spóźniła, bo Kingusi musiała kupić rajtuzy!
Mi nie szkoda siebie. Niech sobie myśli, że jestem tłusta albo leniwa. Ale Pawłowi jest przykro. Zapyta kiedyś: Mamo, dlaczego babcia Jadzia zawsze z Kingusią, a ze mną nigdy?
Co mu powiem? Że ciocia to ukochana córka, a tata tylko portfel i darmowa złota rączka?
Sławek zaczął chodzić po kuchni. Po kilku minutach nagle stanął.
Pamiętasz, jak mieliśmy robić jej remont kuchni na jubileusz?
Weronika przytaknęła.
Przez pół roku odkładali pieniądze na niespodziankę dla Jadwigi na urodziny. Sławek już wybrał szafki, znalazł ekipę, miał nawet rabat. Wyszło sporo akurat starczyłoby na fitness z basenem i trenerem personalnym dla Weroniki na cały rok.
Remontu nie będzie powiedział twardo Sławek. Jutro dzwonię anulować zamówienie.
Jesteś pewny? Weronika patrzyła szeroko otwartymi oczami.
Tak. Jeśli mama ma czas tylko dla jednej wnuczki, to niech rozwiązuje swoje sprawy sama. Niech prosi Iwonę. Niech Iwonka naprawi kran, wozi ziemniaki i spłaca długi. My wynajmiemy opiekunkę na czas twoich treningów.
***
Następnego ranka Jadwiga zadzwoniła pierwsza.
Sławku, mówiłeś, że w tym tygodniu przyjedziesz, zobaczyć co z moim okapem w kuchni? Dymi się okropnie. Kingusia tęskni, pyta: Gdzie wujek Sławek?.
Sławek w pracy zamknął oczy.
Dawniej już by leciał, rozważał, kiedy po sklepie budowlanym po drodze.
Ale teraz
Mamo, nie dam rady odpowiedział spokojnie.
Jak to? A okap? Uduszę się przecież!
Poproś Iwonę. Albo jej nowego kolegę.
Mam dużo na głowie zajmujemy się zdrowiem Weroniki, cały wolny czas mam zapisany. Zostaję z synem.
Przez fanaberie?! fuknęła matka. Porzucasz matkę przez humor żony?
Nikogo nie porzucam. Po prostu ustalam priorytety. Tak jak ty. Dla ciebie Iwona i Kinga, dla mnie Weronika i Paweł. To chyba uczciwie.
Ty mnie obrażasz?! sapnęła. Poświęciłam dla was życie, wychowałam, czlowieka z ciebie zrobiłam!
Czym wszystko? spytał spokojnie Sławek. Pomagałaś Iwonie za moje pieniądze? Dawałaś jej odpoczywać, gdy ja harowałem w polu? A jeszcze pomyśleliśmy Kuchni ci nie remontujemy, anulowałem zamówienie. Kasa pójdzie na nianię, skoro babcia nie ma czasu dla wnuka.
Po trzech sekundach w słuchawce rozległ się ryk:
Jak śmiesz! Jestem twoją matką! Życie wam oddałam! Zwariowałeś przez Weronikę! Kingusia sierota przy żywym ojcu, potrzebuje czułości! Wasz Paweł i tak ma jak u Pana Boga za piecem! Skąd pomysł, że mam go kochać? Serce mam dla Kingusi, jest dla mnie najważniejsza!
Niewdzięcznik! Nie dzwoń do mnie więcej! Nie pokazuj się nawet!
Sławek spokojnie odłożył telefon. Ręce mu trochę drżały, ale czuł dziwną ulgę. Wiedział, że to dopiero początek. Mama zadzwoni do Iwony, ta zaraz zacznie słać pretensje przez messengera, będzie fala łez, gróźb, wyrzutów sumienia.
I naprawdę, tak właśnie było.
Gdy wrócił wieczorem do domu i Weronika już wiedziała bo teściowa zdążyła zostawić jej zapalczywą słowną wiadomość na pięć minut, w której delikatnie nazywała ją żmiją.
Myślisz, że dobrze robimy? spytała cicho, gdy położyli Pawła spać i usiedli do kolacji. To twoja mama.
Mama to ta, która kocha każde dziecko i wnuka, Weronika. Nie ta, która wybiera faworytów a resztę traktuje jak automat z pomocą. Długo na to przymykałem oko myślałem, taki charakter. Ale jak powiedziała, że twoje zdrowie ją nie obchodzi, a Paweł jej niepotrzebny Dosyć. Koniec.
**
Awantura ciągnęła się tygodniami.
I Iwona, i matka, pozbawione stałego zastrzyku gotówki, zasypywały Sławka i Weronikę telefonami: błaganiami, wyzwiskami, groźbami, prośbami o rozum i sumienie brata i syna. Małżeństwo nie odpowiadało. Ignorowali wszystko.
Po dwóch tygodniach od awantury Iwona zjawiła się osobiście.
Już w drzwiach wrzeszczała, nazywając brata pantoflarzem, żądała opłaty za rachunki matki, pieniędzy na jedzenie i leki.
Sławek po prostu zamknął jej drzwi przed nosem.
Wystarczy tej wdzięczności już nie chce być dobrym synkiem.



