Igor wyszedł z gabinetu na taras biurowy. Z przyjemnością wciągnął kubańskie cygaro, które przywiózł z wakacji, rozejrzał się. W oddali widać było spacerujących bez pośpiechu ludzi nad brzegiem Wisły.
O Boże, jaki świat jest piękny! Przez chwilę wzrok ześlizgnął się w dół. Przy drzwiach wejściowych dużego biurowca, chodziła starsza pani, podpierając się laską, prawdopodobnie nie wiedziała, jak wejść do środka. Zastanawiał się, co ona mogła chcieć załatwić w ich biurze? Tu z reguły przychodzą załatwiać swoje sprawy młodsi ludzie. Kiedy wrócił do swojego biurka, aż się zdziwił. Ta babcia siedziała na krawędzi krzesła, nieśmiało rozglądając się wokół.
– Idzie pani do mnie?
– Co? Nie słyszę za dobrze – odpowiedziała żenująco kobieta, przekładając chusteczkę w dłoniach.
– Rozumiem.
– Chcę wziąć kredyt mieszkaniowy – powiedziała staruszka.
Igor aż zakrztusił się po tym, co usłyszał. Jak kulturalnie wytłumaczyć, że ludziom w jej wieku nie dają pożyczek ani banki, ani prywatni pożyczkodawcy. Wytłumaczył to bardzo delikatnie, babcia zaczęła wycierać łzy chusteczką. Siedziała jeszcze przez chwilę, a potem grzecznie przeprosiła. Igor pomógł starszej pani wstać i poprowadził ją do drzwi.
Następnego dnia, pojechał do pracy w wesołym nastroju. Ruszył schodami na drugie piętro, wymachując teczką i nagle na progu gabinetu natknął się na wczorajszą staruszkę. Zauważywszy jego zdziwienie, starsza pani szybko się odezwała:
– Przepraszam. Nie chcę pieniędzy na duże mieszkanie, chciałabym mieć malutkie, z jednym pokojem.
Igor milczał, nie wiedział, co odpowiedzieć.
– Naprawdę nikt mi nie da pieniędzy? Co ze mną będzie? Rozpłakała się i zaczęła opowiadać swoją historię.
Pani Stanisława wychowała wnuka Krzysztofa od małego. Jej córka Lucyna z mężem, po ukończeniu wydziału geologicznego, wyjechali do pracy na koniec świata, do Australii. Córka wróciła do domu w Warszawie, kiedy nadszedł czas na poród. Miesiąc później wróciła do męża, a dziecko podrzuciła matce. Nie pozostało kobiecie nic innego, jak pomóc młodym małżonkom, chociaż oni nawet nie zapytali, czy mama nie ma nic przeciwko niańczeniu wnuka. Potem babcia już nie wyobrażała sobie życia bez ukochanego Krzysia.
Kupowała mu wszystko, co chciał, zabierała do cyrku, zoo. Duszę mu oddawała, choć mogła jeszcze mieć swoje życie, była młodą wdową, interesował się nią były profesor z pobliskiego domu. Jednak zrezygnowała z niego, dla swojego kochanego wnuczka.
Kiedy Krzyś był mały, babcia doskonale dawała sobie z nim radę, ale kiedy poszedł do szkoły, dziecko wydawało się być nadpobudliwe. Jego rodzice jej nie pomogli, tylko raz w roku przyjeżdżali z Australii. Przywozili prezenty małemu, pocałowali go i pouczali babcię, jak wychowywać chłopca. Ciężko było wtedy na duszy, ale najgorsze było przed nią. Kiedy wnuk zaczął naukę na studiach, organizował hałaśliwe imprezy, każdego wieczoru wprowadzał nowe dziewczyny do mieszkania.
Gdy wychodziła do kuchni zrobić sobie herbatę, lub do toalety, Krzysiek był niezadowolony i mówił:
– Nie rozumiem. Co Ty tu robisz? Powiedziałem Ci, że masz siedzieć w pokoju jak mysz!
Kobieta szukała oczami zrozumienia u jego młodej przyjaciółki, która wisiała mu na szyi, ale na próżno, dziewczyna chichotała głośno. Musiała cicho iść z powrotem do swojego pokoju, łzy dusiły jej serce, tęskniła za tym czasem, kiedy Krzyś był mały.
Niedługo po tym, ta dziewczyna, u której szukała wsparcia, została żoną jej wnuka i wtedy dopiero zaczął się koszmar.
– Staruszko, powiedziałam Ci, nie bierz nic z lodówki! Kupiłaś artykuły spożywcze? – Żona Krzysztofa zwracała jej uwagę.
Od tego czasu całymi dniami siedzi na ławce przy wejściu, albo spaceruje po placu zabaw. Boi się iść do swojego mieszkania przed wieczorem, gdzie czuje się jak nieproszony gość, który przeszkadza.
Takie życie stało się piekłem, zastanawiała się co robić. Kiedyś na podwórku usłyszała, jak sąsiad chwali firmę, która pomogła zdobyć mu pieniądze na mieszkanie dla dzieci. Potem nagle przyszło jej do głowy, że może pożyczyć sobie pieniądze, aby kupić przynajmniej jeden pokój.
– Dlatego do Was przyszłam – powiedziała na koniec starsza pani.
Igor cierpliwie wysłuchał jej do końca. Sto myśli na sekundę wyprzedzało się nawzajem. Co jej powiedzieć? Co on ma zrobić?- rozmyślał.
– Musi pani zrozumieć, że żaden bank nie da w tym wieku kredytu – wydusił ciężko mężczyzna.
Do końca dnia pracy, nie mógł dojść do siebie. Jak wnuk może tak traktować rodzoną babcią, która poświęciła mu życie. Ponadto pani Stanisława tak bardzo przypominała Igorowi jego babcię Lidkę, która zmarła kilka lat temu. Chociaż była już po dziewięćdziesiątce, na pogrzebie płakały zarówno dzieci, jak i wnuki i prawnuki.
Zawsze mówiła: „Trzeba zasłużyć u Boga na szczęście, aby umrzeć we własnym domu”. Widać, że zasłużyła, bo do ostatniego dnia dawała sobie radę, nikomu nie sprawiała kłopotów. Pani Stanisława również daje sobie radę, nie robi na złość, siedzi w swoim mieszkaniu „cicho jak mysz”. O co chodzi? Obca Baba nią rządzi, a jej wnuk na to pozwala?
Bardzo żal mu się zrobiło pani Stanisławy, nie mógł udzielić jej kredytu, ale cierpliwie wszystko jej wyjaśnił, nie był zły. Babcia zawsze uczyła go szanować starszych. Ciągle powtarzała: „Ty też kiedyś będziesz stary”.
Po tej wizycie, mężczyzna nie mógł spać przez całą noc, obracał się z boku na bok, a rano skonsultował się z żoną, która wymyśliła wyjście z tej pozornie, beznadziejnej sytuacji. Jak tylko przyszedł do pracy, natychmiast postanowił zadzwonić do starszej pani. Igor wziął od niej numer, w sumie nie wiedział po co, ale coś mu tak podpowiadało. Przez telefon powiedział jej, że sprawa została rozwiązana, więc poprosił o przyjście do siebie do biura. Z samego rana czekał już na panią Stanisławę i jakie było jego zdziwienie, gdy babkę, delikatnie trzymając pod ręką, prowadził „drogi wnuczek” Krzysztof.
– Czy moja babcia dostała kredyt? – żując gumę, zachichotał głośno.
Chłopak zbliżył się do Igora bliżej i szeptem, aby oczywiście babcia nie usłyszała, zaczął szybko bulgotać:
– Mieszkanie dajemy pod hipotekę, a pieniądze dla mnie. Po co babce? Dobra?
Zauważywszy, że Igor się waha, Krzysiek zaproponował:
– Dwadzieścia procent dla Ciebie, albo trzydzieści – cynicznie się targował.
– Nie? No to czterdzieści – powiedział.
– Czy możesz przestać!
Igor syknął z góry, wiercąc go przenikliwym spojrzeniem.
– Miej przynajmniej szacunek dla swojej babci, gnojku. Nie daję pieniędzy pani Stanisławie, ma teraz nowe mieszkanie. Pozwól kobiecie spokojnie dożyć ostatnich lat.
Żona Igora wymyśliła, że staruszka zamieszka w jednopokojowym mieszkaniu, które wcześniej wynajmowali.
Tak czułego, dobrego człowieka jak jego Natalia nie można było znaleźć.
– Niech babcia przeżyje w spokoju swój ostatni czas – mówiła.
Tak się też stało, ale pani Stanisława mieszkała u nich tylko przez rok.
Po pół roku, wnuczek przyszedł do Igora, chciał adres babci, niby chciał ją bezinteresownie odwiedzić. Igor dobrze wiedział, że Krzysztof zawsze czekał na emeryturę staruszki. Pomyślał, że pewnie mu brakło i chce teraz wymusić na babci, aby dała mu pieniądze. Absolutnie nie uwierzył nagle w jego dobrą przemianę.
– Słucham?! Nigdy w życiu nie dostaniesz ode mnie adresu mojego mieszkania. Twoja babcia chce odpocząć od Ciebie i Twojej żony!
Igor ledwo powstrzymał się, aby nie wyrzucić intruza za drzwi. Facet, zdając sobie sprawę, że nic nie załatwi, więcej o nic nie pytał i po cichu wyszedł z biura.
Przed Wielkanocą Igor z Natalią pojechali do pani Stanisławy, która stała się ich prawdziwą babcią. Zaprosiła ich, aby spróbowali ciasta wielkanocnego i posiedzieli w rodzinnym gronie. Igor otworzył drzwi, staruszka leżała spokojnie w łóżku i spała wiecznym snem. Pomyślał, że miała szczęście od Boga i zasłużyła na spokojną śmierć we własnym domu. Chłopakowi napłynęły do oczu łzy.
Obok na stoliku nocnym leżała koperta: „Moi drodzy, Igorze i Natalio! Jestem bardzo wdzięczna Wam, pozornie obcym ludziom, za troskę i miłość, której nie miałam od mojego wnuka i córki. Bardzo Was kocham, modlę się za Wasze szczęście każdego wieczoru i ranka. Zapalam świece w kościele w intencji Waszego zdrowia. Na tamtym świecie też będę się modliła i miała Was w opiece. Przepraszam za wszystko ” Ostatnie słowa były rozmazane, widać, że padały na nie łzy staruszki.



